Wiśnia
Lustro w mej głowie jak wody zwierciadło
widać w nim wszystko co na ziemię spadło
Unoszą się nad nim tchnienia mych myśli
i odlatują do pobliskiej wiśni
Ta swą czerwienią przyciąga spojrzenia
i z dumą patrzy niby od niechcenia
na to jezioro istotę spokojną
niezmąconą żadną zbędną wojną
Przygląda się odbiciu które jej serwuje
jednak słowami nic nie opisuje
i tylko me myśli do niej dochodzą
słucha nieświadoma co z nią zrobić mogą
Przyszła i dusza w płaszczu złotym całym
do mej krainy niby bez powodu
i podrzuciła swym jabłkiem małym
by opadły liście zielone za młodu
One opadając do jeziora wpadły
niszcząc jego spokój dotąd niezachwiany
odbicia zniekształcone się w nim ukazały
Poprzedniego uroku niestety nie miały
Widać i było gołe jej gałęzie
bez tej czerwieni którą się znaczyła
Patrzeć na nią już nikt nie będzie
Swojemu odbiciu szybko uwierzyła
Czasy mijały wiosna wróciła
lecz wiśni urody nigdy nie zwróciła
Jezioro ukryte za jej grubym pniem
czasem coś mruczy tak jakby przez sen
Komentarze (9)
Bardzo mi się podoba. To był dobry pomysł, żeby wyrzucić interpunkcję w wierszu w Twoim przypadku. W opowiadaniu nie można, to chociaż tu jest to dozwolone :) Fajne nawiązanie do wiśni, zawsze w jakiś sposób urzekały mnie te drzewa. Może swoją odmiennością, bo ja też czuję się jak swego rodzaju odmieniec :) Raz czy dwa zdarzyło Ci się wypaść z rytmu, troszkę sylab za dużo skleciłaś, ale właściwie całość nadrabia wszelkie niedoskonałości, więc zostawiam 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania