Wizyta

Przypadkowe znajomości potrafią trwać latami, a niektóre urywają się jak kartki z kalendarza, gdy rywalizacja bierze górę, a wybryki natury ludzkiej nie znają granic.

Joanna i Krzysztof wybierali się z pierwszą wspólną wizytą. Do tej pory wystarczała wzajemna bliskość i długie nocne spacery po uśpionej Warszawie. Zawieszono stan wojenny, a teatry oferowały szeroki repertuar o wymowie zbliżonej do ideałów Solidarności działającej w podziemiu.

Obojgu zaimponowała fizyczna sprawność Gustawa Holoubka, który nie bał się przechadzać po linie pomimo niemłodego wieku. Rozmawiali jednak o innym przedstawieniu, w którym akcja rozgrywała się w domu dla obłąkanych, gdyż w takiej scenerii łatwiej uwypuklić problemy nękające współczesne społeczeństwo. Jeden z bohaterów wcielił się w postać marszałka Piłsudskiego, członka Polskiej Partii Socjalistycznej dla niepoznaki, ale architekta uzyskanej niepodległości, Drugiej Rzeczypospolitej. Gromkie brawa jeszcze pobrzmiewały w uszach.

Zbliżali się do dziesięciopiętrowego bloku stojącego na krańcu nowego osiedla, on trzymał w kieszeni półlitrówkę, ona niewielki bukiecik frezji, na który wyszarpała ostatnie grosze z niezasobnej portmonetki. Zwyciężyło przeświadczenie, że wypada przynieść choćby najmniejszą drobnostkę przy okazji pierwszego spotkania w domu przyjaciół.

Zajęli miejsce w salonie przystosowanym do przyjmowania gości. Skromny wystrój pokoju i dookoła cztery szare fotele, dokładnie odpowiadały atmosferze kraju, pogrążonym w kryzysie wszelakich wartości. Joannie brakowało spontanicznej żywiołowości charakterystycznej dla krajów Półwyspu Iberyjskiego, którą często przywoływała we snach. Ponowny wyjazd na południe Europy nie wchodził w rachubę, ceny walut osiągały apogeum, wartość jednego dolara ze stu złotych wzrosła do dziesięciu tysięcy. Szalała inflacja, uzyskanie paszportu stanowiło nie lada wyczyn porównywalny do dwunastu prac Heraklesa.

Pan domu raczył gości otwartą butelką koniaku, w którym Joanna nigdy nie gustowała. Przykładała nos do kieliszka i nieźle udawała rozkoszowanie bukietem znamienitego trunku.

Trwała dyskusja o alarmach, gdyż kradzieże części samochodowych nękały właściciele aut zachodnich marek.

Joanna spędziła ponad dwie godziny w komisariacie w oczekiwaniu na przyjęcie skargi w sprawie zniknięcia dwóch kół do malucha. Nikt nie miał czasu na przyjęcie interesantki, ponieważ trwała odprawa w sprawie ulotek niebezpiecznych, bo uderzających w podstawy socjalizmu.

Piętnaście lat temu w ukośnie położonym skwerku między dwoma ulicami z koleżanką znalazły maleńką karteczkę, umyślnie wyrzuconą przez zatrzymanych młodych ludzi o metodach obchodzenia się z protestującymi. Kasia, córka pułkownika, nie wierzyła w zapiski aresztowanych skreślone ołówkiem. Litery powoli się zacierały, ale Joanna zachowała ten skrawek papieru dla potomności.

W pierwszych dniach stanu wojennego w jej rodzinie prawie doszło do tragedii, gdyż osadzono w więzieniu na Mokotowie dwudziestoletniego kuzyna, który podciął sobie żyły. Cierpiał na agorafobię, nie mógł normalnie funkcjonować w zamknięciu.

Tego rodzaju problemy nie dotyczyły gospodarzy, omijały ich przyziemne kłopoty.

Ten naukowiec wysoko usytuowany w hierarchii zawodowej nie jeździł samochodem rodzimej produkcji, strach przed kradzieżą był uzasadniony, gdyż części zamienne w przeliczeniu na dewizy kosztowały krocie.

Właśnie westchnął, że w Hiszpanii nikt nie dba o takie drobiazgi, mieszkańcy nawet nie zatrzaskują drzwi swoich czterech kółek.

— Londyńczycy niegdyś też pozostawiali otwarte drzwi do mieszkania. Ten zwyczaj już zanikł, moda na domofony i klucze o skomplikowanych systemach zapadek wyparły stare dobre tradycje — wtrąciła się do rozmowy Joanna, którą często krytykowano za milczenie w spotkaniach towarzyskich.

— Z Helą zawitaliśmy do małego miasteczka. Przed gospodą wisiał olbrzymi plakat oferujący do skosztowania młode wino prawie za bezcen. Rząd nieregularnie ustawionych aut utrudniał zaparkowanie. Pewien facet zasugerował abym przestawił auto nieznanej osoby blokujące dojazd. Jako obcokrajowiec bałem się postąpić w ten sposób. Andaluzyjczyk sam siadł za kierownicą i zjechał na bok.

— W Hiszpanii niektóre wioski, zwłaszcza w regionie Andaluzji, przypominają nasze małe miasteczka z ryneczkiem pośrodku, tam każdy zna każdego i panuje rodzinna atmosfera. W Madrycie czy Barcelonie ostrzega się ludzi przed złodziejaszkami, zapewniam cię, że nikt nie pozostawia otwartego wehikułu.

— Jak długo tam mieszkałaś?

— Zwiedzałam kraj przez ponad sześć tygodni. Zatrzymywałam się głównie w dużych miastach i ciekawych zakątkach. Zdobyłam nawet drugi co do wielkości szczyt, Pico del Veleta, w Górach Skalistych. Po wyjściu podróżnych kilkunastoosobowy terenowy pojazd został dokładnie zamknięty na trzy spusty, gdy dotarliśmy do wysoko położonej stacji narciarskiej o zabawnej nazwie Sol y Nieve (Słońce i Śnieg).

— Każdy ma swoje doświadczenia. Założę się, że zdobyłem więcej wiedzy o życiu tamtejszej ludności niż ty włócząc się po muzeach i typowych turystycznych trasach.

Joanna wstrzymała się od komentarza, nie zyskała wysokich diet na zagraniczne wyjazdy studyjne, a podróż do Hiszpanii kosztowała wiele wyrzeczeń. Niebagatelną rolę odegrała pomoc rodziców, nawet babcia podarowała na imieniny ponad dziesięć dolarów. Wstrzymała dalsze uwagi, gdyż wymagały tego zasady grzeczności.

— A co sądzisz o kolejce linowej nad Barceloną z widokiem na morze i Pireneje? — zadała nie bez złośliwości ostatnie pytanie, które zostało pominięte milczeniem.

Ton głosu gospodarza nie zachęcał do udziału w pogawędce. Czuła się jak przemądrzała uczennica zasługująca na uwagę w dzienniczku.

Hela wymownym gestem poprosiła o pomoc w podaniu kawy. Nie doszła do kuchni. Henryk zaciągnął zdezorientowaną kobietę do drugiego pokoju. To pomieszczenie odbiegało znacznie od pozostałych, wyczuwało się pewną nutkę ciepła w obudowanym drewnianymi deszczułkami wnętrzu. Zmienił wyraz twarzy, a tembr głosu przybrał przyjazny wyraz.

Zainteresowała ją nieduża biblioteczka, w której stały kieszonkowe wydania amerykańskich powieści.

— W miarę jak poszerzysz znajomość angielskiego, chętnie wspomożemy cię naszym księgozbiorem.

Wziął do ręki pierwszy lepszy tomik i otworzył książkę na stronie z fragmentem o mocno erotycznym zabarwieniu.

Zażenowanie przegrało z pewną dozą przekory. Dopytywała o znaczenie słów mocno związanych z lekko obscenicznym tekstem. Heniek z taktem wywiązywał się z nałożonego zadania. Przy okazji mocno objął Joannę w pasie, leżeli obok siebie w dwuznacznej pozie. W głowie zaświtała myśl, że dąży do kompromitacji niewiernej panny w oczach Krzysztofa. Odsunęła jednak te podejrzenia.

Ci małżonkowie przeżyli już swoje pięć minut szczęścia. Brak potomstwa zwiększa pustkę, a szukają niezbyt wykwintnych rozrywek aby przezwyciężyć monotonię. Roześmiana twarz i wyraz czułości denerwuje parę w kryzysie — gorzko pomyślała.

Na tę konkluzję naprowadziła ją rozmowa z koleżanką ze szkolnych lat, która złożyła jej gratulacje z powodu kwitnącej cery.

— Musisz być zakochana — rzekła z lekkim odcieniem zazdrości. — Promieniujesz dziwną tajemniczą aurą. Jest w tobie luz, który przyciąga męski wzrok — ciągnęła dalej dawna przyjaciółka.

Jako czytelniczka powieści Chaderlos de Laclos i markiza de Sade rozpoznawała różne strategie pseudo-miłosne, ale w teorii, w praktyce po raz pierwszy spotkała się z gierkami tego typu.

— W stosownym momencie na progu pojawi się Hela i odkryje moją półnagą postać na łóżku występnego męża. Pstryknie kilka zdjęć z cyckami na wierzchu. Niektórzy lubią takie prowokacje, na przykład, zblazowani kochankowie, którzy potrzebują specjalnych podniet w unormowanym życiu bez grama fantazji. Heniu, ten manewr skazany jest na niepowodzenie — snuła rozbrykane myśli Joanna.

Zręcznym ruchem uwolniła się od natarczywych gestów. Haftki przy biustonoszu pozostały nietknięte pomimo usilnych starań ze strony mężczyzny.

— Twój związek z Krzyśkiem nie ma przyszłości. Nie stanął za tobą, gdy zaciągnąłem cię tutaj. Jedynym wyjściem jest rozstanie zanim nie będzie za późno. Odmienne charaktery przerwą sielankę.

Zdesperowana Joanna straciła cierpliwość. Każde słowo raniło dogłębnie jej serce. Psychika nie wytrzymywała rosnącego napięcia. Rosła złość na Krzyśka i jego spokojne zachowanie. Wykrzyknęła, że zostawiła chusteczki do nosa i uciekła.

Za wszelką cenę chciała wyjść na świeże powietrze i uwolnić się od krępującego towarzystwa.

W salonie naumyślnie przewróciła filiżankę z kawą. Wzorowa gospodyni udała się szybko do kuchni po ściereczkę, a Henryk zajął gościa rozmową o planach budowy domku na działce. Zaprowadził do pracowni, aby pokazać szkic nowej posiadłości. Dziewczyna rozgoryczona obojętnością partnera pozostała sama w pokoju.

Zerwała się z fotela, w przedpokoju włożyła palto i po angielsku wymknęła na klatkę schodową. Nie czekała długo na windę. Zarzuciła szalik i wybiegła na dwór. Chłodne powietrze dodało otuchy. Biegła na przód bez celu.

Na głównej alei przystanął autobus, wskoczyła do środka w ostatniej chwili. Padła na siedzenie, z trudnością łapiąc oddech. Droga powrotna nie sprawiała trudności. Na Dworcu Centralnym przesiadła się natychmiast w nocną linię, a potem wolnym krokiem zmierzała ku domowi.

Zatrzymał ją krzyk. Właśnie z taksówki wysiadał Krzysztof. Wymachiwał podniesionymi rękoma.

— Postradałaś zmysły. Martwiłem się. Facet na przystanku, powiedział, że biegłaś jak prawdziwy sprinter. Uciekałaś jak ranne zwierzę, które szuka ratunku. Grozi mi stan przedzawałowy. Powiedz cokolwiek!

— Uwierały nowe buty, doskwierało zmęczenie, brak szacunku i twoja obojętność. Wystarczy?

Pocałunki przywróciły równowagę Joannie. Złość minęła, kiedy gorące wargi dotknęły policzka.

— Nigdy mnie nie prowadź do państwa Ha i Ha. Przychodzi mi na myśl jedno porównanie na określenie tego przyjęcia. Zaściankowa szlachcianka w magnackiej siedzibie oddana igraszkom znamienitego pana na włościach.

— Nie żartuj. Czeka nas wspólna wyprawa na tor lodowy.

— Życzę miłej jazdy bez upadków! Jutro babcia kończy dziewięćdziesiąt lat i jadę na urodzinowe przyjęcie. Takie uroczystości nie zdarzają się często. Bywaj zdrów!

 

Bożena Joanna

Wrzesień 2021

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • pasja 2 miesiące temu
    Bardzo rozbiegane opowiadanko, ale ile w nim się dzieje. Stan wojenny i w jakimś stopniu normalność życia. Musieliśmy sobie radzić na miarę naszych możliwości. Jednym się żyło lepiej, innym gorzej. Jedni się bogacili, inni ubożeli. Pomiędzy tym wszystkim, zamieściłaś pewne wartości, których nawet stan wojenny nie powinien był zakłócić. Przyzwoitość.

    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Na tym przyjęciu jakby rozdano role. Małżeństwo z długim stażem szuka rozrywek i pragnie imponować. Rozmowa o Hiszpanii jest nie na rękę gospodarzowi, gdyż Joanna również ma wiele do powiedzenia na ten temat. To przyjęcie ją męczy, więc toczy wewnętrzny monolog, stąd narracja o chaotycznym przebiegu.
    Dziewczyna pojmuje, że miała stać się tylko zabawką w rękach obu przyjaciół. Ucieka przytłoczona bagażem nowych doświadczeń.
    Próbowałam wyjaśnić, skąd tyle nieładu w treści opowiadania, trochę zamierzonego.

    Dziękuję za przeczytanie tego tekstu, może nieco trudnego do odbioru i właściwą konkluzję.

    Serdecznie pozdrawiam!
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Skromna wystrój pokoju
    Skromny
    niewiernej panny oczach Krzysztofa
    w oczach
    zajął rozmową gościa o planach
    zajął gościa rozmową
    Rozgoryczona dziewczyna obojętnością partnera
    Znów szyk
    zarzuciła palto i po angielsku wymknęła na klatkę schodową. Nie czekała długo na windę. Zarzuciła
    2 x zarzucić

    Mam wrażenie, ze trochę chaotyczne. Gubiłem się miejscami, kto z kim i gdzie aktualnie przebywa.
    Ale ogólnie niezłe, ludzie się naczytali literatury i próbowali odtworzyć te scenki w życiu. Nie wyszło. Za duże były różnice w sposobie postrzegania świata. Skądś to znam – inaczej patrzył na wszystko ten kolega, który zwiedził zakazany zachód z ojcem prezesem firmy polonijnej i inaczej ten, który pojechał na jednodniową zagraniczną wycieczkę do czechosłowackiej Ostrawy. A już zupełnie inaczej ten, który był tylko i aż u babci na wsi. Te światy małych dzieci potrafiły się tak odgrodzić, że nie było o czym gadać. I widać z dorosłymi było dokładnie tak samo.
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Dziękuję, że wychwyciłeś niedoróbki w tekście. Gdy wstawiam poprawki, zawsze coś pokręcę.
    Do opowiadania wkradł się chaos, gdyż atmosfera przyjęcia dla Joanny jest zbyt cięż ka i wkracza we własny świat aby odgrodzić się od otoczenia, stąd przeskoki w czasie.
    Świetnie pojęłeś różnice, jakie dzielą świat Joanny od państwa Ha i Ha.

    Serdecznie pozdrawiam!
  • .Ostwind. 2 miesiące temu
    opowiadnie rozbiegane miałam czasem problem żeby pojąć kto gdzie jest ale jednak miło się czytało szczególnie że wojna to jeden z moich ulubionych tematów :) daje zasłużoną czwóreczkę :)
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    To prawda, jestem chaotyczna, ale pragnęłam oddać sytuację, gdy bohaterka czuje się obco i styka się z dziwnym światem ludzi poszukujących wymyślnych rozrywek i pragnącym imponować za wszelką cenę.

    Dziękuję za przeczytanie i ocenę!

    Pozdrowienia!
  • .Ostwind. 2 miesiące temu
    Bożena Joanna I tak oddanie sytuacji wyszlo Ci świetnie!
  • MarBe 2 miesiące temu
    Ciekawe i nastrojowe opowiadanie, które nawiązuje do minionych lat.
    Wkradła się literówka "między dwa ulicami"
    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Dziękuję za przeczytanie opowiadanka o dawnych latach, poprawiłam literówki dzięki Tobie.
    Serdecznie pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania