Wspominając w Moskowien

Wspominając w Moskowien

Na krwawym płótnie

Ze wschodu gwiazda

Tam orzeł smutnie

Ma miejsce gniazda

Wyklętych rodów

Śmiertelny dar

Zabójstw autorów

Podstawa wiar

Dla sensu bycia

Ja zmienię cel

Dla mego życia

Jedyny chmiel

Plan Barbarossa położył kres komunistycznej utopii. Okupacja Moskwy w grudniu 1941 roku, a później Leningradu oraz Stalingradu, nazwy których odpowiednio zmieniono na Moskowien, Gitlerburg oraz Deutchburg, doprowadziło do upadku Czerwonej Armii. Brunatna dżuma wyparła czerwony terror, przejmując obowiązki ucisków ludności miejscowej. Tymczasem w sercach wielu mieszkańców podbitych terenów ogień nadziei na wolność rozpalał się coraz bardziej…

 

Opozycja

Seria szybkich ruchów długopisu pozostawia cienki ślad na papierze. «Moskowien, 1956. Zatrzymany - Paleszuk Jakub. Śledczy - Braun Adolf. Powód zatrzymania - przeciwdziałanie niemieckim władzom»

Adolf ziewa i przeciera rozdrażnione oczy, po czym spogląda ciężkim spojrzeniem na tak samo zmęczonego zatrzymanego. Jakub robi minę i z przesadnym akcentem mówi:

— Ich spreche deutsch nicht (nie rozmawiam po niemiecku)

— Żaden problem. Naród niemiecki jest znany z swojego rozumu, więc to nie stoi na przeszkodzie — Odpowiada Adolf, wracając do wypełniania dokumentów.

Jakub gwiżdże ze zdziwienia — przykro, że nie mam nic do powiedzenia.

— Masz, nie przejmuj się. Powód popełnienia przestępstwa? — Adolf przekierowuje spojrzenie z papierów na Jakuba.

— Lubię czasami rozwalić szwabską mordę — Jakub pozornie ziewa.

«Co powiesz mi na to, szwabie?»

Adolf celowo nie emocjonuje.

«Jaki odważny słowianin, nieźle»

— Czyli chcesz powiedzieć, że to nie jest pierwszy akt przemocy z twojej strony, którego powodem są twoje poglądy polityczne? — Adolf opiera się o krzesło.

Jakub wzrusza ramionami.

— Być może. Każdy okupant na tej ziemi zostanie wyrżnięty i ja z wielką przyjemnością przyspieszę to — Usta chłopaka rozciągają się w lekkim uśmiechu.

«I co mi powiesz teraz?»

Adolf spogląda prosto w oczy Jakuba i spokojnym głosem mówi:

— Myślisz, że jesteś zabawny? A może odważny? Nie wykluczam takiej opcji. Ale przede wszystkim jesteś idiotą. Zapracowałeś sobie na wykroczenie administracyjne, ale namówiłeś na więcej. Dziesięć lat w obozie poprawczym. — Tym razem ledwo zauważalny uśmiech pojawia się na twarzy oficera.

«Kolejna słowiańska świnia próbuje udowodnić mi że wcale nie jest gorsza. Przykro, że reszta nie chciała przyznać się od razu»

— A ty, kretynie, jeszcze nie kumasz? Wszędzie, gdzie się rozwiewa nazistowska flaga, pojawiają się te przeklęte obozy — obozy cierpień oraz bólu.

«Ciebie, naziolku, twój obóz jeszcze czeka»

— Do kogo jest skierowana twoja mowa? Czy ty nie rozumiesz, że sam podpisałeś sobie wyrok i zniszczyłeś życie?

— A więc życie? Nie ma żadnego życia. Tylko osobowość. Nic więcej, niż produkt działalności mego mózgu, niesamowite, co? Cóż to za różnica, czy moja osobowość będzie istnieć w mojej czaszce, czy w umysłach moich komunistycznych braci? Żadna. Ten sam rodzaj istnienia. Moje imię zapiszą w pamięci i wywyższą, a ciebie zapamiętają prostytutką Hitlera w piekle wspomnień. Mam nadzieję, że koncepcja ta nie jest zbyt skomplikowaną dla szwabskiego okupanta. Ach, przepraszam, dla przedstawiciela wielkiej narodowości germańskiej. — Twarz Jakuba przepełnia pycha oraz pogardliwy uśmiech.

«Ten komunista naprawdę jest takim idiotą czy tylko udaje?»

— Dla szwabskiego okupanta? Ciekawe. Swoją drogą, urodziłem się w Moskwie zanim zaczęła się wojna.

— A więc tak? — Jakub pluję na stół.

— Jakie ciekawe zachowanie. Nauczycielowi języka niemieckiego też złamałeś nosa za to że cię obraził?

Jakub zaciska szczękę — Dwa lata temu przez jego donos mój najlepszy przyjaciel został schwytany.

Tok myślenia w głowie Adolfa zaburza się.

— Wiesz, za co? Za to, że niby był komunistą. Albert Schmidt, czaisz? Niemiec z krwi i kości. Podobno spędzał ze mną za dużo czasu i przez to wzbudzał za dużo podejrzeń.

Przerażone spojrzenie Adolfa gubi się w przestrzeni.

«Albert… Jak on…»

Przez kilka następnych minut Adolf nie wypowiada żadnego słowa.

— W wywiadzie jest napisane, że masz tatuaż. Pokaż go — Pomijając poprzedni temat, oficer zwraca się do Jakuba niepewnym, drżącym głosem.

Jakub kładzie rękę na stół i podwija rękaw. Cztery skrzyżowane okręgi są wytatuowane na przedramieniu. Przepych na twarzy Jakuba staje się jeszcze bardziej zauważalny. Podbródek chłopaka lekko unosi się do góry.

Ze zdziwienia oczy Adolfa rozszerzają się — I co to znaczy?

— Nic nie znaczy. A co ma znaczyć, cholera jasna? Kiedy Gestapo schwytało Alberta i mnie, musieliśmy dwa tygodnie siedzieć w więzieniu śledczym i zrobiliśmy se na pamiątkę — Na kilka kolejnych sekund Jakub milknie — Tylko ja wróciłem, a on jako mnimy zdrajca narodu niemieckiego został tam na zawsze…

«Ty słowiańska świnio, śmiesz kłamać mi? Według dokumentów — przykładowy uczeń, po niemiecku rozmawia płynnie. Myślisz że uwierzę w te bzdury?»

Na chwile Adolf milknie, pogrążając się we własnych przemyślenia. Po czym wstaje, zamyka teczkę z dokumentami i znowu zwraca się do Jakuba — Na dzisiaj mamy koniec.

Oficer odkłada kolejny przeczytany wywiad, masuje czerwone oczy i robi krótką notatkę w notesie. Następnie opiera się plecami na krześle i oddaje się przemyśleniom — «Nic nie znaczy, jasne. Dobrze. Bardzo, bardzo dobrze»

 

Zwątpienia

 

«Od ilu lat nie czułem już ciepła tych ścian… Od piętnastu?» — Już którąś z rzędu godzinę siedzę tutaj, na ostatnim piętrze półzniszczonego budynku i wpatruje się w te gruzy i drzewa. Co roku drzewa stają się trochę wyższe, a gruzy ulegają większemu zniszczeniu, nic nowego.

W końcu odnajduje w sobie siłę, by podnieść się i wejść do jedynego ocalałego pokoju.

«Może dzisiaj zostanę tu na noc? Ponoć dzisiaj nie jest tak zimno, chociaż pewnie będzie padało…»

Podchodzę do okna i opieram się rękoma o coś, co kiedyś przypominało parapet.

«Ten sam widok, wszystko jest takie same i tak samo się zmienia»

Ręką sięgam pod parapet i ze szczeliny w ścianie wyciągam kopertę. Moje ręce zaczynają trząść się, z resztą tak samo jak zawsze, mimo że trzymam ją w ręku prawie co tydzień.

Otwieram kopertę i wyciągam kawałek gazety, zaczynam się przeglądać. Mimo że pamiętam każdy obrazek i słowo, powoli wczytuję się w każdą literę, niby liczę na to, że się pojawiło coś nowego:

«Tysiąc dziewięćset czterdziesty pierwszy rok, dwudziesty drugi czerwca, początek wojny. Wszyscy się bali, ale nie oni. Idioci, którymi byli moi rodzice oczywiście czekali na nadejście Wehrmachtu. Czekali nadejścia nazizmu i upadku komunizmu, a zamiast tego przyszła dyktatura Hitlera i jego towarzystwa idiotów»

Następnie wyciągam moje zdjęcie z Albertem z lat szkolnych:

«Czy twoje życie było warte tego? Czy już sama śmierć takiego talentu jak ty, była warta niemieckiej flagi w tym mieście? A ile Niemców zginęło podczas tego zwierzęcego szturmu oprócz ciebie? Tych walczących i tych żyjących tu. Po co? Dla ambicji żydo-fuhrera»

Zanim łzy zaczną lecieć z moich oczu, ja szybko odkładam wszystko na miejsce.

«Miałem racje» — Myśl nagle olśniewa mnie, gdy zauważam, że już od kilku sekund malutkie kropelki deszczu spadają na ziemię. Chociaż w tym momencie to mnie nie obchodzi, zastanawiam się nad kompletnie innymi rzeczami:

«Hans i Ewa» — Ja patrzę na dwa pochylone krzyże — «Nie wiedzieliście, czym to się skończy. Nie czekaliście na Niemcy, nie czekaliście na narodowy socjalizm. Czekaliście na Hitlera. Myśleliście że znaczenie ma człowiek, że Fuhrer jest najważniejszy, zapomnieliście o tym, że znaczenie ma tylko ojczyzna, a człowiek go nie posiada. Byliście fanatykami oddanymi jednostce, a nie państwu, zmieniliście moje imię, zniszczyliście Krystiana i stworzyliście Adolfa. Trumna - wasz zasłużony los» — Mimo moim staraniom moje oczy zaczynają się łzawić — «Stracilem wiele. Stoję przed wyborem. Tyle się szykowałem do tego… Czy to jest ten moment? Czy to jest znak? Tak? Tak»

Wstaję, pluję na ziemię, rzucam pełne nienawiści spojrzenie na stojący w centrum miasta pomnik Hitlera i kieruję się precz.

 

Zmiana

 

— Rozkaz jest jasny: członkowie tego ugrupowania muszą być przetransportowani do śledczego izolatora, tam się z nimi bawić nie będą, — Adolf kładzie na biurko dokument. — Wybór warunków przetransportowania Generał-gubernator powierzył mi.

German bierze dokument i wpatruje się w linijki drobnej czcionki:

— Tobie? Mi się jednak wydaje, że wybór on powierzył nam — Oficer spoglądają na Adolfa spojrzeniem pełnym pozornego niezrozumienia — Tak czy inaczej sprawa jest prosta: w tym miesiącu prawie nie dostaliśmy paliwa, podobno w Hitlerburg jest prowadzona operacja przeciwko partyzantom, więc nic dla ciebie nie mam.

— German, mówisz to na poważnie? — Adolf udaje zdziwienie — Możemy wybić dane o ugrupowaniu party…

— No to wybij je osobiście! — German przerywa Adolfa.

— To nie jest moim obowiązkiem, zresztą nie mam potrzebnych narzędzi.

— A po co ty tu jesteś? — German odszczekuje — Jeśli ty potrafisz tylko zadawać pytania zatrzymanym, to natychmiast po objęciu stanowiska generał-gubernatora, wywalę ciebie stąd.

«Natychmiast po objęciu stanowiska? Chyba jeśli je w ogóle obejmiesz…»

— Czy ty nie rozumiesz? — Adolf podnosi głos — Nie rozumiesz, że jeśli my nie będziemy trzymać podziemie pod kontrolą, to jego wzrastająca potę…

— Słowianie poddali się — German po raz kolejny przerywa Adolfa, wstaje i opiera się rękami o biurko — Spójrz na to miasto. Spójrz w oczy słowian. W oczy głodnych dzieci, umierających starców i beznadziejnej młodzieży. Myślisz, że zobaczysz tam chęć do wolności? To są tylko bezwolne robaki, zdegradowane poprzez wieki autorytaryzmu. Zresztą prowadzone tobą akcje przeciwpartyzanckie doprowadziły do tego, że ludność miejscowa postrzega podziemie jak bandytów.

— Bezwolne robaki? Owszem. Ale powiedz mi, czy nie te bezwolne robaki ściągają na siebie tyle naszych sił? — Adolf uszczypliwie uśmiecha się — Pomóż mi i my zniszczymy te robale. A co potem? Gubernator, metropolia, wszyscy będą nosić cię na rękach! Ile niemieckich przybyszy oraz żołnierzy możemy uratować? — Adolf wpatruje się prosto w oczy Germana.

Zwątpienia pokonują oficera. Mężczyzna podchodzi do okna, masuje brwi, bierze głęboki oddech i opuszcza gabinet.

Jak tylko kroki Germana milkną, Adolf rzuca się do biurka i zaczyna sprawdzać szuflady. Po dwóch minutach w rękach oficera odnajduje się pieczątka. Adolf wyciąga kolejny dokument z kieszeni, stawia pieczątkę na dokumencie i odkłada wszystko na swoje miejsce.

«German. Ciężko to sobie wyobrazić, ale jest prawdziwym fanatykiem i idealistą, jednym z niewielu kompetentnych ludzi w tym burdelu. Z kimś takim mógłbym zbudować nowe, silne Niemcy. Mógłbym, ale niestety, jego przysięgi są dla Hitlera, a nie dla Niemiec i narodowego-socjalizmu…»

German powraca do gabinetu i penetrując ciężkim spojrzeniem zwraca się do Adolfa:

— Nietykalny strategiczny zapas. — Mężczyzna robi pauzę — Tobie poświęcam swój nietykalny strategiczny zapas.

— Obiecuję, że nie będziesz tego żałował.

German nie reaguje na słowa Adolfa, ale stawia przed sobą maszynę do pisania i spojrzeniem daje Adolfowi znak:

— Transport musi się odbyć najpóźniej o piątej nad ranem — Adolf zaczyna dyktować.

W ciągu następnej minuty wybija tekst z charakterystycznym dźwiękiem, po czym znowu spogląda na Adolfa.

— Liczba konwojentów musi być maksymalną, powóz dodatkowo wzmocniony.

Kolejną minutę German znowu spędza drukując, po czym wyciąga z jednej z szuflad pieczątkę i podbija nią dokument.

Adolf bierze dokument, szybko zapoznaje się z nim i ze spojrzeniem pełnym wdzięczności ściska rękę Germana:

— Przyjacielu, dziękuję ci. Niemcy, narodowy-socjalizm oraz führer nigdy nie zapomną o tobie.

German nie reaguje.

— Spójrz, jakie gazety czerwone podziemie wydaje w Niemczech — German podaje Adolfowi gazetę:

“Inflacja w Niemczech wzrosła o 10 proces w przeciągu dwóch ostatnich lat! Śmiertelność wśród niemieckich kolonizatorów sięgnęła swego apogeum! Poziom życia narodu niemieckiego spada z każdym rokiem”

«Przydupasy Hitlera, siedzący w ministerstwach Rzeszy, dobrze się sprawili w roli pasożytów społeczno-politycznych i niszczycieli państwa Niemieckiego»

Po opuszczeniu gabinetu Germana Adolf kieruje się do celi Jakuba:

Leżący na pryczy chłopak nie zwraca uwagi na otwierające się drzwi. Adolf siada obok, robi głęboki oddech i zwraca się do Jakuba:

— Jesteś członkiem podziemia, tak?

Chłopak natychmiast odwraca się do oficera:

— Co? — Twarz Jakuba przepełnia niezrozumienie, które szybko wykrywa Adolf.

— Twoi koledzy już się przyznali — Spokojnym głosem odpowiada oficer.

Jakub zrywa się i rzuca się na Adolfa. Jednym spotkaniowym ciosem major wybija powietrze z płuc i sadzi chłopaka na kolana. W oczach Jakuba wszystko ciemnieje.

— Słabą masz wenę — Adolf przysiada przed Jakubem.

«Gdzie się podziała twoja pewność siebie, mały komuchu?»

Adolf wychwytuje rękaw więziennego kombinezonu Jakuba i szybkim ruchem rwie go. Na oczy mężczyzny znowu trafia tatuaż czterech skrzyżowanych okręgów.

— Nie ma wątpliwości, to jest to czego szukałem…

Adolf wyciąga kilka zdjęć takich samych tatuaży i rzuca nimi w Jakuba.

— Spójrz, tatuaże niczym się nie różniące od twego — Martwe oczy majora patrzą prosto w duszę Jakubowi — I wszystkie znalazlem u takich samych smarkaczy, jak ty. Ciekawe, jakim trzeba być hipokrytą, żeby wykryć się takim sposobem?

Jakub patrzy się na Adolfa oczami pełnymi przerażenia. Ciało staje się ciężkie, a oddech nierytmiczny.

— Boisz się, tak? — Adolf przerywa wypowiedź, niby oczekując odpowiedzi — Wiem. Ale to i tak nie ma znaczenia, za niedługo zmienisz miejsce zamieszkania. Zobaczymy jak będziesz rozmawiał tam.

Adolf opuszcza celę. Związany strachem i własnymi myślami, Jakub zostaje na kolanach. Cały ciało drży. Każde uderzenie serca odbija się bólem.

Major wychodzi na swój codzienny spacer na podwórzu więzienia. Czując się bezkarnie, on wysoko podnosi swój podbródek, i oczami pełnymi bezemocjalnego przepychu szuka kontakt wzrokowy z więźniami:

«Słowianie… W przeszłości Rzeczpospolita Polska, Bułgarskie Carstwo, w koniec końców Ruś Kijowska oraz Cesarstwo Rosyjskie, a teraz? Żałosny cień byłych osiągnięć? A może to tylko jeden wielki mit? Wszystko to były osiągnięcia Litwina Jagiełły oraz Saskiej dynastii, turka Asparucha, skandynawa Ruryka i niemców Romanowych? Tak czy inaczej, ten bezwolny naród pomoże mi przewrócić byłą sławę narodowemu-socjalizmowi»

Nieostrożnym ruchem Adolf zahacza dokument leżący w kieszeni i wyrzuca go, nie zwracając uwagi na utracony przedmiot.

Jeden z licznych więźniów, bez dłuższego zastanawiania się, odważą się by podnieść dokument:

Wieczór zaprowadza wszystkich więźniów do celi. W jednej z takich cel jest po ciuchu czytany zgubiony Adolfem dokument:

“Rozkaz o przetransportowaniu członków nieznanej organizacji podziemnej do specjalnej jednostki izolacji w dniu 10.09.1956. Z powodu wysokiej ważności więźniów oraz sporego zagrożenia przeciwdziałań partyzanckich, transport musi być realizowany w warunkach maksymalnego wtajemniczenia przy użyciu minimalnych sił w celu zwrócenia minimalnej uwagi”

— Czas działać — Szeptem mówi więzień do reszty przebywających w celi.

 

Zdrada

 

Adolf wchodzi do łazienki i kilka sekund obserwuje własne odbicie w lustrze:

«Czas najwyższy» — Myśl bierze górę nad Adolfem.

Major bierze brzytwę i pozbywa się każdego włoska na twarzy i głowie.

Ryk silników ciężarówek ogłusza więzienne podwórko. Zmęczony niewyspaniem Adolf nie może przestać ziewać, tak samo, jak i reszta konwojentów. Tymczasem senni więźniowie niechętnie ładują się do pojazdów. Próbując jakkolwiek się obudzić, Adolf krąży podwórkiem.

Jak tylko ostatni więzień wpakowuje się do ciężarówki, przyłożony wydaje rozkaz. Silniki ciężarówek jednorazowo rodzą silniejszy ryk i pojazdy opuszczają teren więzienia. Adolf spojrzeniem żegna konwój.

Pierwsza seria z karabinu automatycznego schodzi z jednego z dachów. Lawina ognia przeszywa kabinę wiodącego auta, która natychmiast przybiera widok przetaka. Kule penetrują czaszkę, żebra, brzuch. Kabina pokrywa się krwią. Kierowca wydaje kilka bolesnych jęków zanim oddaje ducha.

Okazujące się z zaułków kilku wojowników dołączają się do strzelaniny. Deszcz z ołowiu zaczyna szybko pomniejszać rzędy konwojentów. Tak czy siak, jak tylko konwojenci opuszczają auta i przyjmują pozycje bojowe, staję się być oczywistą ich przewaga.

Trafny strzał wcina się w biodro jednego z atakujących, który stał na dachu. Bodziec wstrząsa ciało. Bolesny jęk schodzi z ust. Mężczyzna natychmiast spada, skręcając kark przy spotkaniu z ziemią i umiera, zostając w pozycji nogami do góry.

Seria z samorobnego karabinu automatycznego razi brzuch jednego z obrońców. Wchodzące impulsy wymuszają drgania przyjmującego ciała. Malutkie kropelki krwi wyskakują z ran postrzałowych. Strach konserwuje się na martwym fizysie. Bolesny okrzyk wyrywa się z już umarłego ciała.

Niemiecki karabin próbuje wycelować jednego z atakujących. Partyzant próbuje schronić się za metalowym śmietnikiem. Seria strzałów penetruje śmietnik i przebija się przez ciało atakującego. Padający trup ociera się o ścianę, zostawiając krwawy ślad.

Nieznajoma którejkolwiek ze stron osoba w masce pojawia się z tyłu konwoju. Jeden z konwojentów natychmiast zauważa go i próbuje wycelować karabinem. Nieznana figura natychmiast otwiera ogień ze swego Waltera. Twarz konwojenta wykrzywia grymas agresji, zęby zaciskają się do bólu. Palec kieruje się do spustu, szykując się do otwarcia ognia. Kula nieznanego ostrożnie wchodzi w czaszkę konwojenta. Martwe ciało, niczym pełny wór, spada na ziemię.

Kilku kolejnych obrońców umiera w takich samych okolicznościach. Smród krwi i prochu roznosi się ulicą. Na asfalcie pojawia się coraz więcej krwawych plam.

Strzelanina z nieznanym powoduje spore straty ze strony obrońców oraz wymusza ich do wycofania się. Pojazdy z jeńcami zostają do dyspozycji atakujących.

W skutek krótkiej strzelaniny kilku konwojentom udaje się uciec. Powstańcy w pośpiechu zbierają łupy, pomagają rannym, uwalniają jeńców. Mężczyzna w masce, mimo podejrzanym spojrzeniom, dołącza się do procesu.

Po zakończeniu całego procesu, powstańcy dzielą się na grupy i rzucają się w różnych kierunkach. Mężczyzna w masce kieruje się za grupą z Jakubem.

Grupa odnajduje schronienie w piwnicy jednego z okaleczonych domów, krótka przerwa daje chwilę żeby złapać oddech. Powstańcy biorą się za obgadywanie przeszłych wydarzeń, nie zapominając o tajemniczym sojuszniku. Jakub natychmiast podchodzi do mężczyzny w masce. Zawiązuje się dialog:

— Towarzyszu… Wszyscy jesteśmy zobowiązani przed tobą — Oczy Jakuba patrzą na nieznanego spojrzeniem pełnym wdzięczności.

— To był mój obowiązek — Adolf zdejmuje maskę.

Zaskoczony Jakub ledwo utrzymuje się na nogach. Nie wierząc samemu sobie, chłopak wyciera oczy. Twarz Adolfa pozostaje bez jakichkolwiek emocji.

— Widziałem jak strzelałeś do tych Niemców na moich oczach…

«Niemców? Przecież to są Austriacy. Zgermanizowani słowianie, nie więcej»

— Mamy przed sobą wspólny cel.

Jakub próbuje sięgnąć po pistolet. W odpowiedź na to Adolf kładzie rękę na kaburę swego Waltera.

— Jeszcze nie zrozumiałeś? Nie jestem tym, kim mnie znałeś.

«Na przesłuchaniu on wydawał się być bardziej głupi»

 

Fałsz

 

Tłok miejscowych mieszkańców, zatrzymany w odległości kilkunastu metrów od miejsca zdarzenia, rzeźwo obgaduje atak. Zachodzące słońce uwalnia wcześniej ukrywające się cienie, które teraz, z kolei, ukrywają część trupów. Adolf, wróciwszy do zwykłego dla siebie munduru, z typowo obojętnym wyrazem twarzy bada miejsce ataku:

Zbladłe ciała, o twarzach z kamienia, leżą na bordowym asfalcie. Zimny wiatr toczy po ziemi chaotycznie rozrzucone obok trupów łuski nabojów. Zapach krwi w powietrzu wywołuje lekkie mdłości.

— Co powiesz, majorze? — Generał-gubernator rozmyślnie wpatruje się w rozstrzelane auta.

— Sporo strat z naszej strony. Najpewniej atakujący mieli znaczną przewagę liczebną. Liczne rany postrzelone na plecach wśród naszych. Najpewniej mamy do czynienia nie z klasyczną zasadzką, ale z dobrze zaplanowanym napadem. Przygotowanie na najwyższym poziomie.

— Dobrze, dobrze…

— Musimy jak najprędzej pozbyć się tego wszystkiego. Cywile nie muszą wiedzieć o naszych błędach, Panie Generał-Gubernatorze.

— Rozkaz zostanie wydany w najbliższym czasie.

Adolf milknie na kilka sekund — Rozkaz o przetransportowaniu został wydany dzień przed atakiem, wydaje się że zostaliśmy nieźle wystawieni.

— Ciekawe…

— Czas zająć się kontrolą kadrową, najpewniej wśród pracowników pojawił się agent podziemia. Zadanie to proszę powierzyć mi.

— Niech mnie kule biją, majorze. Widać prawdziwego mistrza wykształconego w Niemczech. Przy takich asach w rękawie, jak ty, można zbudować imperium.

— Panie Generale, Pan mi pochl…

— Generał-gubernatorze, a nie generale, majorze. — Gubernator natychmiast podnosi ton.

— Moja wina, Panie Generał-gubernatorze.

«Ciekawe czy w reszcie reichskommissariatów na wszystkich stanowiskach też są idioci i czy oni też myślą że są najmądrzejsi?»

Przez przypadek Adolf następuje na leżący na ziemi plakat:

“...zbliżający się kryzys w Niemczech! Fala bezrobocia i wzrostu cen uderzą w naród niemiecki!”

«Gdzie oni mogą to drukować?»

 

Odpowiedzialność

 

— Kretynie, czy ty rozumiesz, jak wiele mogliśmy stracić! Idioto, jak mogłeś dać się złapać?! — Marszał olewa Jakuba swoją furią.

— Przepraszam, ale nie mogłem patrzeć na… — Chłopak kieruje spojrzenie w dół.

— Nie mogłeś patrzeć?! A będziesz mógł patrzeć na igły pod swoimi paznokciami? A na wypaloną skórę? Jesteś gotów na to żeby zdechnąć bo nie mogłeś patrzeć? — Marszał kilkakrotnie uderza stół pięścią — Kretyn…

— Tak jest. Moja wina — Jakub zaciska zęby, powstrzymując agresję.

«Zdrajco proletariuszy, jak śmiesz tak rozmawiać ze mną»

— Jeśli to się powtórzy! — Marszałek siada na krzesło i próbuje złapać oddech — Trybunału nie unikniesz.

— Jestem winien...

«Tak-tak. Kiedy proletariusze giną pod gniotem narodowego socjalizmu. Kiedy ludzie tracą nadzieję i w ich oczach my wypadamy nie lepiej niż Wermacht. To jest czas na to żeby pozbywać się najbardziej zmotywowanych żołnierzy, tak? Tak?» — Podbródek Jakuba zaczyna drżeć.

— Będziesz musiał zapłacić za swój błąd.

— Tak jest…

«Zobaczymy jak zapłacisz za swoją bierność, gnido»

— Zamknij się — Marszał otwiera szufladę biurka i kładzie przed Jakubem niewielką teczkę — Przekaż to do przyłożonego do twojej jednostki komisarza.

— Zrobię to jak najszy…

— Nie pozwoliłem ci mówić! To po pierwsze. Chcę widzieć naszego nowego gościa, to po drugie. Teraz zniknij.

Jakub opuszcza oficerski namiot Marszała i, po przejściu kilku metrów, wstaje na miejscu.

«Jak dużo mogliśmy stracić? Tak więc… Trybunału nie uniknę… Nowego gościach chcesz widzieć. Tępi idioci… Zdrajcy ideałów komunistycznych. Z takim przywódcą nie mamy już nic do stracenia. Siedzimy jak robale w ziemi, póki Niemcy szaleją. Nie wojsko, a zebranie wykastrowanych…»

— Wszystko w porządku? — Adolf przerywa rozważania Jakuba.

— Widzę że wróciłeś… W porządku? Myślisz że jesteś najmądrzejszy? Ja pokażę wszystkim twoją prawdziwą twarz, gnido.

— Jakub — Adolf wpatruje się prosto w oczy chłopaka, spowalnia mowę i zaczyna gestykulować — Uwierz, nie jestem twoim wrogiem. Walczymy z tym samym przeciwnikiem.

— Ze wspólnym przeciwnikiem? Z więźniami, których torturujesz? A może z moskiewskimi cywilami? Z dziećmi, których karano za niechęć do rozmawiania w języku niemieckim i za pomoć którym mnie aresztowano?

«Ciekawe, ilu dzieciom pomogłeś pobiciem nauczyciela języka niemieckiego»

— Z Hitlerem. Walczę z Hitlerem — Adolf robi krótką pauzę — Narodowy socjalizm musi zniknąć. Byłem w wielu miastach i widziałem koszmar nazizmu… Uratowałem wielu… Nieraz byłem na granicy wykrycia… Mimo że wiedziałem, że nawet jeśli zwyciężę, będąc urodzonym w Rosji, będę musiał na zawsze opuścić moją prawdziwą ojczyznę.

«Czy uwierzy w tę bzdurę?»

— Świetna bajka. Przykre, że nie uwierzę w nią. Na ciebie czeka Marszał. Jeszcze czeka — Pierwsze łzy zaczynają lecieć z oczu Jakuba.

— Jakub, naprawde chce dla ciebie tylko do…

— Na ciebie — Chłopak robi kilka głębokich oddechów, próbując powstrzymać emocje — Czekają.

Adolf wchodzi do namiotu Marszała:

— Siadaj, szeregowy. Jeśli, oczywiście, mogę tak do ciebie mówić.

— Tak, oczywiście, Panie Marszale.

— Jak trafiłeś do Nas?

— Wolność. Wiara w wolność. Przybyłem z Leningrada, teraz tam zaostrza się kontrola na pełną skalę, więc zdecydowałem się na ucieczkę tu. Wiedziałem, wiedziałam że znajdę tu swoich braci.

Marszal wytrzymuje chwilę milczenia — Z Leningradu tutaj? Niesamowite — Mężczyzna kiwa głową, wyrażając szacunek — Jak że masz na imię, żołnierzu? — Marszal wyciąga z biurka wino i dwa kielichy, po czym napełnia je.

«Krystian zniknął, kiedy rzekomi rodzice padły na kolana przed słowianożydem, Adolf ma rękę we krwi, a ja… Nie pozwolę im zapomnieć Alberta»

— Albert.

— Albert, wypij ze mną — Marszał podaje majorowi kielich.

«Jeśli mam okazję, to warto z niej korzystać»

— Z wielką przyjemnością! — Twarz Alberta zaczyna świecić się uśmiechem.

Poranne słońce rozpala życie w obozie. Żołnierze energicznie rozmawiają, tworzą plany, trenują, gotują.

Mieszając kaszę w kociołku, komisarz Sergio głośno czyta otrzymany rozkaz:

— “...w związku z transportem wysoce ważnego ładunku z Leningradu do Moskwy, zorganizować atak na niemiecki konwój z następującym zniszczeniem”

Siedzący przy ognisku partyzanci wymieniają się serią krótkich spojrzeń.

— Zdaje się, Panowie, że przed nami stoi spore wyzwanie — Komisarz komentuje otrzymany rozkaz.

—...nawet nie zdobyć, tylko zniszczyć! Ileż niemców tam będzie? — Brzmi głos z grupy.

— Naszą sprawą jest wykonanie, a nie gadanie. Zbierać się i bierzemy się do pracy!

Ofiara

 

Olbrzymie szare chmury osiadły nisko nad ziemią, ukrywając słońce za sobą. Energiczny wiatr gwiżdże w uszach. Gęste lasy objęły drogę po obu stronach. Rzadkie ptaszyny mijają wierzchołki drzew. Lekko porośnięte kratery po awiabombach przypominają o byłej wojnie. Podziemie prowadzi prace.

— Jednostki wywiadowe zostały wysłane w obu kierunkach? — Komisarz zwraca się do Alberta.

— Tak jest, okolice są pod naszą obserwacją — Szybko i wyraźnie odpowiada Albert.

— Ilość i jakość ekwipunku jest zgodna z dokumentacją?

— Tak jest, wszystko jest przeczytane, wyliczone i zapisane — Albert odpowiada tym samym sposobem.

— Zadania operacyjne są wydane według kompetencji oraz umiejętności?

— Tak jest, w wyniku przeprowadzonej rozmowy udało się znaleźć najlepsze stanowisko dla każdej jednostki.

Komisarz przez kilka sekund z pilnie wpatruje się w oczy Alberta, kładzie rękę na bark mężczyzny i dumnie kiwa głową.

— Kurde. Z takim rozumem daleko pójdziesz.

— Dziękuję, panie komisarzu.

— Mamy około szesnastu godzin do przyjazdu gansów — Komisarz rozciąga kark, obracając się ku drodze — Do tego momentu droga musi zostać zaminowaną w kilku miejscach. Kiedy awangarda konwoju wyrówna się z przednią linią min, damy sygnał i wysadzimy część pojazdów. Resztę zniszczymy za pomocą granatów.

«Za pomocą granatów? Co to za ładunek?»

Ulewny deszcz, z towarzyszącym grzmotem, zalewa rowy z powstańcami. Z daleka zaczyna donosić się ryczenie kilkunastu silników.

— Jak myślisz, co oni transportują? — Albert zwraca się do Jakuba.

— A co cię to? — Jakub ze wzgardą odpowiada.

— A nie zastanawia cię to, że dla jakiegoś konwoju z Leningradu my wykorzystujemy tyle materiału wybuchowego? Przecież nawet jeśli tam faktycznie jest coś cennego, i tak tego nie zdobędziemy.

— Wywalone. Rozkazów nie obgaduję — Jakub odwraca się od Alberta.

Z gęstej mgły wyrywa się światło reflektorów niemieckich pojazdów. Żołnierze w rowach milkną. Jakub bierze głęboki wdech oraz, próbując uspokoić nerwy, na martwego ściska karabin. Albert wypatruje auta w mgle. Okolice wstrząsa ogłuszającej mocy seria eksplozji.

Partyzanci wychodzą z ukryć i zaczynają rzucać konwój granatami. Wybrzmiewają pierwsze bolesne krzyki. Zdezorientowani mgłą i bałaganem żołnierze podziemia trafiają i swoich i przeciwników. Cześć granatów, uszkodzonych wilgocią, nie wybuchają wcale.

Niemcy otwierają ogień odwetowy, przejmując inicjatywę za pomocą ogromnej przewagi liczebnej.

Jeden z rzuconych Jakubem granatów sięga celu, uszkadzając ciężarówke. Ku zdziwieniu chłopca, z uszkodzonej kabiny zaczynają wybiegać jeńcy, którzy od razu zostają zaatakowani przez konwojentów.

— Biuro Bezpieczeństwa… Inaczej być nie mogło… — Albert komentuje zobaczone.

— Jakiego… — Jakub zatrzymuje się w miejscu, pochłonięty łękiem oraz zdziwiłem.

Konwojenci zwracają uwagę na duet. Seria z StG 50 kładzie się między wystającymi z rowu Jakubem a Adolfem. Kilka strzałów rykoszetem trafiają Adolfa w twarz. Mężczyzna otwiera ogień odwetowy, zabijając dwóch konwojentów.

Wybrzmiewa kilka strzałów karabinów, potem dłuższa seria z automatu. Wreszcie jedynym słyszalnym dźwiękiem zostają niemieckie głosy.

— Jesteśmy sami — Z lękiem w głosie mówi sam do siebie Jakub.

— Ile mamy granatów? — Albert zostaje tak samo spokojny.

— Jeszcze pięć…

— Rzucaj je pod najbliższe ciężarówki.

— Oszalałeś? Tam są nasi!

— Idioto, to jest Niemieckie biuro bezpieczeństwa. Bilet w jeden koniec. Z nich wybiją informację, a później likwidują.

«A przecież można by było wysłać do obozu pracy»

— Nie mo… — Jakub milknie w pół słowa — Słyszysz?!

Do dwójki donosi się dialog:

— Gefangener... Du wirst uns nützlich sein… (...jeniec… przydasz nam się…)

— Tym językiem możesz rozmawiać ze świniami, nie ze mną — Komisarz Sergio odpowiada Niemcom.

«Komisarz… Ale daleko. Granatem nie sięgniemy. Wyjście tylko jedno»

Albert wychwytuje torbę z granatami z pasu Jakuba i serią szybkich ruchów rozrzucach ładunki wybuchowe. Następnie przyciska do siebie Jakuba i pada głęboko w rów. Wybuchy unoszą dym oraz ziemię w powietrze, tworząc zasłonę.

— Biegnij! — Albert wyciąga z rowu Jakuba i zaczyna uciekać. Niemcy, po ogarnięciu się, otwierają ogień. Nogi pary zaczynają topić się w bagnie i martwej trawie. Ogienny oddech opala gardło. Strach miesza się z adrenaliną, wymuszając ciało do bolesnego pulsowania.

Albert i Jakub zanurzają się w las i kontynuują ucieczkę. Każdy kolejny strzał, donoszący się z-za pleców, dodaje sił i przyspiesza tętno. Po jednym z takich strzałów Jakub pada na ziemię.

— Jakub, wszystko w porządku? — Albert ze zmartwionym wyrazem twarzy zwraca się do chłopaka i rzuca się do pomocy.

— Nie — Jakub przykłada rękę do dołu pleców.

— Jezusie… Ile krwi — Głos Alberta promieniuje współczucie — Przyjacielu, gdzie cię trafiono? — Trzęsącymi się rękoma Albert próbuje opatrzyć ranę.

«Nerka… Nie ma ratunku…»

Zmartwienie i współczucie znikają z twarzy Alberta. Mężczyzna prostuje się i wyciąga pistolet z kabury.

— A więc tak… — Jakub pluje na ziemię przed Albertem.

Major wskazuje pistoletem na Jakuba.

— Jesteś zbyt dużym ryzykiem. Raz już zdradziłeś podziemie. Drugiej możliwości nie będziesz miał.

Lasem przenosi się dźwięk strzału.

Droga ku zwycięstwu

 

Albert włamuje się do namiotu Marszała:

— … to jest porażka. Jeśli komisariusz jest u nich… Jesteśmy wszyscy zagrożeni — Głos Marszała zaczyna drżeć, spojrzenie zatrzymuje się na twarzy Alberta. Marszal wyciąga wino i zaczyna pić z gardła.

— Tak — Krótko i bezemocjonalnie odpowiada Albert.

— A Jakub… On… On teraz jest naszym bohaterem. Męczennik, który motywuje Nas do kontynuowania walki — Marszał rzuca pustą butelkę wina i wyciąga wódkę.

— Tak.

— Spodziewam się… Rozumiesz, że to wszystko zostanie tylko między nami, tak?! — Marszał zaczyna krzyczeć.

— Tak jest, Panie Marszale.

«I to jest przywódca słowiańskich powstańców? Żenujący widok»

Marszał bierze głęboki oddech — Tyle wszystkiego zrobiliśmy, tyle poświęciliśmy, podjęliśmy tyle decyzji! — Twarz mężczyzny przyjmuje czerwoną barwę.

— Większości tego nie zrozumieć, Panie Marszale.

— Wszyscy chcą zwycięstwa! Szybkiego i łatwego! Ale czego oni nie chcą? Ofiar i krwi. Nie chcą brać na siebie odpowiedzialności… Ja podjąłem sporo ciężkich decyzji — Marszal zatrzymuje się by złapać oddech — Moje ręce są w pełni we krwi! Nie mogłem pozwolić im przewieźć ich! Oni by wymordowali ich! Dowiedzieliby się o Nas wszystko! Dałem im szybką śmierć! — Marszał łapie Adolfa za kołnierz — Nie miałem wyboru! Poświęciłem wszystko! Moral, sprawiedliwość dla tej walki! A nasz koniec… Albo umrzemy jak złoczyńcy, albo wygramy jak bohaterzy…

— Jestem gotów wesprzeć Pana. Jestem gotów Poświęcić wszystko razem z Panem. Jestem gotów zostać bohaterem razem z Panem.

«Czy to jest to, czego tak desperacko potrzebowałem…»

— Proszę tylko posłuchać mnie — Martwe spojrzenie Alberta wbija się w Marszala.

Pułapka

— Fakty mówią wprost — Adolf zbiera przed Generał-gubernatorem kawałki dokumentu, wcześniej zagubionego na więziennym podwórzu — Znalazłem to w jednej z celi. Niestety, nie udało się odzyskać wszystkich części, ale najważniejsze zostało, nazwa oraz pieczątka.

Generał-gubernator marszczy brwi, patrząc na dokument.

— A jest to — Albert pochyla się do Generał-gubernatora — Nic innego niż rozkaz o przetransportowaniu członków nieznanej nam grupy. O tym przetransportowaniu, właśnie, które zostało zaatakowane przez podziemie.

— Wychodzi na to że… — Gubernator próbuje niepewnie wypowiedzieć się, ale natychmiast zostaje przerwany.

— Wśród Nas jest wtyczka. Właśnie tak — Albert robi krótką pauzę — I mogę z całą pewnością powiedzieć jego imię: Major German Muller.

— On? Oszalałeś! — Zdziwienie wykrzywia mimikę Gubernatora.

— Na tym dokumencie jest tylko jedna pieczątka. Pieczątka Germana. Nie ma wątpliwości, że jeśli dobrze porozmawiamy z więźniami, torównież znajdziemy dowody na powiązanie majora z atakiem na konwój z Hitlerburg.

— Co? — Gubernator zakrywa twarz rękami — Jak to — Mężczyzna milknie na kilka sekund, a potem znowu powtarza — Jak to…

— Teraz mus… — Albert próbuje kontynuować zameldowanie.

Gubernator przechodzi na półkrzyk — Jak to? W całym tym mieście są dwie osoby! — Gubernator robi krótką pauzę i schodzi do półszeptu — Było… — Gubernator wraca do półkrzyku — Było dwie osoby, którym można było zaufać? Dlaczego? Adolf, powiedz mi, dlaczego? Dlaczego dostajemy resztki zaopatrzenia? Dlaczego Berlin wspomina o Nas w ostatniej kolejności? — Gubernator zaczyna mamrotać sobie pod nos — D-d-d… D-dawaj… — Mężczyzna trzęsącymi się rękami wyciąga butelkę wódki i dwa kieliszki, które natychmiast napełnia, rozlawszy połowę zawartości butelki na stół.

Albert bierze kieliszek do ręki i zaczyna rozmyślnie rozglądać go.

«Czy moje zdrowie jest warte tego? Z innej strony, zostało jeszcze trochę, by go docisnąć i opanować…»

Nie doczekując się Alberta, generał jednym ruchem wypija kieliszek, odstawia go na stół, przekierowuje spojrzenie na Alberta, znowu napełnia i wypija. Albert powtarza za gubernatorem.

— Dwóch synów oddałem… Przeszedłem pierwszą i drugą światową… W NSDAP z 33 roku… — Łzy zaczynają lecieć z oczu gubernatora — Nikt w Berlinie nie bierze mnie na poważnie. Proszę o broń, dają dwudziestoletnie karabiny, proszę o ludzi, wysyłają jednostki karne. Idioci, wszędzie sami idioci… Tylko ty… Tylko tobie można zaufać…

Albert przytula Gubernatora — Obiecuję, że jak tylko znajdziemy czas, udamy się na groby Pana synów… Na groby prawdziwych bohaterów, obiecuję. Ale teraz musimy być silni… Zdrajcy nadal są na woli i musimy skończyć z nimi.

— Tak — Gubernator wyciera oczy i próbuje złapać oddech — Tak, masz rację… German dzisiaj do domu nie wróci! — Gubernator bije pięścią o biurko.

— German jest tylko skutkiem, Panie Generał-Gubernatorze.

— A powód? — Gubernator kieruje spojrzenie na Alberta.

— Resztki woli słowiańskiego bydła. Po ostatniej akcji pacyfikacyjnej minęło kilka lat, jak tylko skończymy z Germanem, trzeba będzie przeprowadzić kilka publicznych egzekucji…

— Od 41 roku stoję na tym, żeby wysłać wszystkich Słowian za Ural, osobiście z Hitlerem rozmawiałem, a on…

 

Sprzeciw

Jasne gwiazdy płoną na nocnym niebie. Świerszcze cykają w starych gruzach. Zimny wiatr uderza w Alberta. Mężczyzna sprawdza zegarek i pewny siebie wchodzi do “wieży Hitlera”. Major wita się z ochroną, przechodzi do technicznego korytarzu. Następnie wchodzi do niewielkiego pokoju, pełnego rozdzielnic elektrycznych. Po rozejrzeniu się, Albert po kolei otwiera rozdzielnie i rozstrzeliwuje je ze swojego Waltera. Gdy tylko światło w całej wieży gaśnie, major opuszcza pomieszczenie, zostawiając niewielką paczkę w jednej z rozdzielni.

Idąc dalej, Albert trafia do technicznego pomieszczenia. W półciemnym pokoju przed panelem z licznymi żarówkami, przyciskami oraz przełącznikami siedzi przerażony żołnierz, bezmyślnie próbujący poradzić sobie w powstałej sytuacji.

— Czołem, panie majorze! — Żołnierz natychmiast wita Alberta.

— Dlaczego nadal jesteś tutaj?! — Albert zwraca się podwyższonym tonem.

— Staram się nad naprawą powstałej wady, panie majorze!

— Na tym panelu? Żołnierzu, proszę natychmiast udać się na przegląd techniczny stanu sieci elektrycznej. To jest rozkaz! Czy może chcesz wziąć udział w kolejnej akcji pacyfikacji ludności miejscowej?!

Odprowadzany ciężkim spojrzeniami Alberta, żołnierz opuszcza pomieszczenie.

«Czy tutaj są wysyłani sami idioci w ramach kary?»

Albert robi kilka strzałów w różne części panelu i rzuca w kącie pokoju niewielką paczkę. Po czym kieruje się do wyjścia z wieży, rozrzucając za sobą paczki.

Po opuszczeniu budynku mężczyzna klika przycisk w kieszeni płaszcza i biegiem opuszcza plac z wieżą.

Moskowien wstrząsa wybuch. Nogi pomnika Hitlera ukrywają się w kurzu. Całość ogromnej konstrukcji z ogłuszającym hałasem zsypuje się do stanu gryzu, niczym domek z kart. Okupacyjna administracja szybko orientuje się i wygłasza alarm. Z krańców miasta donosi się seria eksplozji.

«Drogi i kolej są zniszczone, teraz zostało najprostsze» — Wewnętrzny głos przemawia do Alberta.

Wycie syren zalewa miasto. Siły niemieckiego garnizonu opuszczają koszary. Powstańcy natychmiast zaczynają oblężenie kluczowych budynków. Ulice miasta wypełniają się wybuchami, wrzaskami i seriami strzałów, stając się polem w olbrzymiej bitwy.

Jak tylko kurz osiada, Albert niezauważalnie wchodzi na teren Kremla z kilku dziesięcioosobową grupą. Tymczasem jeszcze dwie grupy wchodzą przez inne wejścia i natychmiast zaczynają bitwę z ochroną, ściągając na siebie siły obrońców. Grupa Alberta uderza w plecy niemieckiego garnizonu. Reszta niemieckich sił Kremla odchodzą w kierunku budynków kościelnych, jedna część sił partyzantów rzuca się za nimi, póki druga bierze się za szturm Arsenalu.

Gdy tylko bitwa o Kreml kończy się, powstańcy biorą się za wywieszanie flag z okien głównej wieży. Albert wiesza największą ze wszystkich, głośno krzycząc:

— Za wolność! Za równość! Za braci poległych!

Siły podziemia rzucają się do walki z patrolami, punktami kontroli i resztkami zdezorganizowanego garnizonu miasta. Jeszcze przed świtem powstańcom udaje się wyprzeć Wehrmacht i zająć moskiewski pierścień Bulwarowy.

— I co przed nami teraz? — Marszał spogląda na poranny Moskowien przez okno.

— A więc, Marszale. Część jeńców i wszystkich beznadziejnie rannych wysyłamy do Kremla, natomiast wszystko, co ma jakąkolwiek wartość, trzeba stąd wynieść.

— Jeśli mogę się zapytać, dlaczego to robimy, panie Albercie.

— Oczywista, że niemieckie lotnictwo uderzy w Kreml. Wiele już poświęciliśmy dla zwycięstwa, ale to nie znaczy, że główna ofiara już jest oddana. Jeśli my chcemy wygrać, to musimy pozbyć się każdego, kto nie potrafi walczyć i od Niemców, których w naszej niewoli niedługo będzie więcej niż właśnie nas. Resztę jeńców musimy obrać ze wszystkich dóbr i wysłać do organizowania szpitali, sztabów, magazynów. Także musimy zadbać o znalezienie druków i wziąć się za wydanie gazet, przyda nam się wsparcie ludności miejscowej.

— Major, to jest kompletna porażka… — Generał-gubernator ciężko wzdycha, opierając głowę o ręce i patrząc na biurko — Lotnictwo przybędzie za kilka godzin, a siły lądowe jeszcze później. Jak do tego mogło dojść…

— Pewnie German pomógł podziemiu więcej, niż myśleliśmy. Brudny zdrajca. Tak czy siak, teraz to już nie ma najmniejszego znaczenia…

— Ale i co z tego lotnictwa… — Gubernator nie zwraca uwagi na słowa majora — I co to za skutek od niego! — Gubernator uderza biurko pięścią — Przeklęci partyzanci jak karaluchy uciekną do swoich dziur… Jak przy tym wszystkim jeszcze nie zaczepić naszych…

— Musimy wziąć inicjatywę do naszych rąk. Nawet jeśli nie mamy pełnej przewagi, jak w ogóle możemy rozpatrywać słowian jak zagrożenie? Jest to nic więcej, niż bydło, które prowadzą tylko instynkty. I jeśli trzeba będzie, osobiście uczynię z tego miasta cmentarz bydlęcy.

Wcześniej zagubione spojrzenie Gubernatora teraz wypełnia się nadzieją. Przestarzały mężczyzna traci oddech.

— Ty… Major Braun… — Gubernator kilka sekund próbuje znaleźć pasujące słowa — Fuhrer osobiście odwdzięczy się przed tobą za zasługi przed ojczyzną.

«Fuhrer? Służę Niemcom i ludności niemieckiej, a nie niezaradnym populistom»

Albert podchodzi do ogromnej mapy Moskowien, wiszącej na ścianie, wyciąga z kieszeni ołówek i rysuje wokół środka niewielkie kółko:

— Bulwarowy pierścień stracony — Albert zwraca spojrzenie na Gubernatora — Efekt zaskoczenia miał znaczący wpływ na ich powodzenie. Strach pomyśleć, co by się stało, gdybyśmy nie zaczęli czystki. Oni liczą na to, że będziemy walczyć o każdy metr — Major znowu zwraca się do mapy — Natomiast naszym celem teraz będzie wycofanie się z umiarkowaną prędkością, to pozwoli Nam spowolnić ich natarcie oraz zminimalizować ilość ofiar z naszej strony.

— Dobrze myślisz, majorze — Gubernator podchodzi do Alberta i przygląda się mapie.

Albert rysuje krzyżyk na miejscu Kremla — Już dawno przyszedł czas, żeby wymazać z oblicza ziemi ten symbol słowiańskiej niepodległości, a teraz jest na to najlepsza pora. Panie gubern…

— Generał-gubernatorze — Gubernator natychmiast poprawia Alberta.

«Stary kretyn»

— Najmocniej przepraszam, Panie generał-gubernatorze, zdaje się, że teraz jest najlepsza pora, by nasze lotnictwo zniszczyło Kreml.

— Natychmiast przekażę twoje słowa do sztabu lotnictwa.

 

Kłamstwo

 

Albert wychwytuje daleki szum. Major natychmiast wstaje zza swojego biurka i schodzi do piwnicy, razem z resztą personelu nowo utworzonego powstańczego sztabu.

Moskowien zostaje wstrząśnięte. Seria wybuchów przebiega przez miasto. Gdy tylko niebezpieczeństwo mija, Albert opuszcza piwnicę. Tuż po pierwszym spojrzeniu z okna mężczyzna zauważa na miejscu Kremla ogromną chmurę kurzu. Liczni gapie zbierają się wokół.

«O jeden problem mamy mniej» — Daleka myśl przeskakuje przez umysł Alberta.

— Panie Albercie, co pan każe teraz robić? — Przerażony Marszal zwraca się do Alberta.

— Musimy przeprowadzić pozorny rozbiór gruzów — Albert zatrzymuje mowę — Jak się wiedzie na polu walki?

— Jesteśmy w połowie drogie do Obwodnicy Sądowej, Panie Albercie.

— Musimy przyspieszyć nasze natarcie. Czas najwyższy żeby zorganizować agitację i pobór do naszych szeregów. Mamy tyle czasu ile nie przybędą niemieckie rezerwy.

— Będzie zrobione.

Stojąc przed Gubernatorem w jaśnie oświeconym gabinecie Albert melduje:

— Kreml został zniszczony. Z pewnością można mówić o zniszczeniu sporej ilości żywej siły przeciwnika oraz dużej ilości wyposażenia, nie mówiąc o prawdopodobnym zniszczeniu całego dowództwa podziemia. Tym nie mniej, niska efektywność lotnictwa w zakresie bombardowania żywej siły przeciwnika została udowodniona po raz kolejny.

— Wychodzi na to, że czeka nas długa seria bitew lądowych, majorze?

— Niestety, nie ulega to wątpliwości. Nie mniej jednak nadchodząca klęska powstania jest nieodwracalną.

— Przykro, majorze… Przykro, że tylu naszych chłopaków polegnie w tym mieście z powodu zdrady…

Nadejście wieczoru odstrasza chłodne jesienne słońce. Straszone starą lampą, cienie chowają się w kątach gabinetu Alberta. Oficer, tymczasem, prowadzi dialog z Marszalem:

— No cóż, Merszale, teraz przed nami największe wyzwanie — Albert podchodzi to mapy wiszącej na ścianie gabinetu — Więcej nie jesteśmy wybuchłym powstania, jesteśmy tylko gasnącym płomieniem — Major bierze głęboki oddech i pogrąża się w własne myśli — Za niedługo ich świeże siły ruszą na nasze pozycje.

— I co Pan sugeruje?

Albert rzuca ciężkie spojrzenie na Marszala — Co ja sugeruję? Wszystko, co pomoże nam wygrać. Wszystko, co pomoże.

 

Szansa

 

Ciężkie pociski moździerze szczelną warstwą spadają na Moskowien. Całe miasto pogrąża się w ogłuszający grzmot. Kilkutysięczna grupa wykończonych partyzantów zatrzymuje oddech, siedząc w okopach i umocnieniach.

W chwili gdy śmiercionośny deszcz mija, chór niemieckich gardeł otwiera się w jednoczesnym zrywie — fala niemieckich żołnierzy uderza w malutki kawałek ziemi, który jeszcze nie został zdobyty w wyniku dwutygodniowych walk.

Siły podziemia zderzają się z Wehrmachtem. Błyski strzałów i eksplozji rozpraszają cienie miasta. Fale wybuchów raz za razem wstrząsają miasto.

Tymczasem Albert przebija się przez labirynt zniszczonej zabudowy miasta:

«Osiem dni i prawie całe miasto już jest w ich rękach. Z jednej strony naprawde szybko, z drugiej strony degradacja Wehrmachtu w czasie pokoju jest przerażająca… Tak czy inaczej słowianie swoją rolę już spełnili, teraz ich los jest mi obojętny, ale Gubernator… Ten naiwny idiota jeszcze mi posłuży i weźmie swój udział w walce po mojej stronie, wyślę go na emeryturę i zajmę jego stanowisko…»

Majorowi udaje się dostać na kontrolowaną przez Niemców część Moskowien. Po kilkunastominutowym włóczeniu się miastem, mężczyzna wychodzi na pełne życia podwórko, pełne namiotów, żołnierzy oraz różnego rodzaju zapasów. Głos generał-gubernatora natychmiast wzywa mężczyznę do siebie:

— Adolf, to jest niesamowite! Zebrane tobą wiadomości są bezcenne! O wzięciu miasta w gazetach piszą niemal jak o Barbarosie! Jesteś prawdziwym geniuszem. Lotnictwo zniszczyło by miasto, ale twój plan. Niech mnie diabli, nie wyobrażasz sobie kto do Nas przyjechał…

W tym samym momencie do duetu podchodzi kilku wysoko postawionych wojskowych rzeszy. Po wymianie rękościsków mężczyźni zaczynają dialog:

— Jest Nam bardzo przykro, że się spotykamy w tej chwili, tuż przed naszym odjazdem. Ale, majorze, możesz być pewny, że twój wysiłek nie zostanie zapomniany. Gubernator chwalił ciebie od samego początku naszego spotkania!

«Główne twarze w wojsku Rzeszy… Bez nich cały Wehrmacht posypie się. Wszyscy rzucą się sobie do gardeł w walce o wolne stanowiska i władza słowianożyda zachwieje się»

Zszokowany Albert w przeciągu kilku sekund próbuje znaleźć siłę, żeby wykonać jakikolwiek ruch. Major bierze ostatni głęboki wdech, przewraca oczami, wyciąga z kieszeni granat i wyciąga zawleczkę:

«Wszystko co pomoże nam wygrać. Wszystko, co pomoże»

 

“Zwiastun czerwonego paryża”

12 marca 1957

Resztki niemieckiego garnizonu są wyparte z Paryża! Olbrzymia ilość zdobytych łupów wesprze naszą walkę z brunatną dżumą! Proletariuszy całej Europy czeka wyzwolenie!

 

“Polska Podziemna”

10.02.1957

Ostatnie niemieckie jednostki zostały wyparte z okolic Warszawy po bitwie z brygadą im. Dąbrowskiego. W skład rządu tymczasowego weszli przedstawiciele wyższych szczebli dowództwa wojskowego. W najbliższym czasie czekamy na kontynuacje walk wyzwoleńczych oraz powstania w innych miastach naszej Ojczyzny!

 

“Czechosłowackie wyzwolenie”

1957, siódmy kwietnia

Atak niemiecko-madziarskich sił na Koszyce poniósł klęskę! Kosztem minimalnych strat czechosłowackie oddziały odparły natarcie okupantów! Pełne sił i energii wojsko wyzwolenia czekają na wydanie rozkazów. Koniec węgierskiej oraz niemieckiej okupacji jest bliżej niż kiedykolwiek!

Pamięć

Wieść o rzeczywistym losie Jakuba zaginęła wraz z Marszałem oraz Adolfem. Dla stron księg historycznym stał się on dzielnym żołnierzem za sprawę wyzwolenie Europy. Co więcej, mit jego ofiary stał się jednym z najbardziej znanych wśród powstańców oraz przyczynił się do tego, że dla wielu stał się on symbolem honorowej zemsty oraz poświęcenia się.

 

Samobójstwo Adolfa Brauna, który później dostał przydomek “Kata Moskwy”, stało się zagadką dla obu stron konfliktu. Przez wiele kolejnych lat historycy nieustannie prowadzili dyskusje na temat motywów Adolfa. Natomiast najbardziej się przejęła wersja o wypaleniu nerwowym. Tak czy siak, dla strony niemieckiej stał się on symbolem zdrady i słabości, a dla powstańców pozostał on tylko jednym z wielu nazistów.

 

Kwestia zaginięcia Alberta nie traciła aktualności przez dłuższy okres czasu. Wiele teorii krążyło wśród kręgów walczących, natomiast większość zgodziła się z teorią o śmierci podczas wykonania jednego z wielu zadań. W każdym bądź razie, ulice walczących miast, nazwy jednostek bojowych oraz strony gazet zapamiętały imię przywódcy powstania w Moskowien. Imię, które używało wszystkich środków do walki z nazizmem oraz imię, które stało się symbolem zrywu antyhitlerowskiego.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Grisza godzinę temu

    Władziuniu... a któż to w 1941 roku okupował Moskwę? A później niby Leningrad?
    Czy zdajesz sobie sprawę, że po napisaniu w czołówce... tego czegoś, takich bzdur ("okupować" ma jednoznaczny wydźwięk"), nikt o zdrowych zmysłach nie zechce czytać reszty?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania