Wieczór jeszcze
Wieczór złożony z ponagleń. Gonitwa w głowie stępiałych i ślizgich myśli. Dopomóż mi, kimkolwiek jesteś. Złóż sens mojego istnienia, daj cel, ten jeden z wspaniałych. Widzę latarnie i widzę światło świecy, poza tym ciemność i cisza, tkana muzyką. Jest tu twój wiatr i twoje niebo, szmaragdowe wręcz. Są ludzie, z seriali, jeden za drugim pozbawieni uśmiechu, z widocznym zdenerwowaniem, zaniepokojeniem, sentymentem. Melancholią w ustach, oczach, a nawet włosach. Co chciałbyś powiedzieć o dniu dzisiejszym. Był jak taniec. Piękny, nadobny walc. I ja tańczyłam pomiędzy figurami złożonymi z powietrza, pyłu, drobin, a nawet kurzu. Tak wirowałam, na parkiecie, pośród wystaw sklepowych, gdzieś na parkingu. Przyklaskiwał mi ten sam wiatr, co tobie, kiedy jeszcze byłeś żywy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania