To nie ja byłam Ewą

Jako dumna liderka rankingu najaktywniejszych użytkowników portalu Opowi.pl, siedziałam z palcami zawieszonymi nad klawiaturą, czując, jak ogarnia mnie czysty, nieskażony niczym literacki zachwyt.

Odpaliłam stronę główną i mało nie oplułam monitora resztkami zimnej kawy.

– Oho, na Opowi znowu stabilnie – mruknęłam pod nosem, wjeżdżając myszką w sekcję „Ostatnie komentarze”. To, co tam zastałam, nie było już zwykłą wymianą zdań. To była czysta, nieskrępowana poezja polskiego internetu.

Na pierwszym planie, w wątku o jakże niewinnym tytule „Może kto odgadnie czy to było, czy będzie się dopiero działo?”, trwała regularna wymiana ognia artyleryjskiego. Dobranocka właśnie ładowala kolejny pocisk:

„Wonzincelami ty mentalny kacapie, twój rudy kundel z kamratami żrą Putinowi z łapy aż miło!” – krzyczały litery na moim ekranie. Sekundę później poprawiła krótszym, acz równie treściwym: „Wonzincelami zrozumiałeś zakuty łbie?”.

– Piękne. Subtelne. Prawdziwy realizm magiczny – zaśmiałam się, poprawiając okulary. Wyobraziłam sobie tych dwoje siedzących w kapciach przed monitorami, z wypiekami na twarzy ratujących ojczyznę przed klawiaturę. Wonzincelami nie pozostawał dłużny, rzucając z gracją godną poety przełomu wieków: „Dobranocka oczywiście, że kupują, debilu. Nie wiedziałeś?”.

Prawdziwy tygiel kulturalny. Portal literacki, wolny od cenzury, gdzie zamiast o rymach rozmawia się o tym, kto komu i z czyjej łapy żre.

Zjechałam niżej, bo dramatów lokalnych było dziś więcej niż w niejednym odcinku telenoweli. Diabelskie Muskuły płakał rzewnymi łzami pod jakimś tekstem o wieży i Gorliwych: „Grafi mnie zablokowała ! Nie wytrzymuje presji haha :))”.

– No tak, Grafomanka nie patyczkuje się w tańcu – pomyślałam z rozbawieniem. Jeden klik i lecisz na czarną listę, bo wolność słowa na portalu kończy się tam, gdzie zaczyna się autorskie ego. A wszystko to przeplatane cytatami z Moliera o tym, że „wszystko, co nie jest prozą, jest wierszem”. No po prostu elita intelektualna narodu.

W tym całym cyrku czułam się jak ryba w wodzie. Ktoś pod tekstem o „świętej hienie” próbował analizować moje podejście do życia, na co rzuciłam prosto z mostu, bez owijania w bawełnę: „wqurw to wqrw”. Żadne tam egzystencjalne dylematy, po prostu czysta, luminiowa prawda ekranu. Moje komentarze stały się już na tyle kultowe, że niejaki Zdzisław B. cytował mnie w dyskusji o prawdzie w sieci, pisząc: „Lumi... więc niech każdy robi po swojemu. Ja – robię, jak uważam”.

I dokładnie tak było. Robiłam, jak uważałam. Wpisywałam te wszystkie biurowe dramaty, fascynującego Bossa, zapach drogich perfum, korporacyjne intrygi i wrzucałam to w ten wirtualny wentylator. A społeczność Opowi.pl łapała to, przeżuwała, kłóciła się, blokowała nawzajem i żądała więcej.

Nagle na korytarzu rozległ się ciężki krok. Zamknęłam kartę przeglądarki z prędkością światła, wrzucając na ekran pusty arkusz Excela. Starszy przeszedł obok mojego pokoju, rzucając ,,weź się do roboty,,. Przez chwilę zapomniałam o Marabucie i jego czekoladowym wierszu i Jagowej lucernie.

Gdy tylko wyszedł wśród śmiechu naszego, znowu otworzyłam Opowi.pl. Moje opowiadanie „Tête-à-tête” miało już kolejny komentarz. Uśmiechnęłam się szeroko. Weekend oficjalnie się zaczął, a polska literatura amatorska właśnie zyskała kolejny powód do nieprzespanej nocy. Śmieszą Mnie osobiście najbardziej te opowiadania mystery,czytam i za cholere nie wiem czego mam się bać pisażu_grozy. Najlepsza jest w tym wszystkim puenta bo jej po prostu nie ma !

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Marabut 5 godz. temu

    Oho Oho I like it......

  • Lumi 4 godz. temu

    Raczej Ho Ho hooo, wiesz co tu się będzie działo do Świętego Mikołaja 🤣😂😂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania