Wilkołak

Był trochę zaskoczony złym stanem tej polnej drogi. Zbyt wąska i kamienista. Kierował samochodem w skupieniu, zręcznie omijając leżące głazy i wymyte przez deszcz głębokie koleiny. Po jednej stronie teren opadał ostro, kończąc się głębokim wąwozem. Po przeciwnej stronie wysoka skarpa porośnięta krzewami stanowiła potężną ścianę nie do przebycia. 

Nie miał pojęcia, jak daleko jeszcze do tego drogowskazu. Nigdy przedtem tu nie był. Znał tylko z opowiadań. 

Nagle zauważył niby małe rozwidlenie. Rzeczywiście. To musi tu być. Ale po drogowskazie żadnych śladów…

Wysiadł z samochodu,  przeczesując swoją wędrowniczą laską pobliskie krzewy. Faktycznie, wśród wybujałych kolczastych głogów odnalazł to, czego tak gorliwie szukał. 

------------------------------------

Tylko te dwa słowa były wyraźnie czytelne na dość zwietrzałej drewnianej tablicy: Warczące Wzgórze. Te słowa pobudziło jego wyobraźnię. Wydały mu się fascynujące. Brzmiały jak przygoda, nie, więcej, jak coś złowieszczego i demonicznego. 

Jak zdalnie sterowany kierował samochodem w napięciu. Dalej i ciagle wyżej, jeszcze wyżej.

Nadchodził zmierzch. Błękitna godzina otuliła aksamitnym płaszczem całą naturę. Coraz cięższe cienie kładły się wokół gęstych, kolczastych krzewów dzikich róż i potężnych starych drzew. 

Nie uszło też jego uwadze, że po obu stronach ścieżki drzewa były coraz gęstsze i bujniejsze. 

Nie, w tych okolicznościach niemożliwością było pokonanie całej trasy samochodem.

Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien zaparkować samochód tutaj, czy na następnym zakręcie, gdy nagle przed przednią szybą na środku drogi pojawił się cień. Natychmiast zahamował, podejrzewając jelenia, a właściwie kozła, ponieważ wydawało mu się, że rozpoznał parostki. Ostrożnie wysiadł z samochodu i nie mógł własnym oczom uwierzyć. W świetle reflektorów dostrzegł potężny uskok w terenie. Przepaść. 

W tym momencie zdał sobie w sprawę, że jeszcze jeden skok i jego życie dobiegłoby końca. 

Najpierw zrobiło mu się gorąco, a potem zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. Wstrząśnięty tym przeżyciem, zapalił papierosa i pozwolił sobie na krótką przerwę, by się uspokoić i przemyśleć następne kroki. 

Najpierw uważnie zbadał pobliski teren. Po lewej stronie znalazł ścieżkę, prawdopodobnie często używaną i dość wydeptaną, która prowadziła bezpośrednio do lasu. Szybko schował papierosy i zapalniczkę do kieszeni, wziął butelkę wody na wszelki wypadek, swoją drewnianą laskę i przygotował się mentalnie na nową przygodę. 

Nie, teraz już nie miał żadnych obaw. Cudowna noc, zapachy lasu i gorące pragnienie przeżycia czegoś niespotykanego wprawiły go w stan radosnego podniecenia. 

„Wkrótce pełnia księżyca oświetli mi drogę, a płochliwe jelenie nie stanowiły doprawdy żadnego zagrożenia“ - w myślach dodawał sobie otuchy. 

Stopniowo rozluźniał się i miał nadzieję, że żaden z dwunożnych „przyjaciół" jeszcze się nie pojawi.

Zasadniczo cieszył się, że wpadł na ten pomysł, chociaż krótki etap pokonać samochodem. 

Zdawał sobie sprawę, że ma ogromną przewagę w czasie i spore szanse na dotarcie tam, gdzie piekielne moce swoją siedzibę mają, jako pierwszy. 

Rzeczywiście, po krótkiej, uciążliwej wędrówce przez gąszcz pojawił się dokładnie nad jego głową, księżyc. Miał wrażenie, jakby chciał go dalej poprowadzić, wskazać mu drogę. Było to zresztą konieczne, bo po ścieżce od dawna nie było już śladu. Wszędzie, gdzie spojrzał, była tylko gęsta dżungla. 

Ale niedługo nawet trochę pożałował swojej decyzji. Przedzieranie się przez zarośla było bardzo męczące. Do tego tumaniły go dźwięki, których nawet on nie rozpoznawał. Zupełnie nowe doświadczenie. 

Na początku myślał, że to wyobraźnia wprowadza go w ten stan wewnętrznego zamętu. Ale odgłosy nie ustawały, stawały się coraz wyraźniejsze, coraz bliższe. Gałęzie trzaskały, drzewa zdawały się poruszać i komunikować ze sobą. Wiele niewytłumaczalnych rzeczy. 

Mdłości w żołądku sprawiły, że wpadł w panikę. Mimo ciemności, znalazł solidną drewnianą gałąź i zrobił sobie z niej drugą laskę. Teraz poczuł się bezpieczniejszy i odważnie stąpał po nieznanym terenie. 

————————————————————————————

Letni wieczór został cicho, niemal podstępnie, zastąpiony przez ciemną noc. 

„Minie jeszcze dobra godzina, zanim księżyc będzie widoczny” - pomyślał Jakub i ruszył przed siebie. 

„Nie będzie łatwo pokonać strome klify po ciemku” - westchnął, dodając sobie odwagi.  

Nie, zawrócić, nie wchodzi w rachubę.  Nie do pomyślenia. Przecież obiecał, dał słowo. Cała wioska może to poświadczyć.

„Najpierw zgrywać odważnego, kpić z sąsiadów, a teraz się wycofać”, nie, to nie przejdzie. 

W połowie drogi odwrócił się i spojrzał  z góry na śpiącą wioskę. 

„Jakże zwodnicza jest ta cała wiejska sielankowa sceneria”, pomyślał i poczuł ostry ból w klatce piersiowej. 

Od tygodni starannie przygotowywał się do tej nocnej wyprawy. Najpierw spotkał się z jasnowidzką, dziwną kobietą, która mieszkała na obrzeżach wsi. Często pomagała mieszkańcom, ostrzegając ich z wyprzedzeniem o zbliżających się nieszczęściach. 

To, co radziła mu zrobić, pozostanie tajemnicą. Nigdy nikomu nie ujawni. Za nieostrożność mógłby przepłacić życiem. Aby nie narażać całego projektu, musi milczeć i od tego momentu pozostawiony był sam sobie.

Nie wolno mu było z nikim rozmawiać. Nawet z Hesą, jego żoną. Ona też nie wiedziała nic więcej, niż inni członkowie jego klanu. Nie rozumiała, dlaczego on, ze wszystkich obecnych na zgromadzeniu, jako jedyny zgłosił się na ochotnika. 

Tylko jeden mężczyzna, jej mąż, przeciwko wilkołakowi?  W jej oczach absolutnie bezsensowne ryzyko. 

Nie potrafił jej tego wytłumaczyć. Nie potrafił też tego wytłumaczyć nawet sobie. 

Po prostu wyczuwał to połączenie, ten most do innego świata i chęć zaryzykowania. 

„Wszystko, co wielkie, wymaga ryzyka“, powtarzał sobie po cichu. 

Od samego początku zdawał sobie sprawę, że ryzyka nie da się dokładnie oszacować. Chciał tylko raz odważyć się na coś naprawdę wielkiego, coś, co pozostanie niezapomniane w historii wsi.

W tym celu opuścił wspólnotę i zamieszkał z dala od niej, w opuszczonej chacie przy młyńskim kamieniu, w całkowitej samotności i odosobnieniu.

Mieszkańcy wioski zawsze unikali okolic tego lasu, zwanym lasem demonów. Od tamtej pory nikt nie odważył się zbliżyć do tej strefy. 

Coś tak strasznego nigdy nie powinno się powtórzyć. Tak naprawdę to do dzisiaj nikt dokładnie nie wie, co się wtedy stało. Nie było świadków. Nie można było przesłuchać ofiar. Wciąż ich jeszcze nie odnaleziono. Ślady okrutnego czynu zostały starannie usunięte. W lesie znaleziono jedynie kilka skrawków ubrań. Wszelkie poszukiwania zostały więc odwołane. Nawet psy skomlały, wyły i uciekały, przykucnięte ze strachu i z podkulonymi ogonami.

„Co trzeba zrobić, musi być zrobione”, powtarzał sobie w duchu. 

„Tu, na bezludziu mam ciszę i spokój, nikt się nie zawieruszy ani nie będzie mi przeszkadzał w medytacji”, w myślach rozwiewał ostatnie wątpliwości.

Potrzebował teraz czasu dla siebie, by zająć się własnymi myślami. Żył więc skromnie na tym pustkowiu przez tydzień, wyrzekając się wszelkich przyjemności i medytując.

Nie minęło jednak wiele czasu, gdy odwiedził go gorąco oczekiwany gość, a mianowicie wróżka Samira. Oczywiście, od razu ją rozpoznał. Któż mógłby odgadnąć jego plan, jeśli nie ona?

Tajemnicza Samira została z nim przez cały wieczór i noc, pozostawiając na nim ogromne wrażenie. Była kobietą, która nie znała stresu, najspokojniejszą istotą na tej planecie. Dobrze zapamiętał jej cenne rady. Oczywiście, były one przeznaczone tylko dla niego.

Musiał je zapamiętać, aby móc ich użyć w nagłych wypadkach bez zastanowienia. Na koniec dała mu coś w rodzaju talizmanu, który miał go chronić, ale tylko w bardzo niebezpiecznych sytuacjach, gdy chodziło o życie i śmierć. Był to spersonalizowany pas biodrowy wykonany przez nią osobiście. Zawiesiła go wokół jego talii. Pas był wykonany z wilczej skóry. Ciężką klamrę wykonała z poświęconego starego srebra. Zapięła go własnoręcznie, używając magicznych zaklęć. Nie wolno mu było go zdjąć, dopóki cała operacja nie zostanie zakończona. W najgorszym wypadku, gdyby nie przeżył. 

Na koniec poprosiła go, by odsłonił plecy. Paznokciami, przypominającymi szpony, kreśliła dziwne znaki na jego skórze. Szeptała do siebie krótkie zaklęcia w języku, którego nie rozumiał. Miał wrażenie, jakby rozmawiała z wiatrem. Potem pozwoliła mu się ubrać i odwrócić. Zrobił to natychmiast, ale jej już tam nie było. Zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu. 

Czas naglił. Odważnie i dobrej myśli chwycił swoją drewnianą laskę wiszącą nad drzwiami i ruszył w drogę. 

Z trudem przedzierał się przez ciernie i kamienie, potykał się na nierównym gruncie i pełzał po bagnistych ścieżkach.

Po pewnym czasie wyczuł, że nie jest sam. Miał wrażenie, że ktoś podąża jego śladem. Jakiś cień od czasu do czasu wydawało mu się zauważyć. Słyszał oddech i wyczuwał ostry, obcy mu zapach. Jeszcze raz intensywnie nadsłuchiwał, by sprawdzić, czy to są tylko jakieś mrzonki, czy faktycznie zbliża się ta godzina. Zdawał sobie dokładnie sprawę, co to dla niego może oznaczać. I w tym momencie obleciał go strach. Wiedział, że nikt mu nie może pomóc. Za następnym dębem przystanął, by zwalczyć uczucie lęku. To mogłoby go zgubić, gdyż strach jest złym doradcą. 

Po tym mentalnym odpoczynku poczuł się znów na siłach. Teren stawał się coraz trudniejszy do pokonania. Krzepko parł do przodu i wspinał się coraz wyżej. Ostrożnie krok po kroku badał leśne podłoże, by nie spowodować żadnych zbytecznych odgłosów. 

Nad nim srebrzysty księżyc w całej swej okazałości, tuż za nim jego niewidzialny prześladowca, już bardzo blisko. Pomiędzy nimi noc i ciemne siły. 

Wiedział, że dzisiejsza konstelacja na niebie dawała mu najwięcej mocy.

Po kilku następnych mozolnych krokach wyczuł jakiś bestialski odór, trudny do zidentyfikowania. Znak, że ON jest już bardzo blisko. Wkrótce rozstrzygnie się wszystko. 

Natychmiast pożałował, że nie spotkał się z wiedźmą. Ona miała zawsze zapas ziół na wszelkie okazje. Nie chciał jednak wtajemniczać tak wiele osób w swój plan. Teraz było już za późno. 

Ciekawy był, które nadziemskie moce i komu dziś sprzyjały? 

Jemu, jako prześladowcy? 

A może jemu, jako temu prześladowanemu? 

Teraz musi walczyć z hybrydowym stworzeniem, które w nim drzemało. Musi pokonać drzemiącego w nim wilkołaka, by móc wrócić do wioski.

W przeciwnym razie grozi mu wygnanie a nawet śmierć. Postanowił poświęcić jedną ze swoich osobowości, aby żyć z drugą. Jako wilkołak przemieniał się w bestię, jako człowiek był dręczony wyrzutami sumienia.

To rozdwojenie sprawiło mu wiele kłopotów. Zawsze musiał się mieć na baczności. Nikt w wiosce, nawet jego najbliżsi, niczego nie podejrzewali. Jeszcze nie. Nie chciał już żyć jako znienawidzona, ścigana i prześladowana kreatura. To była tylko kwestia czasu, zanim ludzie go przejrzą. A często byli mu na tropie. Trudne jest życie mutanta.

W księżyca poświacie rozpoznawał magiczne znaki na niebie. Nauczył się je poprawnie interpretować. Jego cel, Warczące Wzgórze był bardzo blisko.

Pod jego stopami, mimo nocnej wilgoci, paliła się trawa, bezpłomiennie, pozostawiając żarzące się odciski na leśnym podłożu. Cuchnęło mocno siarką.

Kolejny skok i ostatni, niesamowity wilczy skowyt, ale bardzo skuteczny, bo nagle wokół niego poruszyły się warczące cienie, obnażając ostre kły.

Nareszcie, czas nagli. Mentalnie jest przygotowany.

Teraz, stojąc na wzgórzu, musi podjąć decyzję. Najlepiej nie czekać zbyt długo, bo inaczej cała akcja pójdzie na marne.

Sekretny dar Samiry, promień ognia, uderzył w niego w odpowiednim momencie, a jego wilkołacza osobowość wyraźnie to odczuła. Czuł się trochę poturbowany.

Na wschodzie niedługo pojawi się jutrzenka. Poranna zorza oznaczała, że czas naprawdę naglił. Musiał wrócić do wioski przed wschodem słońca, w przeciwnym razie grozi mu straszna kara. Musiałby pozostać w fortecy Skalna Szubienica na wieczność.

Od nauczyciela tutejszej szkoły pożyczył mapę ciał niebieskich, ze wszystkimi 88 konstelacjami i dokładnie obliczył, ile czasu pozostało mu do wschodu słońca. Oczywiście nie powiedział nic o swoim planie temu szanownemu mędrcowi. On by i tak tego nie zrozumiał. Jeśli chodzi o kryptozoologię, w tej dziedzinie nauk jest pan dyrektor tutejszej szkoły absolutnym ignorantem. Sama deklinacja słowa ‚wilkołak‘ sprawiałaby mu trudności, nie mówiąc o liczbie mnogiej.

Teraz nadszedł już czas, aby podjąć decydujący krok. Był pewien, że tej nocy wszystko się rozstrzygnie. Nic nie mogło go powstrzymać ani pokrzyżować jego planów.

Nieoczekiwanie poczuł ostry ból. Ktoś z rozmachem uderzył go znienacka w tył głowy. Świat wokół niego pociemniał. Całym ciężarem ciała runął na ziemię. Na chwilę zniknął mu z oczu nawet księżyc. Wijąc się z bólu na miękkich mchach, jak przez mgłę rozpoznał sprawcę, który uciskał mu drewnianą kłodą klatkę piersiową. Natychmiast oprzytomniał. Nie do wiary!

To ten parszywy krasnal sparaliżował jego cały plan. A to oznaczało, że na dzisiaj koniec. Całą akcję trzeba powtórzyć. Więc do następnego spotkania.

Następne częściWilkołak

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania