Władca świata

Gdyby kosmita wylądował na Ziemi i przyjrzał się naszemu gatunkowi, z pewnością doszedłby do wniosku, że opętała nas bardzo dziwna magia. Zobaczyłby miliardy ludzi, którzy codziennie rano wstają, wsiadają w zatłoczone autobusy lub stają w korkach, by przez osiem godzin wyklepywać coś w komputerach, nosić ciężkie paczki albo sprzedawać bułki. A wszystko po to, by na koniec miesiąca dostać w zamian parę zielonych lub niebieskich papierków albo co jeszcze dziwniejsze, zmianę cyferek na ekranie telefonu.

Pieniądze to prawdopodobnie najbardziej udany wymysł w historii ludzkości. Przed ich wynalezieniem świat był boleśnie prosty i pragmatyczny. Jeśli miałeś krowę, a potrzebowałeś herbaty, musiałeś znaleźć kogoś, kto miał hektary herbaty i akurat marzył o krowie. Pieniądz rozwiązał ten problem genialnie, stając się uniwersalnym tłumaczem ludzkich pragnień. Nagle krowę dało się zamienić na cyfry, a cyfry na cokolwiek, od biltongu z Afryki po bilet do kina. Problem w tym, że środek do celu dość szybko postanowił zostać celem samym w sobie.

Pieniądze mają niezwykłą, niemal hipnotyzującą właściwość, rzadko kiedy dają nam poczucie, że mamy ich już dokładnie tyle, ile trzeba. Działają jak słona woda, im więcej jej pijesz, tym bardziej chce ci się pić. Kiedy zarabiasz najniższą krajową, marzysz o kwocie, która pozwoli ci nie przeliczać w sklepie każdej kajzerki. Kiedy zaczynasz zarabiać pięciocyfrowe sumy, nagle okazuje się, że absolutnie niezbędne do życia stają się wakacje na drugim końcu świata, buty z konkretnym logo i auto, które pali tyle, co małe miasteczko.

Trzeba im jednak oddać sprawiedliwość, hipokryzją byłoby twierdzenie, że pieniądze szczęścia nie dają. Dają, i to całkiem sporo, tylko w bardzo konkretnej walucie. Pieniądze kupują wolność, czas i święty spokój. Kupują brak paraliżującego strachu, gdy w aucie zapali się kontrolka silnika, oraz możliwość powiedzenia szefowi „do widzenia”, gdy praca zaczyna przypominać koszmar.

Prawdziwa pułapka polega na pomyleniu ceny z wartością. Pieniądze potrafią kupić najwygodniejsze łóżko, ale nie kupią głębokiego snu. Kupią najdroższy aparat cyfrowy, ale nie kupią oka do wyłapywania pięknych chwil. Kupią wreszcie kolację w trzygwiazdkowej restauracji, ale nie zapewnią kogoś, z kim ta kolacja będzie naprawdę smakować.

Pieniądze są świetnym służącym, lecz fatalnym panem. Dopóki to my trzymamy portfel, wszystko jest w najlepszym porządku. Gorzej, gdy to portfel zaczyna dyktować nam, kim mamy być, z kim się zadawać i ile jest wart nasz własny czas.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania