Wisielec
Wiszę między słowem a ciszą
Jakich słów ubrać by wyznać
Że niczym jestem
Kiedy Ciebie nie mam
Wiszę między spokojem a rozchwianiem
Balansuję
Nad przepaścią
Nie boję się
Czego tu się bać
Upadać trzeba by zrozumieć
Wiszę między podłogą a sufitem
Nie parzy mnie już piekło
Nie dotykam nieba
Lekko
Gdzieś pomiędzy sobą a Tobą
Patrzę jak odchodzisz
Zawieszam się
Tu na rynnie
Tam na drzewie
Patrzę jak odchodzisz
Zawieszam się
Czekam słowa
Czekam spojrzenia
Lekko
Gdzieś między Tobą a mną
Rozchwiana nadzieja
Pustoszeje dzień
Noc zahacza o starość
Bo mija szybciej niż bym chciała
I tak mija rok
I kolejny
Bo w ciszy naprawdę dobrze się wisi
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania