Woźna
Szła powoli, ociężale. Białe klapki stukały przy każdym spotkaniu z podłogą wyłożoną brudno białymi płytkami. Od rana nic tylko sprzątanie, zmywanie podłóg, ścieranie kurzy, odklejanie zaschniętych gum z najróżniejszych miejsc. Szur, szur po podłodze. Z chęcią rzuciłaby to wszystko. Cały dzień na nogach a nikt tego i tak nie doceni. Ręką odgarnęła słomianą grzywkę z czoła, na którym zbierały się przezroczyste krople potu. Usiadła na wytartym krześle, kiedyś musiało mieć trawiasty kolor. Spoglądała przez okno w czerwonej framudze. Nie wiedziała czemu miały służyć te wszystkie kolorowe dodatki. Kilka lat temu miało to jakiś sens, kiedy przychodziły tylko najmłodsze dzieci. One podrosły i cukierkowy świat odchodził w niepamięć. Niebieskie ściany ze słonecznymi dodatkami przestały rozświetlać pochmurne dni. Spojrzała na dłonie oparte na kolanach. Szare jak dzisiejszy świat za oknem. Szare jak całe jej życie.
Komentarze (8)
Witam nową osóbkę :)
Tekst naprawdę przejmujący i smutny.... Bardzo realistyczny :)
Zapraszam do mnie :)
Witam, witam :)
Dziękuję za komentarz.
Powinna rzucić tę robotę i pójść do fabryki na taśmę.
Wtedy pewnie mniej by narzekała.
Smutne, realistyczne, ale równocześnie mądre i skłaniające do refleksji, Pozdrawiam
Dziękuję :)
Skoro z chęcią by robotę rzuciła, ale nie rzuca, to znaczy że nie może. Skoro w ogóle podjęła tę pracę, a nie inną, bardziej ambitną i jej odpowiadającą, to znaczy, że nie mogła. Pytanie dlaczego? Odpowiedź na nie będzie wyjaśnieniem przyczyn szarego życia. Czego i w którym momencie zabrakło - wcale niekoniecznie z winy woźnej?
Ja już na jej miejscu zadawałbym sobie pytanie, czy da się jakoś tą szarą rzeczywistość pokolorować? A potem bym się skoerował do sklepu z farbami i wziął się za robotę. No ale różne są temperamenty.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania