Wiewiórka Samba

W oddalonym od miasteczka lesie żyła sobie wiewiórka Samba. Miała własną dziuplę na samej górze wysokiego dębu. Dziupla była na tyle wielka, że miała w niej własną spiżarnię, gdzie trzymała ogromne zasoby swych ulubionych orzeszków. Nad spiżarnią była siłownia, gdzie porą zimową ćwiczyła aby nie stracić formy. Samba nie była zbyt towarzyska , nie miała zbyt dużo przyjaciół. Większość czasu spędzała samotnie na swym balkonie, gdzie wsłuchiwała sie śpiewom skowronków. Uwielbiała też piłkę nożną. Nie było środy podczas której by nie obejrzała w telewizji meczu ligi mistrzów , popijając sobie koktajle truskawkowe. Były to jej ulubione trunki. Pewnej letniej środy przed meczem piłki nożnej chciała sobie zrobić koktajl. Zeszła więc do spiżarni po dwa słoiki dżemu ale okazało się, że całe zapasy z poprzedniego roku sie skończyły. Wnet ubrała sie i postanowiła skoczyć na pole i zebrać parę kilo świeżych truskawek. Owoce rosły nie daleko jej dębu, więc nie miała oporu aby wyjść na szybki spacer. W szybkim tempie ubrała swe spodnie ogrodniczki skoczyła do windy która ją zwiozła na dół.

Idzie sobie ścieżką wesoło podśpiewując hymn ligi mistrzów do momentu kiedy zauważyła z oddali jakąś nieznaną postać. Postanowiła że śpiewać juz nie będzie dla zachowania powagi. Spokojnym krokiem szła sobie spokojnie a nieznana postać coraz bardziej sie zbliżała. Ty był kot miał miał dzień dobry

-Jestem Piotrek

Był to czarny kot z białymi łapkami.

Piotrus - A jak tobie na imię?

Samba postanowił, że nie będzie zwracał uwagi na ów kota, gdyż jakakolwiek znajomość jest mu nie potrzebna. Samba zignorowała małego kotka i poszedł dalej. Mały Piotruś zaczął płakać Samba postanowił, że jest mu to wszystko obojętne czy płacze ktoś czy nie czy ktoś stoi na drodze czy nie stoi. Dzisiaj był mecz ligi mistrzów i były potrzebne truskawki na koktajl. to było najważniejsze i tyle. Zaczęła sobie z powrotem podśpiewywać hymn ligi mistrzów aż po minucie stanął!!

- myślał - szkoda tego kotka. może sie wrócę i sie przynajmniej zapytam co sie stało. Znam dobrze ten las a jak cos to może skieruje kotka do starego dzięcioła Aleksa on tam wszystkim pomaga a ja, ja to nie mam czasu na ceregiele. Podejdę co mi w sumie szkodzi.

Samba podszedł do Piotrusia

- cześć Koteczku , co sie stało?

Piotrus - Zgubiłem się. Przyjechałem tutaj z mamą, braćmi i z panem takim wielkim czymś, co miało koła i było cale z blachy. Wszyscy się bawiliście aż ja zobaczyłem pięknego motylka tak latał i latał mi nad noskiem aż i odfrunął. Postanowiłem, że za nim pobiegnę i sie zgubiłem. Teraz jestem tutaj i sam nie mam nic do jedzenia i nic nie mam. Co ja mam zrobić? Co ja mogę teraz? Tęsknie już za mamusią i za braćmi?

Samba popatrzył się na czarnego kotka i na jego białe łapki. Wiewiórce zrobiło sie żal. Postanowił, że przynajmniej zaprowadzi go do Dzięcioła Aleksa i on pomoże odnaleźć rodzinę małemu kotkowi.

ale robiło sie juz późno , Samba miał mecz o dwudziestej a jeszcze musiał nazbierać truskawek,

Samba - ty jesteś Piotruś a ja jestem Samba. Nie płacz , wszystko będzie dobrze. Ja ci pomogę , jutro znajdziemy twój dom. Teraz chodź ze mną trochę truskawek pozbierać a później pójdziemy do mnie. Spędzisz noc w mojej dębowej rezydencji a na drugi dzień przejdziemy sie do Alksa.

Piotrus - dziękuje, dziękuje tobie panie Samba.

Samba - mów mi po prostu Samba i tyle. Idziemy - powiedział uśmiechnięty Samba.

Lubisz piłkę ?

Piotros - tak, tak mamy w domu z braćmi małą piłeczkę I gramy a..a..a..a tylko że ja nie u..u..u..mię

Samba - dzisiaj będziemy pooglądać jak grają a na naukę syneczku będziesz miał jeszcze czas!!

Teraz idziemy pozbierać truskawek, bo pewnie głodny jesteś. Tak Samba ja jestem głodny. Brzuch to mam pusty!!

Poszli na pole truskawkowe Piotruś trzymał koszyk a Samba zrywał truskawki. Trwało to niespełna godzinę w miedzy czasie samba uczył Piotrusia śpiewać piosenki kibicowskie.

Po zebraniu truskawek obydwoje poszli do dziupli Samby. Piotruś był niezwykle zafascynowany dziupla wiewiórki. Siłownia ,mały basenik i fajny telewizor, co Samba kupił w promocji w jednym ze sklepów internetowych. Samba od dziecka był zakochany w swoim lesie i rzadko kiedy opuszczał swój las. Kiedyś miał wiewiórzycę, ale zwiała mu, bo ją korciło w mieście zamieszkać a on chciał tu zostać i dlatego rozstali się.

Zaczyna sie mecz dawaj Piotruś krzesełko i oglądamy!! Ja jestem za białymi i ty tez kibicuj ze mną białym tak będzie lepiej dla nas obydwu.

Po obejrzeniu meczu w telewizji Samba zaprowadził Piotrusia do pokoju gdzie czekało juz na niego rozłożone lóżko. Zostawił go tam a sam poszedł spać do swego pokoju. Mały Piotruś nie położył się tak od razu do spania , męczyły go myśli o rodzinnie i o domu. Jak pan właściciel wielkiego blaszaka na kółkach mógł mnie zostawić. Piotrusiowi zrobiło sie bardzo przykro. Z tego powodu znów o mały włos by sie nie rozpłakał.

Zgasił światło i zasnął . Do okien zawitał promień księżyca. Nagle otworzyły sie okna Piotruś spał twardym snem i nic nie było w stanie go obudzić. Była to sowa czarodzieja,, która zawsze odwiedzała Sambę w piątki wieczorami, ale tym razem stało sie coś na prawdę dziwnego!!

Czarodziejska Sowa usłyszała o zaginionym kotku i postanowiła pomóc. Latała nad lasem cały dzień, aby znaleźć kotka i już miała wracać do domu ale postanowiła zajrzeć do Samby, który z reguły nie chodził wcześniej spać jak tego wieczoru. Jak tylko zobaczyła małego śpiącego kotka to zaczęła sie cieszyć. Po cichutku przeszła z pokoju tak, aby nie obudzić Piotrusia do kuchni. Następnie obudziła Sambę , który zawsze z radością witał sowę i tym razem nie było inaczej. Mimo tego, że Samba został wyrwany z lóżka, to na widok sowy czarodziejki rzucił się w jej w skrzydła.

-Sowa - wiedziałam ,że jesteś dobry i jak tylko znajdziesz małego, biednego kotka to się nim zaopiekujesz. Byłeś ostatnią nadzieją dla mnie. a jak byłam taka przejęta. Mama tak bardzo tęskniła za kotkiem.

-bardzo miły i sympatyczny ten kotek. S napijmy sie herbatki ja zaraz zrobię a jak tylko będzie świtać i gdy mała zguba sie obudzi się, to zaprowadzisz go do rodziny.

Na drugi dzień jak Piotruś wstał i dowiedział się, że przyleciała po niego sowa czarodziejka ,to się tak cieszył z radości że aż podskakiwał.

Przed wyjściem z domu Samba dał Piotrusiowi prawdziwą piłkę

Samba - masz grac i ćwiczyć , tak żebym mógł cie oglądać w telewizji. tylko nie strzelaj goli białym.

Piotrusiowi zrobiło sie bardzo smutno, bo polubił bardzo wiewiórkę ale musiał wracać do rodziny. Powiedział, Sambie że jak tylko będzie w pobliżu wielkiego lasu, to zawsze będzie go odwiedzać i nigdy go nie zapomni.

Piotruś wrócił do swej rodziny , mama jego była tak szczęśliwa ,jak go zobaczyła kazała Sowie podziękować Sambie. Piotruś grał w piłkę tak jak Samba mu kazał. Jak dorósł to został zawodowym piłkarzem i grał gdy tylko dla Białych a Samba siedział przed telewizorem i się cieszył, że niebiescy przegrywają

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Prue 01.04.2015
    Przyjaźń między zwierzęciem, a człowiekiem. Ładne, ale nie które zdania dziwnie brzmiały. Takie to poukładane było. Za bardzo też nie dotarło do mnie. Dam 3
  • maga 03.04.2015
    Dziękuje i pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania