Wrzosowiska
Zrzucił z siebie przemoczone łachmany i powolnym krokiem skierował się w stronę swego legowiska. Kilka grubszych gałęzi i podziurawiona plandeka w wyblakłym kolorze martwego nieba prawie takim samym jak jego skóra wystarczyły, aby mógł zbudować schronienie na najcięższe zimowe dni. Jego największym skarbem było przeszło dwudziestoletnie radio stojące na płaskim kamieniu obok dziurawego kubka i małego garnka do połowy pokrytego rdzą. Włączał je jedynie na południe. Odsłuchiwał najważniejsze informacje i pogodę, po czym wstawał i próbował znaleźć sobie jakieś zajęcie. Tej nocy pogoda pogorszyła nagle i niespodziewanie. Silne podmuchy wiatru kołysały niestabilnym szkieletem szałasu, podrywając jednocześnie jego pokrycie.
Mężczyzna z trudem powstrzymywał je od całkowitego zniszczenia jego domu. Około godziny pierwszej zmorzył go sen. Padł na stertę szmat służącą mu za materac. Kubek z zimną wodą, którą zwykł popijać kilka razy w ciągu nocy, stał napełniony i nietknięty tuż przy wejściu. Ocknął się tuż nad ranem. Zewsząd panująca ciemność jedynie zachęcała go, aby wyszedł na zewnątrz. Było bardzo cicho. Leśna zwierzyna, która zazwyczaj przechadzała się po okolicznych wrzosowiskach, nie dawała o sobie znać. Stary i porozdzierany w kilku miejscach płaszcz leżał teraz kilka metrów dalej. Macając zimne podłoże, po kilku minutach natrafił na niego.
Był z lekka wilgotny. Założył go i skierował się w stronę, którą uważał za zachód. W gęstym mroku doskonale odnajdywał najdrobniejsze przeszkody i omijał je, nucąc znane z dzieciństwa melodie. Tylko one zapadły mu w pamięć tak dobrze, aby teraz kiedy tylko chce, mógł po nie sięgać. Wszelkie obrazy stały się tylko rozmazanymi plamami albo zlepkiem różnych wspomnień. Szedł już dobrych kilkanaście minut. Usłyszał pierwszy dźwięk, który nie pochodził od niego. Nasłuchiwał. Odgłos był coraz wyraźniejszy. Do niego dołączył kolejny tym razem cichszy i subtelniejszy. Dochodził z góry. Zidentyfikował go jako odgłos skrzydeł. Stanął w bezruchu.
- On tam jest — usłyszał ochrypły i bolący w uszach głos. -
- Masz rację. To jakiś starzec.
Mężczyzna odruchowo cofnął się o kilka kroków.
- Kto tam jest?
- O to samo mogę spytać cię. Chodzenie po tych wrzosowiskach o tej porze to wyrok. Tylko głupcy zapuszczają się na zachodnie wrzosowiska.
- Mieszkacie tu?
- Tak, ale ty jesteś intruzem. Twój dom stoi na ziemi zakazanej wam.
- Kim ty jesteś? Mieszkam tu tyle lat i nikomu to nie przeszkadzało.
- Tylko ty tak sądziłeś. Ale teraz to nie ma większego znaczenia. Słońce jeszcze nie wzeszło. Chodź z nami, zaprowadzimy cię do nowego schronienia.
- Jaką mam pewność, że to nie pułapka. Dobrze mi tu gdzie jestem.
- Zaufaj nam i chodź.
Jego myśli jeszcze długo błądziły z tajemniczymi głosami, których nie rozumiał. Ta noc była jego ostatnią. Zmarznięte ciało znaleziono w południe dwa dni po śmierci. Wtedy nadal spacerował po wrzosowiskach.
Komentarze (5)
Nie bardzo kumam zakończenie:
"Zmarznięte ciało znaleziono w południe dwa dni po śmierci. Wtedy nadal spacerował po wrzosowiskach."
Pierwsze zdanie rozumiem, ale drugie ...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania