wpizdu. preces.
mam pięty zajechane, zrogowacenia i krew odciskam ci na kafelki, mnie tu nie ma. a klęczę i próbuje zmyć ten syf,
mnie tu nie ma. a ty patrzysz i mówisz gdzie jeszcze, gdzieś jeszcze mnie tu nie ma. potem umyję dłonie
i się sparzę a potem ukoję i powiem ci coś po raz pierwszy, ty
nie usłyszysz, jakby mnie nie było. jestem
i piersi mam pełne słów mlecznych, gdziekolwiek, więc jak mamka karmię wszystko, więc jak mamka na wszystko
nie spojrzę. i ciebie widzę gdziekolwiek.
Komentarze (25)
Czuć obecność Boga, którego nie ma. A czy chcemy takiego Boga?
No właśnie.
To jak rozmowa z kimś bliskim, gdy jesteś na dnie, a on nie słucha.
Na swoje podobieństwo...
Dużo masz nawiązań. Smuci. Ale daje nadzieję.
Super 👌
Dziękuję.
To dla mnie ważny wiersz i w sumie uważam, że jeden z najlepszych... albo inaczej: jeden z takich, które mi się najbardziej podobają.
Fajnie, że zauważasz to co chciałam przekazać :)
Roma a, bo zgubiłem jedną rzecz:
Daje nadzieję bo w takich sytuacjach jest przebłysk... Że może warto wierzyć w siebie.
O to to.
JagVetInte dobrze, że sobie o niej przypomniałeś, bo to naprawdę ważna rzecz :)
Gwizdu, co ma do treści
Chyba ,że się to w głowie już nie mieści.
Więc tę ohydę należy wyrzucić
By pięknej głowy nie bałamucić.
Chciałabym do tego komentarza móc podejść rzeczowo, ale chyba nie umiem. Nie potrafię go przeczytać inaczej jak po prostu wyrażenie niechęci, nie widzę w nim nic merytorycznego i w sumie to spoko... masz do tego prawo.
Może jakiś inny tekst Ci kiedyś podejdzie, jakby co to zapraszam.
Wiersz jak pomieszczenie z za niskimi drzwiami. Wchodzi się i na starcie dostaje w głowę, a potem tylko boli bardziej. Przejmująca, gęsta modlitwa do nieobecności.
Pod adresata można podstawiać różnie (Boga, drugiego człowieka, jak i samego siebie), zapis jest uniwersalny i w każdej konfiguracji się sprawdza. Właśnie, zapis — szpilki się nie wciśnie, nie ma miejsca na oddech — to oddaje zmęczenie podmiotu lirycznego, ten jego afektywny potok słów, na które nie ma i nie będzie odpowiedzi.
Podobają mi się te przetykania cielesne, one wiążą podmiot liryczny z byciem (podczas gdy jednocześnie czuć bolesne niebycie...).
"pięty zajechane, zrogowacenia i krew"
"umyję dłonie
i się sparzę"
"piersi mam pełne słów mlecznych"
Jest ciało! Więc tym bardziej uderza brak — szeroko pojętej odpowiedzi.
Momentem, który po prostu mnie zachwycił jest fraza o piersiach pełnych słów mlecznych. Absolutnie genialne. I o ile cały wiersz jest bardzo bogaty znaczeniowo, to tu otwiera się nowa galaktyka. Świetne.
Wiersz zostawia mnie z poczuciem wysłuchania skargi, cierpienia podmiotu lirycznego, który daje w życiu więcej niż dostaje, ten kontrast między tym co go spotyka (destrukcja ciała — krwawienie, parzenie) a tym co daje (karmi).
Świetny wiersz.
Miewam chwilę zwątpienia co do publikowania swoich wierszy, ale takie komentarze jak Twój sprawiają, że jednak mi się chce. I to nie dlatego, że jest pozytywny, tylko dlatego, że jest wartościowy. Wchodzisz w tekst, znajdujesz dużo, potrafisz patrzeć ponad. Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję.
Roma
Miło mi bardzo, choć trochę to niestosowne stwierdzenie w kontekście aury wiersza...
Tjeri a niech będzie niestosownie, może. Raz jeszcze, dzięki.
Powiem krótko: wchodzi do środka i szybko nie wyjdzie.
Dziękuję, to że tak zadziałał jest dla mnie bardzo ważne.
Wiersz przypomniał mi jak kiedyś szorowałem posadzkę na budowie a to była już dwunasta godzina roboty i szef tylko stał i gadał z innym szefem a ja z kolega szorowaliśmy tę nieszczęsną posadzkę, która i tak następnego dnia prawdopodobnie znów będzie brudna...
Płaca też była dość nędzna. Pozdrowionka!
O. Jak już tak wspominamy:
"Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze... już do domu pojechałem."
XD
Pozdrawiam :)
Zawężenie tej -wszystkości- do jednego obiektu tak się kończy, i nie tylko w tej wspólnej , werbalnej, przestrzeni.
Można, P.A., każdą konfesyjną linijką się zachwycić, bo mega trafnie ujęłaś clou różnicujące zachowania pod. lir. i adresata, począwszy od kontrastu tytułu, ale... mam nadzieję, że wulgaryzm (część pierwsza) przekreśla modlitwy do nieczułego.
5!
Tak się.konczy i tak takie wiersze powstają.
Też mam taką nadzieję.
I dziękuję bardzo za, po raz kolejny, dogłębne wejście w tekst z otwartą głową. Cenię to bardzo :)
*się kończy
Świetny tekst. Gęsty i ciężki.
Dziękuję bardzo, trochę się obawiałam go wstawić.
przypomniałem sobie ten tekst w trakcie oglądanego filmiku o tym, co może zdziałać trzepnięcie kobiety z żółtego jesiennego liścia po pupie.
jest nadzieja w nas!
Myślę, że wiersz jest troszkę cięższy, ale cieszę się, że (jak czytam) pozytywnie na Ciebie wpłynął.
Czarna bielizna - tak, czarna rozpacz - nie.
Według Ciebie.
Dlaczego kobieta miałaby nie móc rozpaczać?Dlaczego miałaby nie móc wyrażać się w taki sposób jaki potrzebuje?
Ja jak chce to będę wulgarna, jak zechcę napisać o swojej kruchości to napiszę, a jak uznam, że pora na słodki wiersz o kochaniu to taki poczynię. Nie potrzebuję pozwolenia czytelników na to co we mnie - wystarczające jest dla mnie to na co pozwala mi poezja i to na co ja sobie w niej pozwalam.
Twoje zdanie szanuję.
Roma, szanuję każdą twoją publikację, wypowiedź.
Niektóre wiersze /w tym twoje/ są z gatunku tych, którym jeszcze nie uda się mnie rozjechać,
instynktownie jestem za życiem, w najczarniejszych myślach - za szukaniem jego jaśniejszych stron.
Jak pisał Louis Aragon ; " a róże wzdłuż całego szlaku wichrom zagłady zaprzeczały".
Grain rozumiem.
Ja też jestem za szukaniem tego światła gdy go brakuje, ale czasami jest jak jest. I o tym też można/trzeba pisać.
Piękny cytat, prawdziwy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania