Wieczorem
Wieczorami dopadała mnie nostalgia
Byłam wtedy delikatna
Płatek po płatku upadał na ziemię
Wirując jeszcze chwilę w powietrzu
Cichutko dotykał podłogi
Kładłam się wtedy i spoglądałam na sufit
Widząc na nim świecące gwiazdy
Jedna po drugiej gasły jak latarnie
Otulała mnie ciemność
Zostawałam sama
Moje myśli posmutniały
Były takie naznaczone tęsknotą
Czułam potrzebę bycia kochaną
Brakowało mi bliskości
Mroczne czyny walczyły w mojej głowie,
Przegrywając z rozsądkiem
Chciały dostać nagrodę
Za głupią odwagę
Dotykałam wtedy siebie
Przytulałam się cała
Chowałam ciało pod kołdrą
Czując się tak bezpieczniej
Zasypiałam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania