wracanie do domu czasem
nawalony w trzy dupy
nie mogę trafić
wyglądam światła
od idących przez las
spoza mojej wyobraźni
gnijących w rajtarskich butach
skórzanych kaftanach i pludrach
wśród wilków dzików robactwa
w rozwidleniu konarów
wczepieni na przerwę snu
w woli dojścia
do znanego świata
dotrwać do świtu brzasku światła
prowadzą otoczeni nocą
samotni zagubieni
w tym samym obojętnym
zielonym blasku próchna
rozśpiewana dyszkantami
harcerska drużyna
światłem ognisk huby i krzesiwa
zostawieni na czas zwątpienia
niepewności czy trafię
samotny jak palec
czy jak tam
sztywny jak szpadel
niewzruszona anzelma zasada
giętki jak błażeja trzcina
kogo poza
wspomnieniem lasu obchodzi
poza mną i którzy przeszli tędy
idący obok
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania