winnice we mnie
nalewam wina cierpkiego
które rozlewa się we mnie
jak toskańskie słońce na skórze
za tamtą dziewczynę
która umierała wiele razy
w sukienkach pachnących jaśminem
z uśmiechem jak martwy motyl
noszę jej żałobę
na języku
po niej
której nie umiałam dotknąć do końca
po dziewczynie
co myliła miłość
z zanikaniem głosu
płaczę
jak ogród po burzy
wilgotny i ciężki od ziemi
aż coś się we mnie rozluźnia
jak oddech po długim milczeniu
wypływam w przestrzeń
czuję ramiona
własne i lekkie
zagarniam włosy mokre od rosy
chłodne na karku
stoję bosa
czuję ziemię
ciężar ciała
jestem bardziej sobą
niż wcześniej
winnice dojrzewają w słońcu
Komentarze (13)
Mam mieszane uczucia, ponieważ jest tak długie, wina nie piję i jak bym przekładała na własną żałobę to bym jej nie opijała. ;)
Winnice dałe przestrzeń, bo to pola winogronowe, które znam. I można też pomyśleć o budowlach, bo tym też można się stać.
Mnie też razi to wino. Nie potrafię myśleć o nim inaczej niż jako próba ucieczki przed własnymi emocjami, uczuciami a finalnie przed sobą.
Rozumiem, że ten wiersz może rezonować różnie. Winnice są tu dla mnie przede wszystkim przestrzenią obrazu i doświadczenia przejścia.
Żałoba z czasem mija. Tak jak emocje. Czas może nie leczy ran ale sprawia, że są mniej bolesne. Prawdziwa miłość natomiast nie mija. Trwa.
Dziękuję za komentarz. Moją intencją było, by wiersz pozostał w przestrzeni metafory, a nie definicji.
Mnie akurat wino nie razi, w sytuacji żałoby różna jest reakcja ludzi. Czasem nigdy byśmy się nie spodziewali , że można sięgnąć po alkohol… Ja bym trochę skróciła ten wiersz, moim zdaniem zbyt długi. Pozdrawiam☺️
Bernadetta12345, dziękuję za przeczytanie i refleksję. Ta opowieść po prostu sama tak popłynęła…
Ja też wiele razy płakałam za tę w sobie, która odchodziła z każdym kolejnym rozczarowaniem, przez które coś we mnie umierało... choć to wszystko przecież budowało charakter, świadomość, dojrzałość.
I teraz wiem, że było to potrzebne, pomimo że wtedy bolało jak diabli.
Grafomanko, bardzo dziękuję za ten komentarz. To dla mnie dużo, jeśli wiersz może stać się przestrzenią, w której ktoś odnajdzie coś własnego.
Bardzo obrazowe i przejmujące. Opłakiwanie tej wersji siebie, której już nie ma, tak to rozumiem. Osoby, którą się było, przeszłości.
Dziękuję za Twoj głos. Bardzo blisko tego, co chciałam w nim zostawić.
W kobiecie dojrzewa najpiękniejszy szczep z którego rodzi się bukiet jaśminu.
Ale jesteśmy tak zbudowane anatomicznie, że niekiedy nasze ciało wyrzuca niedoskonałości.
Opłakujemy niedokończenie siebie. Zanim coś się zacznie, a już się kończy. Coś w nas zostaje nie do zapomnienia.
Spokoju
Pasjo, dziękuję Ci za te słowa i za spokój, który w nich zostawiłaś.
Tobie również spokoju.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania