Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Własność
Gwiazdy z poprzedniej nocy, wciąż mieniły się jasno, jakby dopiero co polał krew drugiego człowieka. Jednak jego koszmar dobiegał końca, a przez ciężkie powieki próbowały przecisnąć się pierwsze promienie słońca. Huczało mu w głowie od porywów wiatru, a gdzieś niedaleko słyszał trzask palącego się drewna.
Przebudził się dopiero, gdy coś gwałtownie przygniotło go do ziemi. Otworzył oczy i zamarł. Palce żądnej kobiety zacisnęły się na jego szyi. Jej rude włosy falowały na wietrze, a sylwetka rozmywała się w oślepiającym świetle słońca. Był świadomy, że jest zbyt słaby, by stawiać opór.
Biodra nieznajomej poruszały się nad nim z chłodną pewnością, jakby chciała zaznaczyć jedno: to, że należy wyłącznie do niej. Jak drapieżnik bawiła się swoją ofiarą. Posuwała się dalej – bez poczucia wstydu.
Widział, jak obraz się podwaja. Czuł jak osłabione kończyny opadają za każdym razem, gdy starał się podnieść. Łapczywie próbował złapać oddech, który mu go odbierała. Jak jej paznokcie wbijają się w skórę i nie chcą puścić.
– Zimno mi – wyszeptała. – Pozwól, że się ogrzeję.
Przylgnęła do niego, ignorując jego przestrzeń, jego słabość. Czuł jak jej ciepły oddech głaszcze go po twarzy. Jak niebezpieczna bliskość mrozi go od środka.
– Dużo o tobie słyszałam – dodała z chłodem w głosie, choć przenikał przez niego dziwny cień ekscytacji.
W jej sercu rozpalał się żar. Silne łaknienie, które skrawek po skrawku pochłaniało całą racjonalność i przyćmiewało ostatnie cechy definiujące człowieczeństwo.
– Podobno podarowałeś siebie pewnej klątwie, a więc stałeś się przedmiotem. Czymś, co musi mieć właściciela.
Gdy wreszcie pozwoliła mu nabrać powietrza, jej dłoń zsunęła się w dół, rysując na torsie kaniony – aż dotarła do słabego punktu. Poczuł jak dreszcze przebiegły po jego ciele. Jak w jego żyłach wzrasta ciśnienie.
Ociężale uniósł głowę do góry. Bandaże oplatały jego uda, a gdzieś kątem oka, rozlewała się smuga karmazynu, która wsiąkała w śnieg. Był ranny i stracił dużo krwi. Nieznajoma mu pomogła. Uratowała od pewnej śmierci na zimnej pustyni i czekała na sowitą zapłatę.
– Kim jesteś? – wychrypiał.
Zbyła jego pytanie. Jednym ruchem rozpięła swój futrzany płaszcz, otwierając wrota do prawdy. Był to obraz, który natura stworzyła. Bez żadnych filtrów i cienia fałszu.
– Wiesz co łączy przeklętych i Dzieci Supernowej?
Panicznie próbował się wyrwać. Jej piersi zbliżały się do jego twarzy. Czuł jak sutki muskają jego wargi. Kobieta chwyciła go za brodę i nie zamierzała już puścić.
– Co się stanie, gdy połączą swój materiał genetyczny?
Wypowiedziała te słowa i wtedy wszystko zmieniło się w nim na zawsze. Pozostała tylko cisza – więzi pana i niewolnika.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania