Wieczór
Dawno tego nie robił. Dziś, gdy wieczór spędzał samotnie czuł, że nie chce go spędzić w pustym domu tylko gdzieś, gdzie myśli nie będą tak bardzo tłoczyły się w jego głowie. Wsiadł do auta. Odpalił silnik, wyszukał pierwszą ulubioną nazywaną przez jego dziewczynę "smutną" piosenkę, choć jego uspokajała ta nuta. Ruszył. Nie miał ochoty dziś na szaleństwa. Silnik pracował spokojnie nie jak zawsze, gdzie wskazówka dochodziła do czerwonej kreski, a silnik głośno ryczał dokładając swoją melodię do dźwięków wydobywających się z głośników. Jechał spokojnie na przedostatnim biegu. Wiedział już gdzie jedzie. Nie wymówił tej nazwy nawet w myślach. Po prostu wyobraził ją sobie i tam zmierzał. Leśna długa, prosta droga z nowym prawie równym asfaltem ciągnęła się w nieskończoność w lusterku odbijało się zachodzące Słońce. Niebo przybrało pomarańczowy kolor. Zrobiło się klimatycznie można by rzec romantycznie, ale nie dla kogoś kto jedzie sam autem i słucha "smutnych" piosenek polskich raperów. Nie myślał o niczym, miał totalną pustkę w głowie i czuł się zrezygnowany. Sam nie wiedział, czemu tak jest. Czegoś mu brakowało, tęsknił za czymś. Dojeżdżał. Od celu dzieliła go brukowa droga, parking, brukowa ścieżka i wielka plaża na jeziorem położona obok lasu była już tuż tuż.
Wjechał w drogę wyłożoną szarą kostką brukową. Słońce dalej romantycznie świeciło na niebie, leniwie chowając się za horyzontem otaczając Ziemię pomarańczową barwą. W odległości paruset metrów od siebie zauważył auto i kilku osobową grupkę ludzi. Żółty Volkswagen Garbus stał na poboczu drogi, a obok niego stali w kółku czterech chłopaków, trzech jakby młodszych od ostatniego i dziewczyna. Czwarty chłopak był z blondynką, która tak jak on była zaczepiana przez trzech nastolatków. Chłopak dziewczyny, był bardziej przerażony chłopaszkami z butelkami od piwa niż dziewczyna, która starając się odepchnąć typków od siebie nie zauważyła jaką bladą minę ma jej chłopak.
Widząc to ściszył muzykę podjeżdżając do grupki ludzi, która stała na drodze. Wysiadając z auta wpatrywał się w dziewczynę. Ona jeszcze bardziej zszokowana niż przed chwilą, przestała się szarpać z łobuzami i patrzyła się na niego stojąc w bezruchu. Zamknął drzwi i szybkim krokiem podszedł do pierwszego z chłopaków nim ten skończył klnąć i obrażając go uderzył go prosto w nos, gdy ten się nachylił trzymając go za braki kolanem bił go w klatkę piersiową, brzuch i ostatnim uderzeniem trafił go w twarz. Drugi z łobuzów puścił przestraszonego partnera blondynki, który gdy tylko nie czuł na sobie obcych rąk szybko odsunął się do garbusa i z butelką w dłoni ruszył by pomścić klęskę kolegi, lecz za nim zrobił zamach, dostał kopa w brzuch. Zabrał mu butelkę i rozbił mu na głowie. Chultaj za raz po tym upadł, a trzeci chłoptaś uciekł w te pędy, trzymając butelkę z piwem tak by nie uleciała z niej ani jedna kropla.
Podszedł do dziewczyny lekko zdyszany, ale ze spokojem w głosie:
Nic Ci nie zrobili? Chcesz się napić wody albo usiąść?- zapytał. Zmieszana dziewczyna
nie wiedziała, gdzie patrzeć. Na swego wybawcę, ziemię, czy szukać wzrokiem swojego chłopaka, który dalej miał wzrok, jakby pierwszy raz w życiu ktoś próbował go pobić.
Poradzę sobie, dziękuję.- choć lekko wystraszona próbowała być poważna i nie okazywać jak jest szczęśliwa, że wybawił ją od tego szczeniackiego napadu. Zrozumiał, że nie ma co liczyć na żadną inną wdzięczność z jej strony. Zawsze była taka chłodna, gdy nie chciała okazać emocji. Z uśmiechem w kącikach ust powiedział:
Ok. To już nie przeszkadzam. Nie wiedziałem, że zmieniłaś orjentację i teraz w cipkach gustujesz- wskazał palcem na uspokajającego swój oddech faceta, który zrozumiał, że o nim mowa. Szybko się wyprostował i zrobił obrażoną minę w stylu: Ja? Osz Ty! Mam focha!
Blondynka zarumieniła się, lekko spuściła wzrok.- Miło było Cię znów zobaczyć, szkoda, że w takiej sytuacji, ale chociaż usłyszałem Twój głos.- Powiedział na pożegnanie. Wsiadł do auta, odpalił je, włączył muzykę i ruszył. Blondynka dalej stała tam gdzie stała patrząc się na oddalające w wolnym tempie auto. Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale w tym czasie podszedł do niej jej ukochany i przytulił ją mocno.
Podjechał tak by widzieć plażę i wodę. Nie wysiadał z auta. Wciąż myślał o tym, co się stało przed chwilą. Spojrzał na radio, gdy padły słowa " nie umiemy żyć ze sobą, nie umiemy żyć bez siebie..." - Coś w tym jest- pomyślał. Wycofał i pojechał inną drogą do domu, by nie napotkać ludzi z ostatnich chwil. Słońce już zaszło.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania