Wiedźma Światła
Gdy półżywa leżałam na łożu śmierci,
Nad głową zawisło mi światło tajemnic,
Poczułam siłę pradawnych przodków,
Ich głosy wołały mnie ponad czas.
Z mgły dźwięków wyłoniła się ona –
Kobieta w kapturze, z oczami zagadki,
Tchnęła mnie życiem, oddała światu.
Nie była ciemnością, lecz światłem skrytym.
Znachorką, co leczy dotykiem wiatru.
Jej dłoń natchnęła mnie nową nadzieję,
Podała mi ogień i wiedzę ukrytą.
Czułam jej cząstkę, która się we mnie budzi,
W mych żyłach płynęła pradawna pieśń magii,
Więc moje serce na nowo zabiło,
Rytmem starych historii z lasu.
Ona mi była znakiem powietrznym,
Mocą, która rodzi się w ciszy.
Dlatego dziś jestem siostrą księżyca,
Córką ognia, i matką świtu.
Powstałam nagle w smutku żałoby,
Strach jest mi obcy, bo widzę duszą,
Więc niech się pieśń unosi przez morza,
By usłyszeli ją ludzie z południa.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania