Wściekły tłum

Znalazłem się w samy centrum miasta. Nie wiedziałem co prawda, jakie to miasto mimo to zacząłem zwiedzać. Szedłem główną ulicą rynku, kiedy nagle podbiegł do mnie mały chłopiec. Miał sześć może siedem lat. Był cały posiniaczony i poobijany. Próbowałem go uspokoić, ale on tylko płakał i wskazywał na coś za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem rozwścieczony tłum ludzi szarżujących w naszym kierunku. Szybko wziąłem chłopca na ręce i najszybciej jak mogłem, zacząłem uciekać. Szukałem jakiegoś chronienia, ale nigdzie nie mogłem znaleźć drzwi. Wszystkie sklepy i budynki wyglądały normalnie, ale żadne nie miały wejścia. Powoli brakowało mi sił, a wściekły tłum był coraz bliżej. W końcu musiałem się zatrzymać. Chłopiec płakał i prosił byśmy uciekali dalej, ale ja wiedziałem, że nie mam siły i że nie zajdę nawet metra. Po prostu usiadłem na ulicy i czekałem aż zostanę staranowany przez chordę psycholi. Nagle chłopiec upadł. Myślałem, że ze strachu po prostu zemdlał i wtedy zobaczyłem w jego plecach dwa noże. Mały jeszcze już nie płakał, był spokojny spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Tłum był już bardzo blisko. Podniosłem się i zacząłem biec dalej. Nie chciałem zostawiać tam ciała chłopca, ale wiedziałem, że i tak mu nie pomogę. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, jak zostaje zmiażdżone przez setki stóp. Przed sobą zobaczyłem, że ulica się rozgałęzia na dwie bardzo wąskie, przez które na raz zmieszczą się może dwie osoby. Szybko wbiegłem w jedną z nich, ale tłum wcale nie zwalniał. W uliczce zwolniłem, bo myślałem, że te psychole se tu nie zmieszczą, ale bardzo się myliłem. Z wielkiej i szerokiej chordy stworzył się długi wąż ludzi i w ten sposób bez problemu przedarli się przez ciasną uliczkę. Znowu musiałem przyspieszyć, jednak nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Biegłem coraz wolniej. Wtedy przed sobą zobaczyłem drzwi. Szarpałem za klamkę, ale ie. Mogłem ich otworzyć. Tłum był już blisko i nagle drzwi otworzyły się, a ja wpadłem do środka. Było tam bardzo jasno. W sumie oprócz bieli nie było tam nic. Zaciekawiło mnie czy tłum nadal jest po drugiej stronie drzwi. Nie pewnie otworzyłem je, ale nikogo tam nie było. Wtedy drzwi zniknęły, a ja poczułem, jak coś ciągnie mnie za bluzkę z tyłu. To był ten mały chłopiec. Wyglądał na bardzo radosnego. Chciałem z nim porozmawiać, ale on powiedział, że jeszcze za wcześnie i odszedł, znikając w smudze jasnego światła. A gdy tylko zniknął, w jednej sekundzie znalazłem się w swoim łóżku.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania