Wieczorem wracam do domu

Wieczorem wracam

do domu głodny wrażeń,

nie zaspokoiłem apetytu

przez cały dzień

starym zwyczajem

otwieram lodówkę emocji

oślepia mnie pustka

samo światło w środku nocy

odwracam się,

na stole leżą okruchy życia

nie posprzątane

nawet z nudy bycia samym

głowę przykładam do poduchy

i zamykam oczy

w ustach posmak suchy

nie napoiłem się słowem otuchy

słyszę głos głuchy

Który mówi ściągnij buty

za dużo w nich przeszedłeś

już koniec pokuty

luty przewija mi się kolejny raz z rzędu

A ja wciąż w miejscu stoję i się boję

następnego lutego co przyniesie mi nowego?

najgorszego się spodziewam

przynajmniej się nie zawiodę

każdy dzień powielam

widze same kopie

ze złości w kalendarz kopie

lecz to jeszce nie mój koniec

własny grób sobie kopię

każdym słowem które powiem

bowiem nie każdy chce usłyszeć prawdę

nie każdego stać na te odwagę

niektórzy wolą dobrowolnie śnić na jawie

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Notopech godzinę temu
    Treść jest, choć w niektórych miejscach bez przecinka (autor powinien zdawać sobie sprawę z pełnej interpunkcji, albo zupełnie z niej nie korzystać).
    ''Wszystko jest potrzebne, nawet przeglądając się w kalendarzu, gdy prawda nic nie robi''
    (fragment)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania