Wspomnienia Ojców Naszych
Wspomnienia ppor. Wincentego Danisewicza -
żołnierza Kompanii Rusznic Przeciwpancernych pułku czołgów
Pierwszej Dywizji Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki.
‘’Odra ‘’
Ci co Odrę forsowali
I w boju Berlin zdobywali .
Miejsce spoczynku w Siekierkach wybrali .
Wtedy gdy jeszcze żywymi byli.
Dziś snem wiecznym spoczywają.
Na cmentarzu wojennym w Siekierkach
Blisko siebie rzekę Odrę mają.
I zapisy w papierach zostają .
Plusk Odry do snu ich kołysze .
Szum sosen z wiatrem powiewa .
Dokoła grobowe są cisze .
Tylko czasem ptaszek zaśpiewa .
W. Danisewicz
Wspomnienia żołnierza – tułacza, jednego z wielu bohaterów – pragnę zachować dla potomnych ,by uzmysłowili sobie , że droga do wolności Polski i polskiego narodu to łzy rozpaczy i śmierć wiernych polskich synów na bitewnych polach , to czas udręki i cierpienia w kazamatach i obozach oraz łagrach na Wschodzie .Jednym z takich herosów walki o wolności był mój ojciec ppor. Wincenty Danisewicz , żołnierz pierwszej Dywizji Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki . Ojciec mój został zesłany do łagrów na Wschodzie , stamtąd do Wojska Polskiego ,a potem brał udział w bitwie pod Lenino i Studziankami razem z doborową dywizją pancerną .
Pamiętam jego opowiadania o panicznym strachu żołnierzy , o przeżyciu piekielnej wyprawy oddziału zagonionego na polski przyczółek pod Studziankami ;wtedy to dowódcy kazali żołnierzom kryć się pod opasłymi cielskami czołgów. To my Polacy byliśmy zwycięzcami w tym pojedynku .Jednak wielu kolegów ojca pozostało tam na zawsze , choć byli i mieli prawo do życia...
W jednej z potyczek –w pojedynku z hitlerowcami ojciec został ranny , za zasługi na bojowym szlaku , za znój został wyróżniony :
-Krzyżem kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski ,
-srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari ,
- medalem za udział w bitwie pod Lenino i Studziankami
-Medalem Zwycięstwa i Wolności
Córka i syn żołnierza Wincentego Danisewicz .
Wspomnienia
Wincenty Danisewicz urodził 2. 10. 1919 roku we wsi Jeżewice w woj. nowogródzkim, uczęszczał do szkoły podstawowej w latach 1927- 34. Był bardzo pomocy innym , zwłaszcza mniej zdolnym kolegom. Z powodu ciężkiej choroby ojca musiał przerwać naukę , aby pomóc mamie w wychowaniu młodszego rodzeństwa i prowadzeniu gospodarstwa rolnego . Dodatkowo zatrudnił się w okolicznej mleczarni przy skupie mleka, aby wspomóc materialnie rodzinę, ponieważ dochód z gospodarstwa nie zapewniał godnego bytu. Młodzieńcze , ale jakże pracowite lata, przerwał wybuch II wojny światowej. Tereny, które zamieszkiwał , zajmowały wojska radzieckie. Ten fakt spowodował dramatyczne zmiany w życiu ojca i odcisnął piętno na dalszym jego losie.. Był luty 1940. Wojska radzieckie rozpoczęły masowy wywóz Polaków na Sybir. Wywożono urzędników państwowych, policję i osadników wojskowych. Ojciec na skutek fałszywego donosu, został aresztowany przez NKWD. Osadzono go w więzieniu w Baranowiczach w celi nr 24. Bez procesu sądowego i po męczącym przesłuchaniu został skazany na 7 lat jako element nieprzychylny ZSRR.
Po dwóch tygodniach od aresztowania wysłano transport z nim i skazańcami na Syberię . Przewożono ojca w nieludzkich warunkach. Wagony towarowo- bydlęce przeznaczono do przewozu ludzi. Były to nieocieplone, brudne i ciemne wagony, których podstawowym wyposażeniem był kubeł lub koryto przeznaczone do załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych, oraz piecyk żelazny tak zwana „koza”. W każdym wagonie znajdowało się po 50 osób. Przewożono ich zamkniętych , przez kilka tygodni. Rozgrywały się tam przerażające sceny. Z jednej strony ludzie umierali z wycieńczenia, zimna i chorób, z drugiej kobiety rodziły dzieci, które nie miały szansy przeżycia z brudu i braku pożywienia. Organizowano specjalne postoje, podczas których wyciągano zwłoki dzieci i dorosłych. Martwe ciała wyrzucano na pola. Żaden z zesłańców nie miał prawa zbliżać się do okna wagonu. Za nieprzestrzeganie tego zakazu karano surowo .Ojciec dzielnie zniósł transport. W czasie podróży raz na kilka dni dostawał wrzątek i suchy chleb .Wywieziony został do łagru, do stacji Suchobiezarodnaja. Po wysadzeniu z wagonów został zaraz skuty łańcuchami (ręce, nogi) i zapędzony do baraku zbudowanego z okrąglaków, przekładanych mchem. Po obu stronach stały nary - wyglądały jak nory. W środku stała dziurawa beczka , w której paliło się drzewo . W baraku woda zamarzała, nawet w dzień . Sypiali na klepisku wyłożonym słomą. Byli skuwani jeden przy drugim. Niektórzy z wycieńczenia umierali. Martwi leżeli obok żywych do rana, dopiero wtedy rozkuwano łańcuchy , a zwłoki wyrzucano na stos obok obozu. Stos zwłok leżał tak długo aż puściły śniegi i wtedy zakopywano je w zbiorowej mogile .
Ojciec dostał drewnianą łyżkę i miskę. Na nogi zakładano parciane buty z watą w środku, które niestety szybko przemakały. Wkładano je w dębowe łapcie, plecione z parzonego łyka. Plecione były przez zesłańców ,kobiety i starszych mężczyzn oraz chorych , niemogących pracować przy wyrębie lasu. Na wierzch zakładano kufajki , tak wyglądał ubiór ojca na Syberii. Rano o godzinie 5 miała miejsce pobudka, każdy łagiernik dostawał 300g chleba i trochę lury udającej zupę. O godzinie 6.00 więźniowie opuszczali zonę i szli do pracy. Kolumna szła trójkami. Z łańcuchami na nogach szli niosąc piły i siekiery. Z dwóch stron kolumny kroczyli enkawudziści z karabinami i bagnetami, a za nimi podążały psy. Do wyrębu trzeba było iść 7 km. Miejsce wyrębu lasu otoczone było strzelcami na wieżyczkach.
W maju 1941 roku przewieziono tatę w głąb wielkiego łagru , na północny Ural , nad rzekę Kałwą, tam też były wyręby lasów.
W sierpniu 1941 roku po zmianach politycznych wojny , ojciec został zwolniony z łagru . Jak większość objętych amnestią łagierników został wcielony w szeregi Armii Wojska Polskiego imienia Tadeusza Kościuszki do Brygady Pancernej imienia Obrońców Westerplatte.
Po tygodniu podróży wysadzono ich na stacji Dniowo, na przeciwległym brzegu Oki . Stamtąd przeprawiono tatę i skazańców promem , a później mostem pontonowym do wsi Fiedinami . Przez szerokie łąki i rzekę Okę dotarł do obozu wojskowego. Przy wejściu na bramie widniał napis : ‘’Witaj żołnierzu –wczorajszy tułaczu’’, ojciec wspominał iż serce łomotało mu w piersi, gdy ujrzał napis w języku polskim i powiewającą biało – czerwoną flagę . Ze szczęścia się popłakał. Obóz miał place ćwiczebne i poligonowe ,teren obozu dzieliły się na odcinki .Na odcinku od wsi Sielce do Białomotu rozmieszczono 1pułk Czołgu i 1Dywizję Artylerii Przeciwpancernej ,na drugim odcinku 1pułk Artylerii; 1Dywizja Moździerzy oraz znajdowały się tam stajenne zabudowania gospodarcze i pomieszczenia dla oficerów , dalej nad jeziorem Bornie stacjonował 3 pułk Piechoty i bataliony ,odcinek czwarty, czyli wioskę Sielce zajmował sztab i kwatera.
W kancelarii , ojca i innych zesłańców , badano i segregowano, tata został przedzielony do 1 pułku czołgów organizowanego w Białomocie- 20km od Sielc, z którego później utworzyła się Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte.
Najpierw ł ojciec służył w Kompani Rusznic Przeciwpancernych. Po wyszkoleniu bojowym wyruszył na front i 20 września 1943 roku rozpoczął szlak bojowy.
Najpierw jechał pociągiem do stacji Jercewo koło Smoleńska, tereny były jeszcze zaminowane , z nich zostali wypędzeni Niemcy przez Armię Radziecką, później kolumny czołgów przeszły przez spalone i rozbite zgliszcza zrujnowanego Smoleńska. Kompania Rusznic zajmowała wagony za kompanią wizjerów. Dowódca Kompani Klimczak dał rozkaz żeby twardo pilnowali transportu . Podczas dwutygodniowego postoju trwały intensywne ćwiczenia taktyczne . Omawiano także problemy polityczne ustroju Polaków przed II wojną światową oraz jak będą wyglądały granice państwa polskiego po wojnie .Ojca interesowało rolnictwo, pytał więc, czy dostanie ziemie do uprawy ,a koledzy żartowali , że otrzyma dwa metry gruntu. .Przed zachodem słońca zatrzymali się w miasteczku Krasnej .Zjedli kolację ,tata mówił że dawno tak dobrze nie jadł ,wspominał głód na Syberii , Z radości pobiegł do ogródka , w którym rosła dorodna kapusta , ściął ją i zaniósł kucharzowi. Po krótkim odpoczynku załadowali samochody i po cichutku pojechali na wyznaczone miejsca dla obrony sztabu dywizji .Dowódca Kompani wyznaczał każdej rusznicy stanowisko i kazał, kopać okrągłe rowy , głębokie , że tylko głowy były widoczne .W środku wbijali słupki z sennikami , dla oparcia rusznicy ,ojciec znalazł kółko od pługa , włożył nóżkami rusznicę ,tak że wisiała i obracała się dokoła .Dla żołnierzy dowódca kazał wykopać osobne rowy nad drogą do spania .Po księżycowej nocy rano była mgła , nagle w oddali słychać było gwałtowny huk wystrzałów artylerii tak ,aż ziemia drżała . Tata denerwował się , myślał że Niemcy strzelają ,ale to nasza i radziecka artyleria dała pokaz nalotów . Mgła opadła i zaczęły się piękne pogody październikowe ,w dzień zaczęły się naloty niemieckich Meszników, Jokerów , leciały kluczem , a pikowały zawsze pod słońcem rzucając bomby na stanowiska .Dowódca kompani dał rozkaz strzelać salwą do pikujących samolotów , dowódca strzelał sam w pojedynkę. Pod wieczór dowódca wyprowadził pluton na linie frontu , szli pod obstrzałem arterii niemieckiej przez wzgórze , zaszli do spalonej wsi Tryhuczbowo , za taty stanowiskiem widać było leżących rzędami rannych i zabitych żołnierzy .Jeden z naszych plutonów ,jako desant wyjechał z czołgami na pierwszą linię frontu. Czołgi często grzęzły aż po wieżyczkę na łące przed wzgórzem , piechota po wykonaniu zadania wracała na pozycje przyfrontowe . Tata i inni natomiast przez dwie lub trzy noce pod obstrzałem niemieckiej artylerii rozbierali niedopalone chaty i szli klęcząc zbijać pomosty przez rzęsiste łąki .To było trudne zadanie , nagle rakieta oświetliła ich i pocisk uderzył o pięć metrów od czołgu, na szczęście nic się nikomu nie stało . Po kilku dniach przesunięto pułk do tyłu .
Nocą z11 na 12 października 1943 pułk zatrzymał się na Wojszynach miedzy Mierzei a Łosewem. Kompania zajęła stanowisko bojowe przeciwlotnicze .Rano 12 października po przygotowaniu ruszyła kompania w bój zdobywając wieś . Kompania ojca cały dzień strzelała do pikujących samolotów , niszcząc 3 samoloty , ale uznali tylko dwa, tata stale powtarzał ,,niech tak będzie’’ , walki w trójkącie Pazuchy , Trybowo, i Moskiewko się zakończyły , ale pluton był zmuszony zostać tam jeszcze do 18 października ,ponieważ w błotnej dolinie Mierzei ugrzęzły polskie czołgi . Za zestrzelenie samolotów dowódca radziecki odznaczył tatę i jego kolegów medalem ‘’Bitwa pod Lenino ‘’ . Piechota i pułk brygady imienia Obrońców Westerplatte zajęła stanowiska przeciwlotnicze i z rusznic atakowali Niemców bombardujących miasta .Jak w zegarku , co pół godziny pikowały nowe eskadry .
Nieustający huk rozsadzał głowę , było piekło , nagle tata i koledzy usłyszeli, że jadą do Raju . 5 km od Smoleńska znajdowała się mała wieś Raj , tam zakwaterował się pułk. Tam też ojciec spędził wigilię 1943 roku . Kuchnia polowa wydała z tej okazji podwójną porcję kaszy.
Siedzieli półkołem całą kompanią z dymiącymi miskami na kolanach , serce ściskało gdy przyszła kolej na życzenia . Żołnierz dziś żyje- jutro ziemię gryzie. Czego mu życzyć. Ale nastroje się poprawiły , gdy rozeszła się wieść , że zgodnie z tradycją i o upominkach gwiazdkowych nie zapomniano .Był to oczywiście żart , te prezenty to ciepłe kufajki i walonki , zwykła zimowa odzież dla wojska .Tyle , że transport przyszedł do żołnierzy akurat w samą wigilię .
O świcie z wilijnego rozmarzenia wyrwała żołnierzy brutalnie artyleryjska kanonada .
Skończyła się ‘’rajska delegacja’’ –trzeba było wracać na frontowe przedpiekle. Wraz z pułkiem czołgu i Brygadą Pancerną jako bezpośrednim wsparciem piechoty , ojciec uczestniczył w bitwie pod Lenino. Tereny , w którym miała działać polska dywizja , były bardzo niekorzystne nie tylko dla czołgów ,ale także dla piechoty .Były to tereny błotne , dolina przecięta rzeką Mierzeją , jej szerokość wynosiła 5-6 m. a głębokość do 2m, dno miała muliste ,a brzegi zarośnięte. Przeciwny niemiecki brzeg był dużo wyższy, pofałdowany i z dogodnymi do obrony wzniesieniami .Piechota 1 i 2 pułku obserwowała swych poprzedników w nocy październikowej , wraz z nią obserwowali dowódcy kompani i plutonu czołgów .Niepokoiła ich wysoka, ostro zakończona trawa po obu stronach rzeki , roślina charakterystyczna dla grzęzawiska , ale w nocy dopiero samą rzekę mieli rozpoznać saperzy pułków piechoty .
Artyleryjskie przygotowania natarcia zostały przesunięte , przy drodze do Lenina oczekiwała grupa torująca z drugiego pułku , mieli czekać na sygnał , by po opanowaniu przez piechotę przyczółka wejść do walki jako bezpośrednie jej wsparcie . Po bitwie 14 października piechota została wycofała na całą zimę , stali przy frontowym pasie , żołnierze mieszkali z początku w ziemiankach ,a później we wsi Raj i Jaroszki .
Tam też spędzili zimę 1943/1944 ,tęskniąc za rodziną i ojczyzną , wtedy to ojciec napisał w okopach wiersz pod tytułem Lenino.
Lenino
Przejdą wieki i lata przeminą
Wspomną starzy i młodzi Lenino
Miejsce chwały polskiego żołnierza
Bo naród nie zginął karę wymierza.
Z dalekiej Syberii , gdzie wieczne zmarzliny
Z łagrów zwolnieni córki i syny
Najokrutniejszą do Polski iść drogą chcieli
Na Mierzeją polegli iść dalej nie mogli
Zycie oddali za wolność ojczyzny
Żywym zostały rany i blizny
Trybutową zdobyli i wieś Pazuchy.
Bohaterscy żołnierze i dzielni zuchy
Z boju wróciła dywizja skrwawiona
Jednostka kobieca i sztabu ochrona
Najpóźniej rusznice z czołgami wróciły
Które w boju dwa samoloty strąciły
Mogiły poległych ks. Wilhelm Kubas świeci.
Żywi wołali cześć ich pamięci
W dali Mierzeja popluskiwała
Chwała bohaterom poległym chwała.
W. Danisewicz.
W marcu 1944roku wyruszyli przez Dranice i Kijów , w kwietniu dotarli do Berdycha , a w lipcu cała 1 Brygada imienia Westerplatte pod dowództwem gen. Mierzyna w szyku bojowym przekroczyła granice radziecko - polskie , wojsko przeprawiło się przez rzekę Bug ,Chełm i Lublin w kierunku na Puławy i Warszawę , dotarli nad Wisłę ,cała rzeka pokryta była ogniem , wywołanym bronią maszynową przeciwnika .Podczas przeprawy przez rzekę niemieckie myśliwce zaatakowały prom , którym płynęli artylerzyści wraz ze swoimi działami i skrzyniami .Jeden z pocisków zapalił skrzynię z amunicją , wybuch mógł nastąpić lada sekunda , wszystkim groziła śmierć i zatonięcie promu , i wówczas kolega ojca skoczył ku płonącej skrzyni z amunicją i zepchnął ją do wody , uratował cały prom .Dokonał bohaterskiego czynu , nie zważając na własne życie . 9 sierpnia 1944 rozpoczęła się pamiętna dla taty dramatyczna bitwa pod Studziankami
Po przejściu Wisły oddział okopał się w żółtym łubinie , ojciec pamiętał dobrze czołg , który został spalony i wszyscy w nim zginęli , prócz jednego czołgisty , Stanisława Pawelczyka , uratował się właściwie cudem .; Niemcy strzelali do wydostających się w pośpiechu z trafionego czołgu , Stanisław rozłożył ręce i spadł na ziemię .Byli pewni ,że go zastrzelili i nie żyje , tacie wydawało się że nie żyje , ale w ten sposób uratował się. Tata – Wincenty Danisewicz i Stanisław Pawelczyk co pięć lat spotykali się pod Studziankami .Oglądali miejsce , gdzie spalił się czołg a do dziś nie rośnie tam trawa .
13 sierpnia ojciec został ranny w klatkę piersiową , ranna była groźna .Najpierw zaopiekował się nim rosyjski batalion sanitarny zwany sabat .Ciężko rannego ojca czym prędzej przetransportowano na drugą stronę Wisły , do Łaskarzewa . Tam przeprowadzono szybkie badania , z których wynikło , że nie ma uszkodzonych płuc, a odłamek utkwił miedzy żebrami .Konieczna była natychmiastowa operacja w szpitalu polowym w Garwolinie , chirurg wraz z kilkoma pielęgniarkami dokonał skomplikowanej operacji w trudnych , wojennych warunkach , bez należytego znieczulenia i narkozy .22 września 1944 roku samochody wypełnione szpitalnymi rzeczami oraz podleczonymi nieco pacjentami z Garwolina jechali do szpitala w Otwocku , podczas transportu lotnictwo niemieckie rzuciło bombę na jadący konwój . Ojciec znowu został ranny, doznał kontuzji nogi. Siedział na workach ,a miedzy burtą i skrzynią była nieduża dziura , gdy zaczął się nalot chciał wyskoczyć . Nie zdążył , musiał znowu wracać do szpitala w Garwolinie. Tam napisał wiersz o przeżyciach pod Studziankami. .
Studzianki wymarsz do boju
Raduje się serce a także dusza.
Brygada Pancerna już do boju rusza ,
Daleko za nim Kwerce zostały
I czołgi Brygady Bugu już sforsowały
Gonią dalej Niemców z polskiej ziemi radzi
Generał Mierzyc na Lublin prowadzi ,
Rusznice na czołgach siedzą jak przyklejone
Kurzem i błotem mocno oblepione ,
Dalej za Lublinem już bez żadnej rzeczki
Na Brygadę czeka Przyczółek Warecki,
Forsowanie Wisły pod silnym obstrzałem
i po obu brzegach lotniczym nawałem
Dywizja Gerlinga co rusz naciera
Brygada ataki skutecznie odpiera,
Po obu stronach czołgi dymią się i palą
Zabici i ranni jak snopy się walą
Rusznice nad Radomką obronę trzymają
Niemcom do Studzianek wejście utrudniają
Piechota nieduża to siła
Po kilku atakach cegielnię zdobywa,
13 sierpnia pociskami zbite
Studzianki ostatecznie zostały odbite,
Studzianki pancerne dziś się nazywają
Czołg na postumencie na pamiątkę mają.
W. Danisewicz.
Po zakończeniu okresu rekonwalescencji w styczniu 1945 roku W. Danisewicz został zdemobilizowany, nie powrócił już do wojska .Wypisany z szpitala powrócił do rodzinnej wioski i rodziny .W tamtym czasie rozpoczął się proces przesiedlania ludności polskiej na tak zwane ziemie odzyskane .Ojciec zgłosił chęć wyjazdu i w ciągu kilku dni jednym z pierwszych transportów przyjechał do Polski .Ten fakt uratował mu życie , bowiem następnego dnia władze radzieckie podjęły próbę ponownego aresztowania i wywiezienia go na Sybir .Po zakończeniu działań wojennych mimo licznych propozycji ,nie mógł kontynuować służby wojskowej .Zaważył o tym fakt , iż był aresztowany i wieziony na Syberię .Zamieszkał na ziemi odzyskanej w powiecie pyrzyckim , we wsi Jesinowie i prowadził wspólnie z kuzynem gospodarstwo W1950r.rozpoczął naukę w szkole krawieckiej w Elblągu . Po ukończeniu szkoły w 1954r. ożenił się z Heleną Maśel , wraz z żoną kupił gospodarstwo w Brzesku i zajął się rolnictwem oraz krawiectwem. Urodziły mu się dzieci : 2 synów : Jan , Wiesław i córka Wanda. Mimo licznych obowiązków związanych z pracą ,rodzinną i pomocą bliższym i dalszym krewnym, znalazł czas, by angażować się społecznie .Dzięki posiadanemu wykształceniu i nabytym umiejętnościom służył pomocą sąsiadom oraz weteranom w trudnych sprawach .Doświadczenia wojenne ,a zwłaszcza udział w dwóch tak ważnych bitwach o niepodległość Ojczyzny spowodowały iż wstąpił do ZBOWID-u , którego był aktywnym członkiem .Nie brakowało go w pocztach sztandarowych podczas ważnych uroczystości państwowych .Uczestniczył w zbowidowskich świętach w Cedyni, Warszawie, Studziankach , w których towarzyszyła mu żona Helena. Często gościł na szkolnych spotkaniach i regularnie uczestniczył w lokalnych uroczystościach gminnych i powiatowych, na których był honorowym gościem .Brał udział w rozmowach z uczniami , opowiadał swoje losy , próbował zaszczepić w nich patriotyzm .Mimo ciężkiej pracy w rolnictwie oraz działalności społecznej znajdywał czas na pisanie wierszy .Poświęcone one były ziemi brzeskiej, na której spędził dorosłe życie i którą pokochał .Wiersze o Brzesku.
Brzeskie Łąki
Piękne łąki Brzeskie łąki
Od kanału do Mechowa,
Wyśpiewują tu skowronki
Póki słonko się nie schowa.
Kozy, lisy i zające harce wyprawiają
I przed świtem szybkusienko uciekają.
Bujne trawy wyrastają
Ranną rosą lśniące ,
Zieloniutkie i pachnące.
Kanał łączy dwa jeziora Płonie i Miedwie
I przetacza słodkie wody
Czasem szybciej, czasem ledwie, ledwie.
Strawy łzą nie rosił
Nie przetęsknił długich nocy
Kto nie patrzył śmierci w oczy
I nie głodował parę lat
Temu inna myśl się toczy
Inny całkiem jest świat
Ten swobodnie może chwalić
Nową erę i etykę .
To co stare wziąć obalić
I przemienić politykę .
Może pędzić dalej , dalej
I się wznosić wyżej wzwyż
Najwznioślejszych gmach dalej
I powiedzieć słowo czyż.
W. Danisewicz.
Wspomnienia siostry Marysi
Po zakończeniu drugiej wojny światowej uległy zmianie granice Polski ,a tereny na których zamieszkiwaliśmy przed wojną zostały włączone do Związku Radzieckiego .Nam Polakom zaproponowano przesiedlenie do Ojczyzny , na tak zwane Ziemie Odzyskane , bądź przyjęcie obywatelstwa rosyjskiego .Ze względu na podeszły wiek nasi rodzice nie chcieli opuścić swojego gospodarstwa .Ja natomiast bardzo chciałam wyjechać do Polski , tak jak większość moich koleżanek i kolegów , którzy w ramach akcji repatriacyjnej wyjeżdżali razem ze swoimi rodzicami .Ponieważ wówczas byłam niepełnoletnia jedną osobą , która mogła mi w wyjeździe pomóc był mój brat Wincenty , który już wcześniej mieszkał w Polsce i miał własną rodzinę . Po długich rozmyślaniach i rozważaniach , rozlicznych wątpliwościach, odważyłam się listownie zapytać brata , czy pomoże mi w rozpoczęciu nowego etapu mojego życia w Polsce .Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu Wincenty odpisał iż bardzo chętnie mi pomoże i na początek będę mogła u niego zamieszkać. Z Jeżewic wyjeżdżałam w maju 1946 roku z koleżanką i jej rodziną . Pamiętam iż był to wyjątkowy piękny maj i z głębokim żalem opuszczałam rodzinną wieś , zwłaszcza że wiedziałam iż prawdopodobnie nigdy tu nie wrócę .Po dwóch tygodniach podróży dojechaliśmy do Wrocławia .Podróż była uciążliwa , we Wrocławiu już mieszkał ojciec mojej koleżanki .Ze względu na to , że byłam niepełnoletnia to on odwoził mnie do brata , który przyjął mnie bardzo serdecznie i otoczył opieką .Początek był bardzo trudny , wszystko było obce . Przybywało coraz więcej repatriantów z różnych stron , a byli to ludzie o różnych tradycjach , mieli różne zwyczaje .Brat bardzo mi pomagał w zaaklimatyzowaniu się w tym nowym otoczeniu , poznawał mnie z sąsiadami , miejscową młodzieżą , chociaż nie było mu łatwo ponieważ , miał dużo obowiązków rodzinnych i społecznych .Często chodziliśmy razem na zabawy , czasem zabierał do kina .W tych jakże trudnych dla mnie początkach dorosłego życia, w nowym otoczeniu brat okazywał mi dużo serdeczności i opiekuńczości .W pamięci szczególnie utkwiło mi pierwsze Boże Narodzenie w Polsce , w rodzinnym domu zgodnie z tamtejszą tradycją ubieraliśmy choinkę w Wigilię i stroiliśmy ją zabawkami i wypiekami , które sami przygotowywali. Tak więc zbliżające się Święta Bożego Narodzenia wywołały u mnie nostalgię i pytania jak będą one wyglądały w nowym miejscu . O swoich wątpliwości i nostalgii często rozmawiałam z Wincentym , a On się tylko tajemniczo uśmiechał i mnie uspokajał .Okazało się , że wszystko miał już przemyślane. Gdy się rano obudziłam w Wigilię zobaczyłam dużą , pięknie udekorowaną bombkami i lamkami choinkę, te świetna były niesamowite i dostarczyło fantastycznych przeżyć , które do dziś pamiętam .W 1951 roku rozpoczęłam dalszą naukę i musiałam opuścić gościnny dom brata .Po ukończeniu szkoły rozpoczęłam pracę zawodową i zaczęłam się powoli usamodzielniać .Zawsze jednak gdy miałam wolny czas od nauki lub urlop, odwiedzałam brata. .Podczas tych wizyt często doradzał mi w trudnych sprawach , pomagał podejmować właściwe decyzje.
M. Kluczyńska .
Wspomnienia Zenka .
Z Wincentym Danisewiczem los zetknął mnie podczas wizyty u kuzynostwa .Jego córka była tam gospodynią domu. Podczas towarzyskich rozmów z nimi spostrzegłem , że mamy podobne poglądy na wiele zagadnień . Wątki rozmowy toczyły się wokół aktualnej problematyki polityczno-społecznej i prawie zawsze kończyło się na wspomnieniach z okresu wojennego .Wincenty miał pogodne usposobienie ,był towarzyski ,kochał przyrodę , lubił rozmawiać i gawędzić godzinami . Pamiętam jak barwnie i z przejęciem opowiadał o swojej tułaczce po ziemi rosyjskiej . Słuchaliśmy tych opowiadań z wielkim wzruszeniem ,a On z kamienną twarzą mówił ;podkreślał fakt jak ponure oblicze ma każda wojna .Często wspominam Jego opowieść o pamiętnym strachu o życie ,jakie towarzyszyły żołnierzom w czasie huraganowej nawały ogniowej ,podczas bitwy z Niemcami , z pancernej dywizji Herman Gerling. Podobno żar i pył był taki ,że trudno było oddychać. Dowódcy kazali im chronić się przed odłamkami pocisków znajdującymi się pod ogromnymi cielskami czołgów .Gdy huraganowy ogień artylerii i lotnictwa zelżał żołnierze z wściekłością przystąpili do kontraku. Wincenty ranny w czasie działań wojennych , wyniósł szacunek do życia i ludzkiej ofiarności. Był człowiekiem wrażliwym na ludzkie nieszczęścia . Jego pogodne usposobienie gromadziło chętnych do rozmowy na różnorodne tematy. To dlatego przy kolejnych spotkaniach opowiadał o swoich cierpieniach wojennych , doznaniach i życiowych momentach ,których nie szczędził mu los , cenił przede wszystkim uczciwość , gospodarność i wartość najistotniejszą - międzyludzką przyjaźń . Był zdecydowanym przeciwnikiem fanatyzmu i tworzonych mitów . Był realistą. Odszedł na wieczną wartę , jeden z wielu herosów tamtych dni, ówczesny bohater Polski .Teraz gdy przystaję przy Jego mogile tamte wspomnienia , barwne opowiadania ,przekazywane nam z cierpką goryczą skrzywdzonego człowieka , który złorzecząc tragicznym przeżyciom okresu wojny mawiał ‘’ wojna to nieszczęście ludzkości ,to tragiczna przemoc nad ludźmi , których zadaniem przecież jest żyć i radośnie tworzyć .Takim w moich wspomnieniach był człowiek – żołnierz ,ranny w obronie Ojczyzny .Cześć Jego pamięci
Zenon Józwiak. Wspomnienia dzieci
Gdy w jesienny dzień zapada zmierzch , gdy w złą pogodę słychać szum wiatru, wtedy często stoję przy oknie i wpatruje się w nieprzeniknioną dal , to w takiej chwili odżywają wspomnienia .Pamiętam byłam małą dziewczynką . Ojciec mój , często otoczony moimi braćmi i gromadką dzieci z rodziny i od sąsiadów , opowiadał o zdarzeniach z okresu minionej wojny . Opowiadał o swoich młodzieńczych marzeniach , które brutalnie rozwiała wojenna martyrologia . Nasze zasępienie budziły jego opowieści o poniżeniu godności ludzkiej i narodowej , o wysiedleniu z mieszkania , o poniewierce , głodzie i walce o życie . Barwnie i ze wzruszeniem snuł opowieści o śmierci Aleksandra ,brata mojej matki , który ciężko ranny w walkach o Wał Pomorski nie doczekał wolności Ojczyzny .Mówił nam ,że był młody , miał zaledwie 21 lat - chciał jak inni żyć … Pozostały po nim tylko wspomnienia i jego grób , podobnie jak u ogromnej ilości polskich rodzin …Opowiadając o koszmarze dni , ojciec uświadamiał nam tragizm ludu zdanego na łaskę okupanta . Mawiał , że wojna to deptanie ludzkiej godności , szyderstwo z ludzkich uczuć , dewastacja zdobyczy kultury , burzenie społecznego ładu, to rozpacz i łzy oraz mogiły ludzi , którzy rodzili się po to, by żyć , a nie w kwiecie wieku umierać. Tak opowiadając , uczył nas jak godnie żyć i kochać Ojczyznę - Swój Dom , swoich bliźnich i przyjaciół . Uczył nas dumy narodowej . Wyrażał ogromny szacunek dla nauki i troszczył się o zasób wiedzy dla każdego z nas . Mawiał , że wartościowy obywatel , to światowy obywatel czyli mądry człowiek . Cenił wartości ciepła rodzinnego . Szczególnie cenił sobie nastrój w okresie świąt np. Boże Narodzenie . Opowiadając o troskach pierwszych dni po wojnie wdrażał w nas poszanowanie dla pracy, obowiązku słowności i punktualności , zwykłej uczciwości we współżyciu miedzy ludźmi. .Bardzo cenił gospodarność i zaradność oraz troskę o dzień jutrzejszy .Był człowiekiem rodzinnym i towarzyskim .Szczególną łaską otaczał swoje wnuki , które siadając na kolanach pilnie słuchały jego wojennych opowieści sprzed lat .
Dzieci.
Podziękowania :
Za zasługi wojenne wobec Ojczyzny został wyróżniony Orderem Virtuti Militari i awansował do stopnia porucznika Wojska Polskiego .
Był człowiekiem lubianym i aktywnym społecznie , dowodem są podziękowania od ;
- Weteranów Walk o Wolność i Niepodległość ,
-Związku Inwalidów Wojennych Zarządu Okręgu Pomorza Zachodniego w Szczecinie,
- Związku Inwalidów Wojennych RP Zarząd Główny,
- Miasta i Gminy Pyrzyce,
-Sił Zbrojnych Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej ,
-Zarządu Wojewódzkiego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację ,
-Prezydenta Miasta Szczecin ,
-Prezydium Krajowej Rady Narodowej ,
- Szkoły Podstawowej z Brzeska,
-6 Brygady Kawalerii Pancernej,
- Ministerstwa Obrony Narodowej .
Ocenę postawy życiowej i społecznej Wincentego Danisewicza potwierdzili tłumnie zgromadzeni przyjaciele i znajomi, którzy byłego żołnierza 6 Brygady Kawalerii Pancernej im. gen. Konstantego Piślewskiego odprowadzili na miejsce wiecznego spoczynku . Nam żałobnikom pozostał dla tych ludzi podziw, refleksja i szacunek Cześć ich pamięci
Zakończenie
Pragnę ocalić od zapomnienia traumatyczne doznania polskiego ludu z jakże burzliwego okresu II wojny światowej, chcę przekazać je następnym pokoleniom. Wspomnienia mojego ojca , żołnierza Wojska Polskiego dotyczące tamtego czasu niech trwają w narodzie i niech czasem będą refleksją nad przeszłością . Dziś mogę powiedzieć iż mój tata był naocznym światkiem historii i największej tragedii w dziejach ludzkości . II wojna światowa przyniosła śmierć i cierpienia ludzi , spowodowała niezliczone zniszczenia materialne , ale przede wszystkim pozbawiła życia wiele ludzkich istnień .Uważam ,że wspomnienia podobne do tych ,które przedstawiłam w mojej pracy są ogromną wartością , największym skarbem ,żyją w naszych sercach i niech na zawsze zostaną w pamięci .
Wanda Zielińska .
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania