Widziałam człowieka...
Widziałam człowieka, wzrok miał odległy, daleki,
w tę odległość spoglądał z siłą rwącej rzeki.
Myśli spienione , wezbrane w jego cichym tchnieniu,
położył z bezsilnością na moim sumieniu.
Morzem przeczuć płynąc przez milczące
wody,
huk impulsu pragnął rozdzielić nasze drogi
Której kropli siła drogą mu powrotną
przeciażyla pokład topiąc łódź samotną?...
Widziałam ptaki, wzlatujące w lazurowe
sny,
w tę odległość której końcem nieskończone dni.
One mają skrzydła - wolności im potrzeba,
a nam wiary, patrząc w przyszłość
jak w aksamit nieba.
Godzina za godziną układa się w zegarze, odlicza serca czas, zostawionego w darze. Lecz nocą przyjdą hieny i rozszarpią śmiechem
smutek twoich oczu by go roznieść z echem...
Widziałam człowieka, wzrok miał odległy,
daleki.
Staliśmy po przeciwnych stronach tamtej rzeki,
w tę odległość spoglądając jakby wewnątrz siebie ,
widzieliśmy te ptaki szybujące po niebie.
Zapytałeś, którędy przed oblicze Boga
i czemu mnie przez ciemność prowadzi
twoja droga.
I że win zadanych swemu przeznaczeniu,
ciężarem nie położysz na moim ramieniu...
Dzień był jeszcze jasny, a noc pomiędzy nami, przymknęła ci powieki byś spoczął między snami.
Dziś spojrzenie twoje, którym cię ubyło
szumem każdej rzeki jakby w niej wciąż żyło
Noc już była ciemna ,a na sklepieniu nieba ułożyłam gwiazdy, bo nam widzieć trzeba.
W człowieka obecności boskie jest oblicze
a na ziemi trudne bez siebie nasze życie.
Komentarze (2)
Widziałam babkę, która głośno krzyczała, ale racji nie miała...
Bo cały w tym ambaras , aby dwoje chciało naraz. Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania