Wiosna
Wiosna przyszła cicho, zbyt lekkim płaszczem mgły,
Jak cień co się przyśnił, choć znał na pamięć sny.
Na gałęziach zawisły zielone, kruche łzy,
A w nich nasze imiona - już nie my i nie ty.
Miłość była jak przebiśnieg, co uwierzył w ciepły czas,
Teraz leży w zimnej wodzie, nie poznaje nas.
Ziemia oddycha głębiej, jakby chciała zmyć ten ślad,
A ja w świeżej, obcej trawie uczę się, że nie ma nas.
Pąki pękają cicho, jak zbyt długo tłumiony krzyk,
Ich sok ma smak pożegnań i niedomkniętych drzwi.
Słońce zszywa błękit nicią z ciepłych, złotych ran,
Lecz nie zszyje milczenia, które wyrosło w nas.
Byliśmy jak dwa cienie pod jednym młodym drzewem,
Teraz drzewo wciąż rośnie, lecz już nie jest naszym cieniem.
Korzenie piją pamięć, choć miały poić czas,
I tylko mech wciąż pamięta, jak zgubiliśmy nas.
Wiosna jest jak lekarz, co nie pyta gdzie jest ból,
Przykłada kwiat do serca, nie wiedząc że to chłód.
Wszystko znów się zaczyna, każdy ptak, każdy las,
Tylko nasza relacja kończy się gdzieś w nas.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania