Wieża Na Wzgórzu, Subtropikalne Plażowe Miasto I Wspaniała Podróż Czasoprzestrzenna

"Wieża Na Wzgórzu, Subtropikalne Plażowe Miasto I Wspaniała Podróż Czasoprzestrzenna"

 

gatunek: sny/fantastyka/czas wolny/podróże

 

Planeta Dreamworldofonia. Inny Lepszy Wszechświat. Rok 2013.

 

Kosmicznopodróżant odwiedził swojego kolegę, Imprezantoprzygodanta, żyjącego w zamieszkiwanym przez sto dwadzieścia kilka tysięcy ludzi mieście, leżącym na różnorodnym krajobrazowo obszarze, w klimacie subtropikalnym wilgotnym, u wybrzeży morza. Obaj mieli po dwadzieścia siedem do dwudziestu dziewięciu lat.

 

W środku słonecznego dnia, wyszli z wolnostojącego, jednorodzinnego, parterowego, otoczonego ogrodem domu, znajdującego się na przedmieściach. Przeszli przez wesołą, pełną muzyki dance i funk barwną dzielnicę przystrojonych kolorowymi plakatami oraz szyldami, gdzie znajdowały się kino i teatr.

 

Przechodząc przez legendarne centrum miasta, zaszli do sklepu z akcesoriami do podróży czasoprzestrzennych i bitew kosmicznych, gdzie gość kupił sobie oraz gospodarzowi po magicznej, wielofunkcyjnej zbroi. Potem obaj udali się na ekscytującą wyprawę na szczyt porośniętego subtropikalnymi lasami, ogrodami i łąkami wzgórza, leżącego przy wiecznie zrelaksowanej plaży, po której spacerowały kraby pustelniki i roześmiane mewy.

 

Spacerowicze dotarli na miejsce. Po całej okolicy było porozstawianych kilkanaście niewielkich, parterowych budynków, zbudowanych na styl śródziemnomorski. W środkowej, najwyżej położonej części rejonu, czyli na szczycie jasnozielonego, wręcz limonkowego wzgórza, stała tajemnicza, jasnobeżowa wieża, przypominająca latarnię morską.

 

— Ciekawe, co może być ukryte w tej wieży? — spytał Kosmicznopodróżant.

— Bardzo dobre pytanie. Chodźmy i przekonajmy się — zaproponował Imprezantoprzygodant.

 

Koledzy weszli do wnętrza monumentalnej wieży przez masywne wrota. Zwiedzili kilka tajemniczych pomieszczeń, jedno po drugim. W każdym z nich znajdowały się garnce pełne złotych monet oraz kolorowych diamentów, a także unikalne, ekstrawagancko wyglądające krzesła, fotele, sofy i stoły. Zaszli na szczyt pełnego zagadek obiektu, a wtedy wyskoczyli przez przestronne okno w kształcie łuku. Delikatnie wylądowali na mającej kształt wielkiego, prostokątnego dywanu chmurze, przelatującej właśnie tuż obok enigmatycznej budowli.

 

Byli pełni pozytywnych emocji, wywołanych zwiedzaniem niezwykłych pomieszczeń. Obłok powoli opadł na słoneczną, kwitnącą łąkę, na której powierzchni delikatnie osiadł, a wtedy dwaj podróżnicy zeskoczyli z wygodnego, potrafiącego fruwać obiektu i poszli na plażę, gdzie następnie zebrali siły oraz pozbierali myśli.

 

Kiedy odpoczęli, to zdążyli zauważyć, jak żółty krab wielkości flądry, trzymający w szczypcach mandarynkę, wyskoczył z przybrzeżnej płytkiej wody oraz pobiegł w poprzek plaży, po czym wskoczył w rosnący w pobliskim tropikalnym parku gąszcz bananowców, gdzie został złapany i zjedzony przez czerwono-różowo-pomarańczowego, dwunożnego, drapieżnego dinozaura, rozmiarami swojego ciała przypominającego guźca.

 

— Pozytywne istoty mityczne i legendarne oraz najpiękniejsze miejsca świata! Co to było!? — spytał zaskoczony Imprezantoprzygodant.

— Latająca krowa! Nie wiem, ale jestem w szoku! — odpowiedział Kosmicznopodróżant, również zdziwiony.

— Ha ha ha! Krowa lecąca bombowcem!

— Ha ha! Wiesz, co?

— Nie. A co?

— Schiz!

— Ha ha haaa! Tak się uśmiałem, że mózg mi prawie wyskoczył z mózgoczaszki oraz poleciał w kosmos!

 

Po wymianie kilku żartobliwych zdań, Kosmicznopodróżant i Imprezantoprzygodant wrócili przez egzotyczny, nadbrzeżny park do domu tego drugiego. Tym razem jednak nie szli przez centrum miejscowości, ale zwiedzali przedmieścia, gdzie przez większość dnia było słychać szybką, wesołą, przebojową muzykę, a ludzie tańczyli na tarasach, podjazdach, chodnikach i parkingach, w grupach liczących od kilku do kilkudziesięciu osób.

 

Dwaj dobrzy znajomi odwiedzili tajemniczy, podłużny, pomarańczowo-czerwony, parterowy, otoczony pozornie zaniedbanym ogródkiem domek. Wewnątrz natrafili na dziesiątki tajemniczych bibelotów i dziwnych mebli. Jedna z około trzydziestu figurek, stojących na półkach, była miniaturową repliką beżowej wieży, w której byli wcześniej. Poczuli się, jakby znaleźli się w fantazyjnej mieszaninie różnych epok: od prehistorii do roku 2013.

 

Zostali oszołomieni egzotyką, która ich niemal przytłoczyła, dlatego wkrótce opuścili niezwykły obiekt przez tylne drzwi, a wtedy zauważyli ćmę wielką jak indyk, przelatującą z jednego potężnego drzewa na drugie. To była magiczna wróżka, mieszkanka tego domu. Przybrała wygląd zwierzęcia, bo w ten sposób próbowała się ukryć przed wzrokiem ciekawskich przechodniów, ale chyba się jej to za bardzo nie udało. Na widok nietypowego owada, zdumieni powiedzieli: "Łaaaaał!" i się zaśmiali, a wtedy poszli dalej w swoją drogę.

 

Kiedy Kosmicznopodróżant i Imprezantoprzygodant wrócili do domu, to zaczęli szukać pomysłu na zakończenie jednego dnia oraz na rozpoczęcie kolejnego.

 

— Jak ukończymy ten dzień? — spytał Imprezantoprzygodant.

— Może wespniemy się na szczyt — tajemniczo odpowiedział Kosmicznopodróżant.

— Jaki szczyt?

— Domu, he he he! I wtedy spróbujemy sięgnąć gwiazd.

— Dobry pomysł!

— Wiesz, co?

— Nie. A co?

— Już wiesz, co!

— Ha ha ha!

— Schiz!

— Ha ha haaa!

 

Po skończeniu zabawnego dialogu, wspięli się po drabinie na dach i podskoczyli wzwyż, a wtedy nagle nad nimi przefrunęła gwiazdka z nieba, która zabrała ich ze sobą na inną planetę, na kilkunastodniową wycieczkę.

 

Wylądowali na bardzo rozległym, czasoprzestrzennym lądowisku chmurowych gwiazdek z bajecznie pięknych snów. Na pobliski parking podjechał jeden z najbardziej eleganckich spośród pięcioosobowych pojazdów pozaziemskiej marki "Wymiataka", jakie kiedykolwiek widzieli.

 

Wsiedli do bardzo wygodnego wnętrza luksusowego pojazdu, który zawiózł ich do klimatycznego, otoczonego tropikalnym ogrodem oraz wyposażonego w basen kąpielowy hotelu, mieszczącego się w wesołej, zabawnej, plażowej dzielnicy, pełnej wielu ośrodków wypoczynkowych, lokali i sklepów.

 

Poczuli się wolni oraz szczęśliwi. Totalnie puścili wodze luzackiej wyobraźni. Imprezowali i relaksowali się w wielu różnych miejscach, takich jak: wnętrze hotelu, ogród, namiot, basen kąpielowy, park, taras, deptak oraz plaża.

 

Kiedy minęło kilkanaście wspaniałych dni, po brzegi wypełnionych rekreacją i wypoczynkiem, to Kosmicznopodróżant i Imprezantoprzygodant wrócili jednym z wielu niezwykłych, tajemniczych, świecących statków kosmicznych na swoją planetę, czyli na Dreamworldofonię. Byli bardzo usatysfakcjonowani oraz zrelaksowani.

 

Koniec.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Opisujesz świat bez ograniczeń, wolnosć, utracony bądź oczekiwany raj, tak to czuję sobie. Nie znaczy że bezpieczny, choć bohaterom nic się nie dzieje. Łączenie epok – u mnie też to ma być niedługo rozwinięte w cały świat, bo mój Welebor był magiczno współczesny a teraz ma być fantasy SF.
    Kosmicznopodróżant itp to wspaniałe, i to że piszesz kompletnie po swojemu, nie ma nikogo podobnego. Jednoosobowy gatunek.
    Pozdrawiam i pionę stawiam :D
  • Piotrek P. 1988 dwa lata temu
    Bajkot z Miedzyświata;
    Świat bez ograniczeń, wolność. Tak, dokładnie. Lubię tworzyć światy duże, różnorodne i pełne wielu różnych atrakcji dla postaci, które w tych krainach umieszczam.
    Utracony bądź oczekiwany raj. Oba. Być może, są jednym i tym samym. Tak to odczuwam.
    Myślę, że właściwie czujesz to, co miałem w tym opowiadaniu na myśli.
    Lubię łączenie wybranych przeze mnie motywów z różnych epok oraz regionów świata, jak i różnych gatunków literackich.
    Łączenie fantasy i SF to, moim zdaniem, bardzo dobry pomysł.
    Bardzo się cieszę, że się podoba, i zapraszam ponownie 😃

    Dziękuję i pozdrawiam 🤩 🥳
  • Dekaos Dondi dwa lata temu
    Piotrek P. 1988↔Gdy zaczynam czytać Twój tekst, mam właściwie pewność, że nie będę zawiedziony w subiektywnej ocenie i że to Tyś napisał. Chociaż na ↔pomarańczowy→musiałem trochę poczekać. I do znudzenia powtórzę, iż żałuję, że nie zobaczę tych światów. Jedynie w wyobraźni:)↔Pozdrawiam 😃:))
  • Piotrek P. 1988 dwa lata temu
    Dekaos Dondi, staram się aby w moich opowiadaniach było w miarę alternatywnie i zazwyczaj raczej kolorowo też 😃

    Co do możliwości zobaczenia światów, to jestem takiego samego zdania: bardzo szkoda, że nie ma możliwości zwiedzenia w prawdziwym życiu tych krain, które kto miałby ochotę zobaczyć. Każdy mógłby odwiedzić te, które by chciał. To byłaby bardzo dobra i ciekawa sprawa. Może kiedyś stanie się to możliwe. Może jednego dnia nadejdzie inny, lepszy świat.

    Dziękuję i pozdrawiam 🥳 🎊

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania