Wór z obrusami

Przyniosłem do domu stolik. Dwie nogi przywiązał, pewnie poprzedni właściciel, do pobliskiego drzewa. Dziwny to zabieg, bo jest to jedyne w okolicy drzewo. Pędzę wyjaśnić, iż przez okolicę rozumiem uliczkę, przy której mieszkam, trzy kolejne uliczki w prawo i cztery w lewo. Jeśli kogoś ciekawi, jak szeroko od siebie są rozstawione uliczki, to szerokość wynosi najczęściej dwa podwórka, czyli układ mniej więcej taki: uliczka, podwórko z domem, ogrodzenie, podwórko z domem, ogrodzenie, uliczka.

 

Stąd moje zaskoczenie, iż ktoś zdecydował, że stół najlepiej przywiązać będzie do drzewa w mojej okolicy. Z drugiej strony, jak o tym myślę, może był to zabieg celowy. Może komuś szkoda było zostawić w odległej, leśnej krainie kawałek ciosanego, rzeźbionego, bejcowanego i solidnego drewna, dlatego stwierdził, iż tutejsze drzewo to miejsce doskonałe. Ktoś przecież ten stół przygarnie.

 

Nie był to stół zbyt głodny, gdy przyniosłem go na chatę. Zjadł raptem jeden obrus, a właściwie obgryzł dokładnie koronkowe zdobienia, jednolity materiał zostawił na podłodze. Nigdy nie miałem stołu, a obrusy znalazłem nie dalej, jak wczoraj. Jakieś to dziwne zrządzenie losu, że właśnie wczoraj, zupełnie przypadkiem, cały worek, pełen obrusów, leżał pod moim domem. Jakby ktoś wiedział. Jakby ktoś wiedział!

 

Wybiegłem szybko na zewnątrz. Obszedłem dom dookoła, ale nie znalazłem nikogo, kto by się czaił lub patrzyć w okna. Wróciłem szybko do środka, a tam stół już brykał po salonie. Rozwalił przy tym wszystkie doniczki. Tak wesoło machał nóżkami, że ciężko było powiedzieć: przestań. Coraz więcej ziemi na podłodze, coraz szybciej bryka, coraz bardziej połamane liście kwiatów - dopiero ten widok lekko mnie obrał na cel emocjonalnej eskapady. Poczułem lękliwość przed karą, którą wymierzą mi rodzice, gdy ujrzą, że oto wszystkie kwiatki leżą na podłodze. Szybko jednak odpędziłem strach. Rodzice nie wrócili od parunastu nocy i może nie wrócą już wcale. Jednak emocjonalna eskapada trwała dalej: poczułem smutek, bo były to kwiaty, które lubiłem. Było mi ich szkoda. Jednak odpędziłem od siebie także smutek. Przecież były to tylko kwiaty. Nawet, jeśli stół połamał ich liście, wciąż mają korzenie, które zasadzę pod płotem i wtedy urosną nowe liście, a po nich kwiaty. Zresztą, lepiej będzie im na dworze. Eskapada trwała dalej, bo następnie pojawiła się złość na stół, że tylko po tym, jak go przygarnąłem, zrobił nieporządek. A po złości pojawiła się znowu obawa, że poczuję, jak drętwieją mi ręce i jak bardzo szeroko otwieram oczy. Potem poczuję bardzo wyraźnie powieki i zadarte do góry brwi, a potem poczuję, że zagryzam wargę, a z wargi płynie cienka strużka krwi. Potem poczuję, że jest mi zimno w stopy, a gorąco w głowę i będę miał mokre plecy, a potem znowu mnie przewieje, a ja upadnę na podłogę i jak się obudzę, to w domu będzie jeszcze większy nieporządek.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • infelia godzinę temu

    Dziena hiena - "liście" x 2 w jednym zadaniu, ups.

  • infelia godzinę temu

    zdaniu

  • Dziena hiena godzinę temu

    infelia O, bystre oko, to prawda. Ale głównie dlatego, że narrator jest w określonym wieku, dlatego bardziej naturalne wydaje mi się w jego przypadku powtórzenie słowa, niż taki zapis zdania, gdzie nie byłoby powielenia lub zastosowanie synonimu. Tym bardziej, że to zapis raczej tego, co on sobie myśli, a myśląc, człowiek raczej nie przywiązuje uwagi do tego, że w jednym zdaniu dwa razy pada to samo słowo.

  • infelia godzinę temu

    A i "eskapad" wysypało się z wora...

  • Dziena hiena godzinę temu

    infelia, cóż, tutaj to mogę powiedzieć tyle, że w sumie nie wiem, co powiedzieć, bo z jednej strony eskapada to istotne słowo dla całej historii (spoiler alert) ale z drugiej strony, czy kilkukrotne powtórzenie eskapada trwała dalej jest potrzebne, to w sumie sam nie wiem.

  • infelia

    Dziena hiena - "emocjonalna eskapada" x 2, "eskapada" - napisz ten tekst po swojemu. Póki co, wygląda to na "dzieło" robota, bezmyślne dzieło... jak to u robota, a tobie nie chciało się nawet zredagować tych głupot przed wklejeniem.

  • Dziena hiena

    infelia w zaistniałej sytuacji, ale wyłącznie w kontekście tej sytuacji, z uwagi na zdrowy rozsądek, chwalebną część różańca i bezpańską parę pończoch, które lubię wąchać, jak siadam pod stołem, odpowiem, iż sytuacja,w której emocjonalne pobudki wyprzedzają rozsądek jest naprawdę zabawna, bo wtedy bipolar to nie jest schorzenie, to po prostu natura człowieka.

    Natomiast proszę być mi wdzięcznym, że w wielu sytuacjach wolę zachować resztki redaktorskiej ogłady, niż pisać tekst po swojemu, bo musiałbym napisać, że komuś chyba nie podeszła za bardzo moja krytyka i bardzo chciał się przyjebać, ale wybity z rytmu krytyka, którym jest pani polonistka z podstawówki z obsesją podkreślania powtórzeń w wypracowaniu ucznia, a po otrzymaniu argumentów, które częściowo obalają elementarną wiedzę szkolną na rzecz naturalności języka, a pozbawiony innych, merytorycznych argumentów, przyjebał się po prostu z głupa. Ja rozumiem, że bezradność intelektualna może być dotkliwym i trudnym emocjonalnie doświadczeniem, a złość i frustracja to mimowolny, ludzki odruch, aczkolwiek - trochę przypał. huehueuheueuheu

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania