Wróciłem z życia na chwilę
Wróciłem z życia na chwilę.
Powiedziała: „Witaj”, przytuliła, jak to matka, a potem dała mi kibel i powiedziała: „Wynieś”. Ten sam, zielony, pęknięty, jak kiedyś.
Więc zszedłem w smród wnętrzności śmietników, w psie fekalia na łysinach trawników, w woń spalonego tłuszczu i obszczanej bramy.
Jakiś brudny kundel podniósł nogę przy słupku trzepaka.
Słońce zachodziło, w oczodołach okien obdrapanych z tynku kamienic.
Usiadłem na starej popękanej desce. Przyzwyczajenie tu już nie mieszka, ale serce przebite strzałą ciągle tu jest.
Kurwa, to ja. Znowu tutaj. Nie ten sam, a jednak.
Aha, jeszcze muszę wysypać ten kibel.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania