Witaj... żegnaj...
W końcu nadszedł dla mnie dzień,
Jasno, ciepło, przyjemnie.
Ale zjawiłeś się Ty:
Mój anioł stróż z rogami.
Wziąłeś łuk od Amora
I zestrzeliłeś słońce.
Zostawiłeś mnie w ciemności,
Mokro, zimno, najczerniej.
Nie dałeś nawet świecy,
Taki płomyk nadziei,
Znicz na mym własnym grobie.
Chodzę w te w wewte,
Nie mając wcale celu.
Mam dość, siadam w kałuży
Niewypowiedzianych słów.
Daj wylać ostatnie łzy,
Póki w mych żyłach płynie
Życiodajny, szary deszcz.
Pozwól umrzeć w Twych ramionach,
Bym pamiętała Tylko
Twoje słoneczne włosy,
TYLKO
Twoje bezchmurne oczy,
TYLKO
...do lotu Twe ramiona,
TYLKO
Niosący do chmur uśmiech,
TYLKO
Twoje anielskie usta.
To właśnie z nich usłyszę
Wyrok swojej śmierci...?
Witaj... żegnaj...
Komentarze (5)
Takie trochę niezdecydowanie. W te i nazad. Czy coś tam. 5
Jesień wiosną. 5
Wszystko zmienia się diametralnie szybko, nawet jeśli pragniesz mieć na coś wpływ, to i tak jeśli tylko jesteś niezdecydowany, możesz ponieść klęskę. 5
Właściwie to przyciągnął mnie tytuł, no to wyłuszczę o co chodzi. Jest taki (a dokładniej już był) pisarz; Kurt Vonnegut i on dosyć często używał w książkach takiej formy słowa; "żegnajcie witajcie". A poza tym był ciekawą postacią, no i te jego książki też. Zobacz sobie na Wiki... bo może cię zainteresuje. Pozdro. ;)
Dzięki, na pewno zobaczę :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania