Wspomnienia z Lądek Zdrój
W Lądku-Zdroju dni płynęły spokojnie,
choć wieczory bywały przebojne.
Bo w „Kaprysie” co noc muzyka grała,
noga sama do tańca umykała.
Na parkiecie śmiech, rytm i zabawa,
każdy taniec energii dodawał.
Przy dźwiękach Grajka na żywo, do późnego wieczora,
znikała codzienność zmęczona.
Za dnia zabiegi. spacery, rozmowy bez końca,
wycieczki w wietrze i w promieniach słońca,
ścieżki,punkty widokowe, góry i lasy —
każdy krok był jak prezent od czasu.
A wieczorem przy kartach w skupieniu,
żart i śmiech w jednym zdaniu, w jednym spojrzeniu.
Bo w sanatorium — kto był, ten wie —
najlepiej leczy wspólne czasu spędzanie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania