Wilcze gody

Rafał Wałęka

„Wilcze gody”

 

Opowieść zaczyna się jak wiele innych, lecz kończy jak żadna inna. To historia o powstaniu i o upadku. O życiu i o śmierci. O czerni i bieli.

To horror, pamiętający, że nie chodzi tylko o rzeź, ale i o fabułę. Połączyłem klasyczne elementy slashera, gdzie grupka ludzi walczy o przeżycie, ale i mistycyzm historii o duchach, wilkach, demonach. Wszystko to w scenerii kolonii trup będzie ścielał się gęsto. Mroczne strony duszy buntują się krwawo przeciw swoim opiekunom… Przed wami „Wilcze gody”, horror o głupocie ludzkiego zła.

 

1. W niedużym salonie stały dwa skórzane fotele, a pomiędzy nimi stolik z ustawionymi szachami. Panowała cisza, do momentu, gdy złowieszczo zaskrzypiały drzwi. Do pokoju weszła postać w kapturze i białym odzieniu. Zasiadła spokojnie w fotelu, wyciągnęła papierosa i zapalniczkę. Biała postać czekała aż do pokoju wejdzie drugi osobnik, w czarnym ubraniu. Drzwi ponownie zaskrzypiały wrogo. Obie postacie zasiadły w fotelach naprzeciw siebie i paląc papierosy spokojnie rozmawiały o życiu, śmierci i kilku innych sprawach.

Do pomieszczenia wleciał komar. Nieproszony gość, bzycząc zakłócał spokój ducha i mistyczną ciszę filozofów. W końcu „Biały” energicznym ruchem złapał komara, uśmiechnął się do „Czarnego” i po chwili wypuścił owada z dłoni.

Czarny natomiast, po wyczekiwaniu na okazję pacnął komara otwartą dłonią zabijając go. Biały smutno kręcił głową, a Czarny spytał:

-Który z nas bardziej zamęczył komara? Ten, który zabił go od razu, czy ten, który złapał go, wypuścił, dał nadzieję, choć wiedział, że śmierć komara jest nieuchronna?

Biały nie odpowiedział, lecz rozpoczął partię szachów pierwszym ruchem.

 

2. ZIMA - 1913. Las.

Pewien wiekowy myśliwy kroczył wolnym krokiem w lesie przez śnieg. Ciągnął po ziemi zwłoki zabitego jelenia. Za nim rozciągał się ślad krwi. Starzec sapał głośno wyraźnie zmęczony. Słońce zachodziło za horyzontem, a gdzieś w oddali słychać było wycie wilków. Starzec przyśpieszył kroku uparcie ciągnąć za sobą jelenia. Już widział na horyzoncie chatkę, gdy poczuł, że wilki złapały jego trop i są coraz bliżej. Uparty dziadek zdążył dotrzeć do chatki i zatrzasnął się w środku, ale zwłoki jelenia zostawił na zewnątrz. Pośpiesznie odprawił jakieś modły do ołtarzyka nad kominkiem, dobył strzelby i czekał. Wycie wilków ustało. Staruszek wyczekiwał i choć nie widział wilków to czuł, że są blisko. Gdy w końcu się pojawiły, był gotów. Podchodziły kolejno do zwłok jelenia, trącały je nosem, ale nie jadły. Były tu po coś innego. Zaczęły krążyć wokół chatki, aż w końcu zaatakowały, gdy wiatr w chatce zgasił jedną ze świec. Dziadek podbiegł do niej, aby ją zapalić, ale w tej samej chwili wilki zaczęły dobijać się do drzwi i ścian. Dziadek strzelał przez przygotowane otwory do wilków, ale w końcu wdarły się do środka. Starzec szykował się na śmierć, ale nie tchórzył. O dziwo żaden z wilków nie rzucił się na starca. Największy z wilków zabrał w pysk pewien posążek, do którego przed chwilą wznosił modły. Wilki odeszły.

3. LIPIEC 2013. Do ośrodka wczasowego „Szara wilczyca” nad jeziorem przyjechało 60 nastolatków na letnią kolonię edukacyjną. Przybyły tu w nagrodę za wysokie wyniki w nauce. Piecze nad nimi miało sprawować pięcioro opiekunów, z czego dwie to młode kobiety – rudowłosa Sonia i czarnowłosa Gabrysia. Już podczas podróży zdążyły się pokłócić o miejsce autobusie. Tymczasem odkładając konflikt na bok, dzieciaki zaczęły lokować się w przydzielonych pokojach. Część kadry, wraz z młodzieżą zwiedzała ośrodek i leśną okolicę. Reszta przeglądała sprzęt oraz zapoznawała się z personelem ośrodka. Główny magazynier, wredny, stary Bogdan, niezbyt przypadł opiekunom do gustu. Zresztą, mało która kobieta go lubiła, taki już miał antyurok.

 

4. Część młodzieży i dwójka opiekunów – rudowłosa Sonia i wysportowany Marek, zwiedzała okoliczny las planując w myślach gry terenowe. W końcu trafili na jakąś starą chatkę. Gdy okazało się, że jest opuszczona, powoli weszli do środka, pomimo początkowego sprzeciwu wychowawcy, uległ namowom i urokowi rudej Sonii. To było ich mały kąsek wolności. Jeden z dzieciaków znalazł zakurzony posążek wilka, zapakowany w wilczą skórę. Znalazca nie podzielił się sekretem z resztą. Cała ekipa wróciła na teren ośrodka. Wraz z klątwą wilka…

5. Czarny i Biały przesiadywali przy partii szachów debatując. Przesuwali kolejne figury, głowiąc się nad ruchem przeciwnika. Czarny, nieco znudzony wyciągnął papierosa i dmuchnął na szachownicę spowijając mgłą planszę. -Co zrobisz Biały, gdy widok tak mały? Poczekasz czy zadziałasz na oślep? – zapytał Czarny. Tymczasem Biały kolejno zapalał swoje papierosy i rzucał je na szachownicę. Te nieco rozświetliły planszę, co umożliwiło jakikolwiek widok figur Białego.

-Nie pozwolę by ogień zgasł.

6. ZIMA 1913 – Staruszek, który przetrwał potyczkę z wilkami postanowił ruszyć za posążkiem tropiąc wilki. Cierpiał po drodze, walczył ze sobą, ale w końcu odnalazł ich legowisko. Zebrał grupkę pomocników, którzy mieli pomóc mu odzyskać posążek.

7. LIPIEC 2013 - Nadeszła pierwsza noc na ośrodku, a kadra rozpoczęła organizację planu i porządki we wszelkich formalnościach. Tej nocy dyżur wypadł na Mateusza, najstarszego z kadry. Przechadzał się korytarzami z latarką sprawdzając czy każdy dzieciak jest w swoim pokoju. W końcu zauważył jedno z dzieci wbiegające za róg. Ruszył za nim chcąc od razu ustawić nastolatka do pionu. W końcu obowiązywała cisza nocna, a to była dla opiekuna świętość. Krocząc śladami młodzieńca dotarł do wejścia do piwnicy. Już miał nacisnąć klamkę, gdy poczuł rękę na swoim ramieniu, przynajmniej tak mu się wydawało. Lekko spanikował, ale za plecami zauważył tylko śmiejącą się Sonię. Była rozbawiona tym, że go przestraszyła. Mateusz chciał kontynuować poszukiwania nastolatka, ale pocałunki Soni skutecznie go od tego odwiodły. Tymczasem przez wizjer spoglądało na nich czyjeś oko.

8. O poranku wszyscy udali się na zaplanowane zajęcia. Kolonia przez kolejne 2 dni przebiegała sprawnie. No nie licząc kilku utarczek pomiędzy kolonistami. Znalazca posążka wymknął się po obiedzie, w czasie, gdy reszta leżakowała po posiłku w pokojach. Znalazcą był Kamil, 15 letni chłopak, który uwielbiał opowieści o duchach. Został nakryty przez wrednego Bogdana. Gdy ten zobaczył posążek uśmiechnął się fałszywie i chciał go Kamilowi odebrać. Kamil musiał uciekać aż do lasu. Stary Bogdan, pomimo wieku, lepiej znał okolicę… Młody chłopak obawiał się, że Bogdan to stary pedofil. Dodatkowo strach potęgowała obca okolica. Kamil czuł się osaczony strachem, a kwestią czasu było, gdy wredny osobnik go dorwie. W końcu stało się, wywiązała się szarpanina, a Bogdan odzyskał posążek. Zadowolony z siebie nie zauważył nadbiegającego nagle wilka. Zwierzę rzuciło się na Bogdana i przegryzło mu szyję. Głodny wilk zaczął go pożerać, przerwał tylko na moment, by rzucić Kamilowi spojrzenie ze skąpanym we krwi pyskiem. Kamil przerażony wrócił do ośrodka i zaczął opowiadać, co się wydarzyło. Ku jego zdumieniu na miejscu spotkał Bogdana w nienaruszonym stanie, był cały, zdrowy i co ważne żywy. Kamil został zamknięty w izolatce i oddany pod opiekę tutejszemu psychologowi. Tymczasem nastała noc, wieczorne zajęcia zostały odwołane. Ale śmierci się nie odwołuje…

 

9. Kadra debatowała czy kontynuować kolonię czy odesłać dzieci do domu. Postanowiono poczekać i ewentualnie odesłać tylko Kamila. Dziś dyżur nocny miała pełnić Sonia, ale Mateusz zgodził się zastąpić zmęczoną kobietę. Co oczywiście zdrowo poirytowało Gabrysię, drugą z opiekunek. Około północy nastąpiła dziwna aktywizacja nastolatków. Zaczęli chodzić między pokojami, a upomnienia nie skutkowały. Zaczęły się akty agresji, a kadra nie umiała opanować dzieciaków. Nagle nastała całkowita cisza. Jakby wszyscy stracili słuch. Gdy zgasł prąd, a tłumy wciąż krążyły po korytarzach, było słychać złowieszczy, syczący szept. „Cisza nocna, warta mocna”. W końcu, gdy wróciło światło i dźwięk, kilkoro dzieciaków się wszczęło bójkę. Mateusz, hołdujący starej szkole wychowawców postanowił wystawić dla przykładu młodzież na zewnątrz i przywiązał ich do dużego pala, tuż pod flagą ośrodka. Reszta wróciła potulnie do pokojów.

 

10. ZIMA 1913 - Staruszek i grupka śmiałków zakradli się do legowiska wilków i z wielkim trudem odzyskali posążek. Ci którzy pozostali przy życiu chcieli sowitej zapłaty, więcej niż obiecał wcześniej starzec. Chciwi ludzie zmusili go by zaprowadził ich do swej chatki, gdzie jak zapewnił, ma więcej pieniędzy.

 

11. Czarny i Biały siedzieli przy szachach. Dyskutowali o obozach dla młodzieży. Czarny uważał, że trzeba rozróżnić dzieci biedne od trudnych i tylko ubogie wysyłać na kolonię, w nagrodę za wyniki w nauce. Biały uważa, że trzeba wysyłać też trudne, jako rodzaj wychowywania. Czarny chce ostrzejszego traktowania i wychowania dzieci, Biały woli łagodniejsze nauki. Czarny chce wyjść po papierosy, Biały wyśmiewa przeciwnika przypominając, że nie mogą wyjść dopóki partia trwa..

 

12. LIPIEC 2013 - Mateusz z ukrycia obserwował nastolatków, którzy przywiązani do pala obwiniali się wzajemnie o to, że stoją tu w środku nocy. Później Mateusz zmęczony przysnął, niepotrzebnie brał wartę Sonii. Gdy się przebudził okazało się, że dzieciaków nie ma przy palu. Zaczął ich szukać. Gdy spostrzegł jednego pobiegł za nim jak to miał w zwyczaju. Mimo wieku był bardzo sprawny. Gdy Mateusz dogonił uciekiniera, inny, nadzwyczaj silny chłopak powalił opiekuna na ziemię. Po chwili pojawiła się cała grupa i zaczęła okładać wychowawcę. Bili tak długo aż przestał oddychać. Wszystkiemu przyglądał się wilk na wzgórzu. Grupka nastolatków wróciła na ośrodek, a stary Bogdan, przybywszy z łopatą, w akompaniamencie wycia wilków zakopywał zwłoki Mateusza…

 

13. Tymczasem Rafał, kierownik kolonii próbował znaleźć na ośrodku zarówno Bogdana jak i szefa obiektu. Nie znalazł nikogo. Postanowił zapytać w kuchni, może coś jedzą lub wiedzą. Jak się okazało na stołówce trafił na pichcące dzieciaki. Rafał chciał rozgonić towarzystwo, ale w półmroku dzieci tylko patrzyły nieruchomo w to, co zrobi kierownik. Ten zbliżył się do kotła i zobaczył w nim ludzkie kończymy. Następnie w innych miejscach widział krew, ludzkie mięso i kilka zwłok personelu kuchni. Jedno z dzieci uderzało tasakiem w zwłoki tnąc je na kawałki. Nagle wszystkie dzieci zawyły niczym wilki i rzuciły się na kierownika. Walczył dzielnie, ale w końcu w plecy wbito mu nóż – wbijał go nie kto inny jak Kamil. Z opętanym wzrokiem miał mu za złe umieszczenie w izolatce.

 

14. ZIMA 1913 – Staruszek zaprowadził pomocników do swojej chatki i dał tyle pieniędzy ile miał. Chciwość w mężczyznach zwyciężyła, nie mieli dość. Chcieli zabrać też posążek. Staruszek bronił go zażarcie. Rozpętała się walka. Choć napastnicy zginęli to i także staruszek konał. Ostatnim tchem próbował podpalić posążek, by go stopić, lecz skonał nim zdołał rozpalić ogień. Nie pozwól ogniowi zgasnąć – powtarzał umierając.

 

15. LIPIEC 2013 - Tymczasem dzieciaki na kolonii znów zaczynały szaleć po korytarzach, chaos trwał w najlepsze, a trójka wychowawców, Gabrysia, Sonia i Marek, nie umieli nad tym zapanować. W końcu musieli się wycofać, gdy Gabrysię uderzyło w twarz jedno z dzieci. Kadra zamknęła się w swoim pokoju. Gdy Marek sięgnął po telefon usłyszał tylko złowrogi, świszczący szept: „Dziecie, dziecie nic nie wiecie”.

Tymczasem dzieciaki zaczęły dobijać się do drzwi. Coraz mocniej. Oszalały. Były wściekłe. Kadra postanowiła uciekać przez okno. Z pierwszego piętra udało się im wydostać dzięki linie ratownika. Gdy spostrzegli, że zewsząd nadbiegają dzieci, większość z nożami, pobiegli do łodzi. Tam trafili na zwłoki ratownika. Rozpoznali je, choć nie miał głowy. Dzieci, pozostawione na brzegu zawyły głośno niczym wilki. Przerażona Sonia i Gabrysia zapomniały o konflikcie, ale przerażone zaczęły bujać łodzią. Na nic się zdały uspokajania Marka. Obie wpadły do wody…

 

16. Dziadek w śnie prowadził Gabrysię przez las, pokazał gdzie zakopano zwłoki Mateusza. Nakazał je wykopać i położyć przed chatką, a w chatce miała się odbyć modlitwa prze świeczkach. Wierzył, że to przywoła wilki i będą chciały zabrać posążek. Ten trzeba jednak spalić, stopić na oczach Wielkiej Wilczycy. Posążek najpierw trzeba odebrać Kamilowi, opętanemu 15 letniemu właścicielowi. Według legendy dwie Czarownice rządzą umysłami wilków, duchy ich wchodzą w skórę dzieci by zagryźć się wzajemnie - stają się krwiożerczymi bestiami. Wilkami w skórach owiec…

17. Gabrysia ocknęła się na Brzegu. Nie było dzieci, była cisza i stopniowo wracająca świadomość. Tuż nad Gabrysią klęczeli Marek i Sonia. Odetchnęli, gdy odzyskała przytomność. Opowiedziała, co widziała we śnie i próbując nakłonić pozostałych wychowawców do swojego planu. Uznaje, że nie mają wyboru. Są nie wiadomo gdzie, nie wiadomo gdzie szukać pomocy. Komórki nie działają, telefonów brak, mieszkańcy zniknęli we mgle i swoich chatkach… Marek twierdzi, że cała trójka musi zostać tu do świtu…

 

18. Czekają kilka godzin, tymczasem na ich zegarkach widnieje już 12 w południe, a słońca ani śladu. W końcu godzą się na plan Gabrysi – lepszy taki pomysł niż żaden.

19. Marek wiosłował ostrożnie, jak najciszej się da. Cała trójka wysiadła z łodzi. Marek wypatrywał posążka i Kamila. Okazało się, że na placu apelowym leżą wszystkie dzieci. Śpią, a w samym ich środku spoczywa Kamil z posążkiem. Jest za ciasno by przejść między pogrążonymi w letargu dziećmi. Marek wymyśla plan i objaśnia go dziewczynom. Za chwilę wraca z liną, dzięki której udało im się uciec. Następnie jeden koniec przywiązuje do drzewa, a drugi koniec bierze ze sobą. Wchodzi do sąsiedniego budynku ośrodka, zawiesza linę nad dziećmi i teraz Sonia ma się na niej prześlizgnąć, bo jest najlżejsza, ma zabrać posążek.

20. Gabrysia i Marek obserwowali z balkonu jak Sonia powoli prześlizguje się na linie, tuż nad dziećmi. Niemal czuje ich oddech… Stara się być najciszej jak można i przypomina sobie, gdy niegdyś, w czasach harcerskich kradła flagę. To coś innego, tu walczy o życie. W końcu tłumi pisk, gdy dzieci powoli otwierają oczy i wstają. Patrzą nieruchomo na Sonię i wskazują ją palcem. Kamil wciąż pogrążony jest w letargu. Soni udaje się złapać posążek, ale barierka balkonu, do której była przyczepiona była lina, nie wytrzymała. Rudowłosa opiekunka runęła w tłum dzieci, który na rozkaz nagle przebudzonego Kamila, zaczął ją kopać i bić. Z opresji chce uratować ją Gabrysia, poczęstowała dzieciaki solidnym strumieniem wody z węża strażackiego. Markowi udaje się wyciągnąć Sonię z tłumu. Dzięki gaśnicy odpędza kilka dzieciaków, tworzy małą zasłonę dymną. Trójka opiekunów ucieka do lasu zgodnie z planem Gabrysi. Po chwili spostrzegają, że nikt ich nie ściga. Marek chłodno zauważa, że skoro „krwawi koloniści” wiedzą gdzie idą opiekunowie, to pościg nie ma sensu. Okazuje się, że dzieci nie mogą opuścić terenu ośrodka.

21. Marek wykopuje ciało Mateusza, zgodnie z zaleceniami kadra udaje się do chatki w lesie. Układają posążek, palą świece, odprawiają modły według zamieszczonej tam księgi i czekają. Z daleka słychać wycie wilków. Na widok kilkunastu błyszczących wilczych ślepi za oknami w Marka wkrada się lekka panika. Uważa, że powinni uciekać póki można tylnymi drzwiami. Chce nawet siłą zabrać Sonię, ale Gabrysia uderza go w tył głowy jakąś deską. Kobiety wspólnymi siłami układają Marka na sofie i kontynuują modlitwy, tymczasem wilki zaczynają się powoli dobijać i okrążać chatkę. Ogień na świeczkach gaśnie i co chwilę znów trzeba go zapalać. Gdy świece nie płoną, wilki zyskiwały na sile i agresji. W końcu Gabrysia ma nowy plan, skoro ten nie działa. Chce po prostu oddać posążek wilczycy. Otwiera drzwi i ostrożnie idzie ku największej wilczycy. Ta przemawia ludzkim głosem. Rozmawiają na temat grzechów, niepokoju duchów. Nagle jeden z wilków rzuca się na dłoń Gabrysi, trzymającej posążek i odgryza ją. Wielka wilczyca za niesubordynację zagryza wilka, wtedy rzuca się na nią reszta stada. Gabrysia zabiera posążek i wraca do chatki. Chatka powoli zaczyna płonąć, a ogień podłożył stary, wredny Bogdan. „Nie pozwól ogniowi zgasnąć” powtarza.

Kobiety i Marek są uwięzione w płonącym domku. Kobiety chcą wykorzystać zamęt na zewnątrz i uciec tylnymi drzwiami. Nie mogą dobudzić nieprzytomnego Marka, tymczasem do budynku wtargnęła wielka wilczyca. Ranna, wściekła, cała we krwi. Chwyta w szczęki nogę Soni i wciąga ją w płomienie. Poparzona wilczyca jest jeszcze straszniejsza. Gdy Gabrysia czuje, że zostanie zagryziona przez bestię, Marek przebudza się stopniowo, ale gdy bestia jest blisko, Gabi zasłania go własnym ciałem. W tym momencie wielka wilczyca rzuca się na kobietę i wraz z dwójką ludzi wypada przez okno. Gabrysia zostaje zagryziona, a Marek chwyta pobliski posążek i wbija go między oczy wielkiej wilczycy. Ku jego zaskoczeniu, pozostałe przy życiu wilki klękają przed nim i wyją na jego cześć. Marek wskazuje palcem na przyglądającemu się wszystkiego z daleka staremu Bogdanowi. Wilki ruszają w pościg za ofiarą, a Marek po wrzuceniu posążku do ognia mówi: Nie pozwól ogniowi zgasnąć. W czasie, gdy wraca na ośrodek kolonijny, zaczyna padać ulewny deszcz. Dzieci są już normalne… Nic nie pamiętają. Na horyzoncie wschodzi słońce. To jednak nie koniec… Nieoczekiwanie Marek zostaje aresztowany. W sali przesłuchań czeka na niego staruszek, którego znamy z wcześniejszych rozdziałów…

22. W chatce znów Czarny i Biały popijają wodę, a Biały niechcący wylewa swój napój na szachownicę. Czarny się irytuje i przewraca szachownicę. Obie postacie

odkrywają twarze. Okazuje się, że to Gabrysia i Sonia. Narzekają na tyle partii i zawsze to samo. Mówią, że muszą wymyślić nową grę, bo ta zaczyna być nudna. Ciągle w tej chatce i tylko w czasie kolonii mogą wyjść duchem „na zewnątrz”. Starzec jest ich strażnikiem i żywicielem. To jego własne piekło. To on sprowadza w pewne miejsca, raz na jakiś czas kolonię i zapewnia rozgrywkę dwóm wiedźmom. Dopóki mają się „czym bawić”, te dwa demony nie wyjdą poza chatkę i nie zniszczą świata. Czy kilka żyć w zamian na cały świat to cena, którą byłbyś gotów ponieść? Staruszek, strażnik, Władca wilków – wciąż jednak oszukuje wiedźmy. Używając ich mocy, czarów, ściąga kolonie z wychowawcami przerabiając podobne scenariusze. Zawsze wierzy, że w końcu znajdzie się ktoś komu uda się spełnić jego wolę, zniszczy krwawy Posążek i zakończy Wilcze gody…

Myślami staruszek przenosi się do swojej chatki. Deszcz gasi trawiące ją płomienie, a budynek wraca do pierwotnego kształtu…

Krwawy Posążek leży w szczątkach domu, wciąż niezniszczony. Ktoś pozwolił ogniowi zgasnąć – mówi triumfalnie stary, wredny Bogdan, który obserwuje z radością przygasające płomienie... Symbol gasnącej nadziei.

 

26. Na koniec retrospekcja: Rok 1850. Pewien młody mężczyzna, zakochany rudowłosej czarownicy, (Sonia) bez wzajemności, pragnie jej zaimponować. Chce zdobyć serce. Wysyła go po, „Wilcze serce” do Doliny Wolfiana I. Z trudem uchodzi stamtąd z życiem, ale znajduje wskazany posążek, dzięki, któremu staje się panem stada dzikich wilków. Rudowłosa czarownica jest pod wrażeniem i prosi by mężczyzna użył swojej mocy by zastraszyć pobliską wioskę, to przez ich mieszkańców rudowłosa wiedźma żyje na odludziu, skazana, w chatce. Mężczyzna odmawia, a wtedy czarnowłosa siostra rudej otumania Władcę wilków i zabiera mu posążek. Przy jego pomocy wilki atakują wioskę robiąc rzeź. Wiele osób zginęło, a 60 dzieci dostało wścieklizny.

Stały się agresywne, atakowały się wzajemnie, samookaleczały i w końcu umierały. Zrozpaczeni mieszkańcy wioski posądzili o to czarownice…

Walczyli z wilkami i przegrywali, aż Władca wilków (ten mężczyzna, co na początku zdobył posążek) podstępem znów odebrał swój posążek i nakazał wilkom wycofać się. Mieszkańcy wioski zamknęli czarownice w chatce w lesie i spalili. Młody mężczyzna patrzył na egzekucję ze łzami w oczach. Czarownice do ostatniego tchu odprawiały jakieś modły, a ich szczątków nie odnaleziono. Władca wilków zakopał posążek i oddał się w ręce mieszkańców. Ci w zamian za to, że pomógł wygrać z Czarną i Białą czarownicą, ale wcześniej tyle nabroił, pozwolono mu żyć. Skazano go na banicję. Mężczyzna zbudował chatkę w lesie, na zgliszczach tej spalonej z czarownicami. Wiedział, że tylko tak może być blisko swej ukochanej znienawidzonej Soni. Jego pasją były szachy, grał ze sobą godzinami, raz wygrywały czarne, a raz białe…

 

KONIEC

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • elenawest 20.01.2016
    Pierwsze co zauważyłam to jakieś dziwne cyfry przy akapitach. Co one oznaczają? Rozdziały? Jeśli tak, to każdy rozdział dodaj osobno, bo to aktualnie jest ściana tekstu. Drugie to brak spacji po myślnikach rozpoczynających wypowiedź. Ten początek, gdzie piszesz jaki to rodzaj prozy i co jest w nim zawarte, jest zupełnie zbędny, bo prawie podałeś nam fabułę na tacy, a nie o to przecież chodzi. Twoi czytelnicy mają czekać na kolejne dodawane przez ciebie rozdziały, a nie dowiadywać się większości rzeczy na dzień dobry. Tyle ode mnie, bo tekstu nie czytałam, tylko pobieżnie prześledziłam wzrokiem. Witamy na opowi :-D
  • Celtic1705 20.01.2016
    Przeczytałam całość. Wciagnęło mnie i jestem... jakby to rzec... wstrząśnięta, zagięta, zdezorientowana i mam mętlik w głowie. Dawno nie czytałam czegoś tak fantastycznie niesamowitego.
  • zaciekawiony 21.01.2016
    "To horror, pamiętający, że nie chodzi tylko o rzeź, ale i o fabułę." - ten horror to pamięta?

    "w tej samej chwili wilki zaczęły dobijać się do drzwi i ścian." - czyli właściwie co robiły? Stukały, wołały, wpuść panienko?
    "Dziadek strzelał przez przygotowane otwory do wilków, ale w końcu wdarły się do środka. " - wyważyły drzwi czy przegryzły przez ściany? O ile jego domek nie był z dykty, to właściwie stary nie miał się czego bać, wystarczyło zamknąć się i poczekać do świtu.

    "Piecze nad nimi miało sprawować pięcioro opiekunów, z czego dwie to młode kobiety – rudowłosa Sonia i czarnowłosa Gabrysia." - ponieważ autor ma zamiar raczyć nas opisami pięknych dam w zagrożeniu, nieatrakcyjna reszta kadry robi za tło.

    "powoli weszli do środka, pomimo początkowego sprzeciwu wychowawcy, uległ namowom i urokowi rudej Sonii. To było ich mały kąsek wolności." - wejście do chatki za pozwoleniem wychowawcy to bardzo malutki kąsek wolności. Ze zdania nie wynika kto uległ namowom.

    "Cierpiał po drodze, walczył ze sobą, ale w końcu odnalazł ich legowisko." - szczyt lakoniczności.

    "Staruszek i grupka śmiałków zakradli się do legowiska wilków i z wielkim trudem odzyskali posążek." - kolejny szczyt lakoniczności.

    "Mateusz z ukrycia obserwował nastolatków, którzy przywiązani do pala obwiniali się wzajemnie o to, że stoją tu w środku nocy." - wychowawcy przywiązali ich do pala?

    Jezu, jakie to nudne i suche.
    To opowiadanie to streszczenie jakiegoś filmu?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania