Wiosna w samym środku serca

Od rana awantura. Zrywam się z łóżka by sprawdzić co się dzieje. Ptasia policja podjeżdża na sygnale za nią ambulans a za nim gapie różnego gatunku. Rodzinna sprzeczka zamieniła się w patologię.

Bo Marian zachęcony przez promienie słońca w środku zimy, postanowił poddać się całkiem spontanicznie hormon, na co Jadwiga zareagowała buntem. Kto to widział, żeby być aż takim ptasim móżdżkiem i nie odróżniać zimy od wiosny? Jak Jadwiga kwacze, że nie pora jeszcze to Marian powinien uszanować jej nie. Nie to nie. Ile razy już mu to tłumaczyła za pomocą dzioba w głowę?

Wiosna przyjdzie później a później ona nie będzie miała migreny. Marian powinien słuchać i zacząć myśleć czymś innym niż tylko tym, co nie wiadomo czy ma.

Marian osłupiały stoi przed patrolem składającym się z kuzynek Jadwigi. Ma pecha, cała rodzina Jadwigi wstąpiła do służb mundurowych. Cholernie mu wstyd, że sprawy potoczyły się w kierunku niezgodnym z naturą.

- Pani władzo – tłumaczy się wymachując skrzydłami – wszystko przez to powietrze. Władza, mimo, że nie ugięta, zaczyna współczuć Marianowi.

Bo mimo wszystkich procedur, sama władza wyczuwa podmuch wiosny między piórami na głowie. W jej oczach samoistnie zaczyna rozpalać się iskra. Pamięć zawodzi. Mgliste majaczenie zeszłotygodniowego śniegu, z godziny na godzinę staje się wspomnieniem wariata. No ale Marian jednak powinien zachować wstrzemięźliwość, tak wypada.

Pełna spontaniczność w tych czasach nie jest wskazana. Na oddychanie pełną piersią będzie jeszcze czas. Tak jak na amory, radość i szczęście. Ten czas kiedyś nadejdzie o ile oczekiwanie nie pozbawi go elementu zaskoczenia i wyblaknięcia.

Marian spuszcza głowę, wstyd pozbawił go całkowicie energii. Nie buntuje się. Zerka na Jadwigę. Chyba jego żałosna postawa obudziła w niej współczucie bo zagadała do kuzynek. Najwyższa z nich coś tam jeszcze powiedziała do oskarżonego i poklepawszy go po kuprze, zebrała w szereg resztę ekipy i odleciała. Z ulicy zniknął również ambulans i gapie.

A ja siedzę przy oknie i wdycham wiosnę. Daję się zwieść promieniom słońca, które barwią niebo na różowo. Myślę sobie o amorach, które tyle razy w życiu odłożyłam na potem, że potem jak już były, okazywały się prześnione. Przegadana miłość jest jak wiosna w środku zimy, napędza człowieka by za chwilę zmrozić, przypomnieć, że nie tu i nie teraz.

Jestem jak Marian, którego zwiodły sprzeczne sygnały natury. Nie pomagają tłumaczenia ani serce na dłoni. Nikt nie bierze pod uwagę wiosny bo w kalendarzu jeszcze zima.

Życie tak bardzo chce być przeżywane, że w każdym tu i teraz upomina się o uwagę. Chce, mimo tysiąca powodów na nie, roztaczać radość, tulić i tańczyć siebie. Przejawia się w instynktach które człowiek z dumą powściąga by za moment popaść w rozpacz. Ponieważ nadał swoim instynktom pejoratywne znaczenie, za wszelką cenę chcę się od nich odciąć. Rozum niech dzierży władzę nad nimi do końca zaprzeczając, że dzięki nim możemy poczuć więź z naturą.

Moje instynkty się dziś obudziły wraz z kaczą awanturą za oknem. Wyrwały mnie ze snu o niepodzielnej władzy myśli. Marian i Jadwiga przypomnieli mi, że w moim ciele jest serce, które ma swój osobny rozum a instynkt podpowiada, że powinnam skupić się na nim. To co nazywam rzeczywistością, bywa zwodnicze – jest luty a na zewnątrz jedenaście stopni na plusie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Tjeri 3 miesiące temu
    Bardzo... ożywczy tekst. Napisany z przymrużeniem oka, ale niosący konkretny przekaz.
    Przeczytałam z przyjemnością.
  • BarbaraM Sadowska 3 miesiące temu
    Dziękuję

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania