Więc: Namaluj mnie …i nazywam się Bastian
I. …i nazywam się Bastian
Liceum ogólnokształcące, piątek, przed ostatnią lekcją.
– Która to już? – zapytał brunet o szczupłej twarzy, ubrany w czerwony dres.
– Szósta – odpowiedział lekko idący obok chłopak.
– Serio, to już przestaje być zabawne.
– Daj spokój, to tylko rozrywka. Wiesz, Cap. Trochę się pokręcę tu i tam, póki mam czas. Nie będę się ograniczał.
Zarzucił przyjacielowi rękę na ramię, jakby chciał go udobruchać.
– Poza tym mówiłem już, że jeśli chcesz, możesz pocieszyć którąś z nich. Nie mam z tym najmniejszego problemu.
Brunet odsunął jego rękę i ciężko westchnął.
– Mówiłem ci już: mam zasady. Dziewczyn kolegów nie ruszam.
– Trudno. Zaboli przy pierwszym prawdziwym koszu i na pewno się skusisz.
– Spier…
Urwał, gdy jego przyjaciel nagle się zatrzymał.
– Co ci?
Osiemnastolatek rozłożył ręce w teatralnej pozie.
– Powiedz, jak wyglądam?
Miał proporcjonalną twarz – ani zbyt wąską, ani okrągłą. Był przystojny, choć trudno było wskazać coś naprawdę charakterystycznego. Jedynie włosy przyciągały uwagę: do połowy blond, dalej niemal całkowicie wybielone. Ubrany był w stylizację inspirowaną angielską modą lat trzydziestych – koszula w kratę, czarny golf, granatowe spodnie i skórzane buty.
Brunet przyglądał mu się przez chwilę.
– Wyglądasz dobrze.
– Kacper… trochę finezji – uśmiechnął się półblondyn. – Trochę zabawy słowem.
– Staro – burknął brunet.
Obaj weszli na stołówkę i usiedli przy jednym z rzadko zajmowanych stolików. O tej porze jadalnia była niemal pusta. Mieściła się w rzadko używanym skrzydle szkoły. Nauczyciele zaglądali tam sporadycznie – w końcu płacono im za prowadzenie lekcji, nie za pilnowanie uczniów.
Półblondyn oparł głowę o blat stołu.
– Gotowy na sprawdzian z angielskiego?
– Nie.
– No weź, nie możesz być aż tak kiepski.
– Już ci…
Przerwał, gdy tłum zgęstniał.
– Już są? – zapytał półblondyn, nasłuchując.
– Ta.
Drzwi stołówki zatrzasnęły się z hukiem. Uczniowie szybko utworzyli krąg. Naprzeciw siebie stanęło dwóch niskich chłopaków: Azjata i otyły nastolatek.
– Dwa leszcze.
– No, zaraz się to skończy – rzucił obojętnie Kacper.
Rozległ się głuchy huk.
Jeden z chłopaków runął na podłogę, ale natychmiast poderwał się na nogi. W tej samej chwili z tłumu wyskoczył trzeci uczeń – z głupkowatym wyrazem twarzy i kozią bródką.
– Sędzia?
– Tak. Szkoda, że zawsze musi się wtrącić. – warknął brunet, a półblondyn tylko wzruszył ramionami.
– Jest matołem, ale lepiej, żeby policja albo kurator nie mieli powodu tu zaglądać.
– W sumie, racja.
Odezwał się sędzia, wchodząc między dwóch „Zawodników”.
– Po sprawie. Git.
Obaj przeciwnicy rozeszli się bez słowa, znikając w tłumie. Uczniowie zaczęli opuszczać stołówkę. Półblondyn podrapał się po ogolonej brodzie.
– Widziałeś coś jeszcze ciekawego?
– Nic.
– Nie ściemniaj. Słyszę, że coś zauważyłeś.
Kacper zacisnął zęby.
– Jedna laska… chyba coś notowała, jak się tłukli.
– Notatki? To będziemy mieli walkę kotów.
Zaśmiał się i kilka razy cicho klasnął.
– Nie przepadam, ale przynajmniej coś, by się działo.
– Nudziarz. Laski biją się najlepiej. Podobno najfajniej, na to patrzeć.
Tłum niemal całkowicie się rozszedł. Na stołówce została tylko szóstka uczniów.
– I jak? Została.
Brunet rozejrzał się.
– Dalej siedzi. I chyba rysuje.
– Rysowniczka? Ciekawe. Idę.
Już miał wstać, gdy poczuł, że przyjaciel złapał go za rękaw.
– Poczekaj, bo zrobisz powtórkę jak z Ulą.
– To powiedz kiedy.
Przyjaciel natychmiast go puścił.
– A… jednak nie. Właśnie wyszła.
– Stary, ty tak serio?
– Dobra, nie marudź. Jak tak bardzo chcesz do niej startować, to chodź.
Ruszyli za dziewczyną, ale tak, by ich nie zauważyła. Przeszli przez całą szkołę, aż na dziedziniec. Dziewczyna dopiero tam usiadła. Sami zostali w środku, mając świetny widok na nią przez okna.
Kacper wyciągnął papierosa i włożył go do ust.
– Już się nie rusza. Siedzi na północnej ławce.
Półblondyn wyrwał mu papierosa i wsunął sobie za ucho, jakby to był ozdobny gadżet.
– Zapalisz później. Mów jak wygląda.
Mówił podekscytowany, zacierając ręce jak mucha. Kacper wypuścił powietrze i zaczął przyglądać się dziewczynie.
– Włosy kasztanowe. Jasna skóra. Między lewym okiem a nosem pieprzyk. Nos duży. Przeciętna lub niezbyt ładna. Ubrana jest w jasnofioletowy sweter, bez wzorów. Jeansy. Czarne trampki. W rękach szkicownik i ołówek.
– Dzięki.
Poklepał go po ramieniu i oddał papierosa. Kacper spojrzał na złamaną lufkę, schował ją do paczki i wrócił do obserwowania dziewczyny. Ta siedziała spięta, ale i skupiona na szkicu. Słychać było, jak ołówek intensywnie szuka kąta i proporcji. Półblondyn zbliżył się do niej, oparł rękę o ławkę i niby to, zajrzał jej przez ramię.
– Co tam robisz?
– Nie widzisz? – odparła chłodno, wciąż kreśląc linie.
– Nie.
Ołówek zatrzymał się nad kartką.
– Widziałam cię w stołówce. Czemu się na mnie gapiłeś?
– To był mój asystent.
– Spier… – urwała, na widok nieznanej twarzy – Kim ty jesteś?
– Ślepym – odparł lekko.
– Co?
– Ja powiedziałem, więc teraz ty powiedz, co rysujesz.
Zmieszała się nieco.
– Drzewo.
Chłopak wyprostował się i odwrócił w kierunku ulicy oraz pasu zieleni.
– Drzewa są tu… – wskazał palcem, trafiając w krzewy, nie w to, co dziewczyna miała na kartce.
Przewróciła oczami i wróciła do rysowania.
– Trafiłem?
– Nie – odparła obojętnie – Ale uważaj, bo naprawdę uznam cię za ślepego.
– Uważam – znów się nachylił – Spójrz na mnie. Dłużej. W oczy.
Podniosła wzrok, kierując go prosto na dwa niebieskie punkty. Chłopak uśmiechał się szeroko, ale W jego tęczówkach nie było żadnego ruchu.
Kontrast między nimi był tak nienaturalny, że aż niepokojący. Odwróciła głowę, jakby coś ją przestraszyło.
– Faktycznie… nie widzisz.
Wzruszył ramionami.
– Ślepi już tak mają.
– Czego ode mnie chcesz? – zapytała, coraz bardziej nerwowo ruszając ołówkiem.
– Namaluj mnie – rzucił i odszedł w kierunku szkoły.
– Czekaj, co?…
– I nazywam się, Bastian – ruszył przed siebie, delikatnie gestykulując. – Jutro tu przyjdę. Nie spóźnij się.
– Nie powiedziałam, że to zrobię.
– To do jutra.
Dziewczyna widziała, jak odchodzi w stronę budynku. Chłopak prawie wszedł w ścianę, ale telefon zawibrował i zatrzymał go w ostatniej chwili. Po czym usłyszał otwierane drzwi i wszedł przez nie.
– Dzięki, stary – zwrócił się do Kacpra, który w jednej ręce trzymał komórkę, a drugą przytrzymywał mu drzwi.
– Jak się już pobawiłeś, to wyciągnij ten kij – wskazał od niechcenia – bo następnym razem będziesz miał guza.
Bastian mruknął.
– Chodzi ci o tyczkę dla niewidomych.
– Tak, o nią.
Ślepiec wyciągnął z kieszeni składany metalowy kijek z czarnym uchwytem i czerwoną końcówką. Jednym ruchem go rozłożył, jak pałkę teleskopową i obaj ruszyli w głąb szkoły.
– No to o co ją poprosiłeś?
– Ma mnie namalować.
– Uważaj, bo zobaczysz.
Bastian parsknął, gładząc ogolony podbródek.
– Właśnie na to liczę.
Komentarze (2)
/– Wyglądasz okej. – Kacper, trochę finezji – uśmiechnął/ – usuń kropkę
/– W sumie, racją./ – racja
/Odezwał sędzia, wchodząc między/ – się
/zacierając ręce jak much./ – chodzi o zachowanie much?
/i delikatnie gestykulując – Jutro tu przyjdę,/ – kropka
/pół‑blondyn/ – trochę irytuje – nie lepiej jeśli już; pół blondyn?
Ciekawe 🐝
Wprowadziłem zmiany jakie pan/pani (sorry, awatar wiewiórką i łacino-coś utrudnia poprawne określnie formy) zaproponował/a w moim tekście (w zasadzie nieopublikowanej w noweli).
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania