Władcy własnego buractwa
-Poproszę coś dla żony, żeby pisiorek mi stał.
Popatrzyłam prosto w oczy trzydziestoletniemu mężczyźnie. W jego spojrzeniu nie było ani grama wstydu, tylko ta specyficzna, parszywa pewność siebie faceta, który uważa, że kupuje się nie tylko towar, ale i godność człowieka po drugiej stronie .
Odwróciłam się na pięcie. Moje kroki bębniły głucho o kafelki, gdy szłam do szuflady przy oknie, na samym końcu długiego regału. Podążał za mną. Szedł środkiem ekspedycji, wolno, jak pan i władca, który pilnuje swojej własności.
Uklękłam.Otworzyłam głęboką szufladę, w której krył się nasz przepastny asortyment na męskie słabości.
– Które pan wybiera? – zapytałam, wodząc wzrokiem po kolorowych kartonikach.
– Te złoto-czarne, max – zadecydował .
Złapałam opakowanie i zaczęłam się podnosić. Gdy prostowałam kolana do pionu, dodał z uśmiechem.
– A teraz wytłumaczy mi pani, jak to działa.
Poczułam, jak wzbiera we mnie fala zimnego oporu. Spojrzałam mężowi tej rzekomej żony prosto w oczy.
– Chyba nie dam rady – odpowiedziałam krótko, chłodno, głosem, który nie znosił sprzeciwu.
– Musi pani! – żachnął się, a na jego twarzy pojawił się grymas irytacji. – Na pewno zwiększy się ciśnienie krwi.
„Koniec głupiej rozmowy” – pomyślałam
Kolejny, który rozum z półki chciał kupić, zapominając, że takich deficytów nie uzupełnia żaden konsupcjonizm.
Ale tamten dzień miał dla mnie więcej niespodzianek.
Niedługo później w progu stanął drugi. Ten był starszy ciutkę, ważniejszy, a przynajmniej za takiego się uważał. Redaktor naczelny lokalnej gazetki. Człowiek, który na co dzień żonglował słowami o moralności, a w rzeczywistości nosił w sobie czysty jad.
Wymierzył we mnie swój gruby palec wskazujący, jakby celował z pistoletu.
– Masz mi służyć! Służyć, słyszysz?! Bo to twój obowiązek! – wrzasnął, aż echo odbiło się od szyb.
„50 twarzy Greya chyba się chłop naczytał” – przeleciało mi błyskawicznie przez moją blond główkę.
Miałam ochotę się roześmiać, ale sytuacja była zbyt niesmaczna. Zamiast tego wyprostowałam się, zamroziłam spojrzenie i rzuciłam krótko, jak cięcie nożem:
– Stop. Koniec.
Wtedy puściły mu hamulce. Zaczął wrzeszczeć, że już tu nie pracuję, że ma wpływy, że napisze na mnie taką skargę, że się nie pozbieram. Dosłownie piana leciała mu z ust.
W tym całym amoku, rzucając jadem na prawo i lewo, wykrzyczał nagle, że jego żona jest w ciąży i trzeba mu wybaczyć.
Boże pomyślałam wtedy o tej jego ciężarnej kobiecie i zrobiło mi się jej po ludzku żal.
Co to za facet? Kim trzeba być, żeby tak traktować ludzi?
Gdy wieczorem usiadłam przed ekranem telefonu, uderzyło mnie, jak idealnie ten realny świat rymuje się z wirtualnym.
**Wirtualandia.**
Ten sam ściek. Męskie osobniki, które w komentarzach i wiadomościach potrafią pisać ciziom wyłącznie o cyckach. Łapy pod spódnicę wciskane wirtualnie i realnie, ustawianie się za dolarówki, ocenianie, szufladkowanie.
Dla nich kobieta to nie człowiek. To macica, wspomniane cycki, a jak ma własne zdanie – to analfabetka albo chimera, która leci po bandzie.
Siedziałam w ciszy, patrząc na gasnący ekran.
Rozumu nie kupuje się w sklepie z półki. Godności nie znajduje się przypadkiem w sałacie. A ta cała współczesna wolność i internetowa odwaga to jak tania konopia – faktycznie wali niektórym do łba po jednym szybkim szocie.
Autentycznie wstydziłam się za ten potwornie słaby poziom kultury. Za tych wszystkich ludzi, którzy wielkimi słowami, rymami, sylabami próbują udawać kogoś ważnego, a w rzeczywistości ich ego ciśnie wyżej, niż ich własne cztery litery potrafią udźwignąć.
Polak potrafi w kropli wody drugiego utopić.
I tylko chwała Bogu, że nie wszyscy tacy są!
Ale to dziadostwo, które szerzy się po obu stronach ekranów – to plaga ,autentyczna masakra. Współczesna, niszcząca zaraza, przed którą trzeba po prostu zatrzaskiwać drzwi swojego umysłu.
** Koniec**
Komentarze (13)
Ja to se raz, w niedzielę, w żabce stoję, w kolejce, bo niedziela to trzeba się gdzieś furakiem przejechać, w sumie te same trasy, te same rejony, ale jak 6 dni w tygodniu łeb pracuje i człowiek działa, to trza się dychnąć na wyjebce chociaż dzionek. No to wchodze z ziomkiem do sklepu, biorę energolka, bo dobrze wlatuje do papierosa i idę w stronę kasy. Przede mną jakiś typo, coś tam zaczął sapać, że czemu mu ekspedient zakupów nie pakuje, że co to za zachowanie, że jak tak można. To mówię do typa, że co się spina, że przecież to nie jest obowiązek kasjera i ogólnie to oczekuje kultury, której nie umie zachować. A on podkurwiony, do mnie, że jakby ten kasjer szybko pakował, to ja bym tyle w kolejce nie czekał. to ja mówię do typa, że jakby tyle nie pierdolił, tylko wziął się za swoje zakupy, to bym faktycznie nie musiał czekać. Oczywiście jak już się odwrócił plecami do wyjścia, to musiał rzucić tekstem przed siebie w stylu "frajer". To ja sobie myślę, a pójdę tej kurwie wyjebać. Ale potem myślę, a dobra, znowu będzie jakiś przypał, a już po tylu przypałach, to ja nie szczęście mam chyba w credo, także tylko zrobiłem zakupy i wyszedłem. Potem mi kumpel mi mówił, że dobrze zrobiłem, ale nie byłem pewien, po prostu lubię się przyjebać do kogoś, kto się sam wypierdala, nie dlatego, że jakiś tam kulturalny, czy wrażliwy społecznie, czy dobry jestem. Po prostu mogę i lubię stres, adrenalinę i spiny.
Uszy mi więdną jak Cię czytam ...wcale nie dziwię się babom ,że głowa może w mig boleć 😂
ale sigma z ciebie, mega mi zaimponowałeś.
NinjaC gdzie teraz jest klucz do piwnicy ?
Lumi, gadaj wprost
NinjaC eś do kogo to było?
NinjaC nie potrafisz kojarzyć?😂
Lumi, do ciebie. sory, nie mam ochoty dziś na poetyckie przepychanki
potrafię ale nie dziś :/
NinjaC masz największe szczęście w domu ❤️ciesz się ☀️
hiena to kozak co? ale załatwił tego typa xd
NinjaC wiesz jak doogo nie wiedziałam co to XD 🤣
no mam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania