Wspomnienie pierwszego dnia.
Mając do wyboru ogrom szkół mieszczących się na całym terenie naszego kraju, wybrałam tę widniejącą na szarym końcu cywilizacji. Szkoła na uboczu, na wsi, gdzie najwyraźniej ekonomia ma niskie notowania, ponieważ w całej wiosce nie ma miejsca bytu ani jeden sklep. Mieszkając w internacie będącym lustrzanym odbiciem szkoły, w tej samej wiosce, czułam się jakbym nie istniała, miałam niekończące się przeczucie, że życie przelatuje mi pomiędzy palcami. Nie wiedząc jak sprawy się mają przybyłam do tej dziury z pewną dozą optymizmu (w stu procentach nigdy nie potrafię go z siebie wykrzesać). Wchodząc do tego budynku byłam oczarowana, bo co jak co, ale spartańskich warunków zarzucić nie mogłam, ten odremontowany dworek prezentował się całkiem nieźle. Nowoczesne łazienki koedukacyjne (z tego co już później zdążyłam wywnioskować) po dwa prysznice i z oddzielną toaletą, znajdowały się między pokojami dając ten komfort, że będąc w nagłej potrzebie nie trzeba było dodatkowo wspinać się po schodach, ogólnie do użytkowania przeznaczone było 1 i 2 piętro oraz parter, 3 było terenem oznaczonym tabliczką "do not enter". Stołówka na parterze była duża,a wyglądem nie różniła się od tych w pensjonatach, czy szkolnych, okienko na jedzenie plus stoły i krzesła, a jako taki dodatek przy ścianie stał stół do ping-ponga, obok mieściła się mała kuchnia, w której nieprzyjemnie pachniało, ale to szczegół. Na drugie piętro prowadziły wymyślne schody, skonstruowane tak, żeby tworzyły zawijas, wykonane z jasnego drewna, mając już schody za nami, jesteśmy w dalszej kondygnacji czyli części mieszkalnej, na wejściu mijają nas czerwone kanapy, "zakoszone z burdelu" (jak stwierdziła moja późniejsza współlokatorka), znajdujące się na przeciwko balkonu, z którego był naprawdę całkiem niezły widok. Już pierwszego dnia wiedziałam, że spędzę na nim nie jedną godzinę czytając książki, wtedy nie wiedziałam jeszcze, że balkon pełni podobną funkcję do tej jaką ma piorunochron z tym wyjątkiem, że on zamiast piorunów ściąga czyjeś rozmowy i zamiast chronić, powoduje jeszcze większe natężenie decybeli, którego żaden czytelnik by sobie nie życzył. Może daruję dalszy opis, bo bardziej/mniej już sobie zwizualizowaliście wygląd tego budynku. Cofnijmy się powtórnie do dnia w którym z torbą i moją starszą przyrodnią siostrą wkroczyłyśmy do mojego pokoju, już pomijając formalności, kiedy to dyżurne wręczały nam kluczyk. Moja siostra mierząca metr 55 wybiła na przód i przedstawiła się siedzącej na łóżku blondynce, poczułam trochę, że tracę grunt, bo ja, dumna posiadaczka metr 75 mogłam zostać odebrana jako opiekun... Jak myślałam tak się stało, obrała błędne założenie, że to moja siostra jest jej współlokatorką, postanowiłam interweniować, szybko przełknęłam nieśmiałość, odgarnęłam włosy za uszy i podniosłam głowę do góry:
-Jestem Greta i to ja jestem twoją współlokatorką, Chloe jest moją starszą siostrą, nie sugeruj się wzrostem- powiedziałam na jednym wydechu i aby zamaskować głośny wydech ruszyłam przez mały pokój ku wolnemu łóżku. Zerknęłam na dziewczynę, która z uniesioną brwią skanowała moje ruchy.
-Faktycznie, w pierwszym odruchu to twoją siostrę obstawiałabym na moją współspaczkę.-potwierdziła dziewczyna uśmiechając się do Chloe.
-Wiesz, macie 3 łóżka, a i wasz internat wygląda sto razy lepiej niż ta rudera, w której ja musiałam mieszkać, podczas mojej szkolnej kadencji, chyba się skuszę- Chloe obrzuciła z uznaniem nasz pokój i klapnęła na wolne łóżko.
Dziewczyny zaczęły trajkotać w najlepsze o liceum policyjnym, w którym moja siostra spędziła 3 lata, nie wspomniała jedynie istotnego faktu, że nie zdała żadnych testów sprawnościowych, więc jej dalsza kariera poszła w całkiem innym kierunku...Rozejrzałam się po pokoju nie rozumiejąc czym ekscytuje się ta dziewczyna, żółte i brudne ściany, stare szafy, szpitalne lampy, podrapane biurko i wyglądające na twarde- łóżka, to umeblowanie nie robiło na mnie wrażenia. Jedynie okno piastujące na środku prostokątnego pokoju wydawało mi się być na miejscu. Widok był równie miły dla oka jak i ten z balkonu, z oddali rysowały się wysokie drzewa, które otaczały budynek, można by tak z boku wziąć internat za ośrodek wypoczynkowy na łonie natury. Co do rozmieszczenia, to wchodząc do pokoju, po prawej stronie znajdowało się łóżko Ariadny jako kotarę stanowiła szafa, oddzielała ono jej łóżko od tego na, którym ja właśnie siedziałam. Równolegle do mojego, po drugiej stronie pokoju także stało łóżko, potencjalnie Chloe, jeśli zdecyduje się ratować karierę, a zaraz obok niego biurko i kolejne 2 szafy.
-Yhm, nie chcę ci przerywać, ale muszę już lecieć, dasz sobie radę prawda?- z zadumy wyrwał mnie głos Chloe, która teraz stała przede mną i przyglądała mi się z czymś na wzór litości i rozbawienia.
-Jasne.-powiedziałam tylko i skupiłam wzrok na kluczach, które dziewczyna nerwowo obracała na kółeczku wokół palca.
-Czy coś się stało?-zapytałam sugestywnie wpatrując się w jej gest, Chloe momentalnie przestała.
-Jest najmądrzejsza, nie muszę się martwić, nie? Ariadna mniej na nią oko.-Chloe wypadła z pokoju na odchodnym posyłając buziaka Ariadnie.
Najwyraźniej zdążyły się już bardzo dobrze zapoznać, ciekawe czy wymieniły się numerami.
-Hm, nie jesteś zbyt rozmowna, co?- zapytała po przedłużającej się ciszy.
-Posłuchaj, za pół godziny zaczyna się akademia, może chodźmy już na miejsce?- zignorowałam jej pytanie.
-Jak widzisz jestem jeszcze w piżamie- Ariadna wskazała na swoją niebieską koszulkę z napisem "i love sleep" i spodenki w chmurki do kompletu.
-Oh, wybacz, nie przyglądałam się ci zbytnio-w przeciwieństwie do ciebie, chciałam dodać, bo już widziałam jej oceniający wzrok na swoim ciele.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i z zamyśleniem na twarzy chwyciła kupkę ubrań leżącą na jej kołdrze i wyszła.
-Poszło całkiem nieźle, brawo ja- uderzyłam się dłonią w czoło z przeświadczeniem, że wszystko zepsułam. Ariadna była naprawdę śliczna, nie miała na twarzy ani grama makijażu, a mimo to rysy jej twarzy były wyraziste, należała do osób, które nie musiały podkreślać swojej urody kosmetykami. Złapała mnie zazdrość, przegoniłam ją jednak szybko i ruszyłam do szafy po drugiej stronie pokoju, jedną z nich zajmowała Ariadna, na półkach były fiolki perfum i kosmetyczka. Otworzyłam wolną szafkę i wpakowałam wszystkie ubrania, tak jak je zapakowałam, postanowiłam, że później będę się martwić, czy się pogniotą.Moje słodycze w dużym pudełku po cukierkach ukryłam za łóżkiem, a zgrzewkę wody wepchnęłam pod krzesło, które stało obok, w pierwszym odruchu nie zwróciłam uwagi, że koło każdego łóżka stało krzesło. Te najlepsze kosmetyki poukładałam na widocznych półkach, a resztę pochowałam. Sprawdziłam czy wszystko na pewno wzięłam, ręcznik, bielizna, pieniądze, podpaski, szczotka do włosów, pasta itp...Jestem odrobinę pedantyczna, ale nie chcę niczego pożyczać od obcych, w sumie to bałabym się zapytać o cokolwiek póki nie będę miała pewności, że ta osoba mnie nie wyśmieje. W całym pokoju było tylko jedno lustro na szafie, którą zajęła Ariadna, przyjrzałam się sobie, poprawiając wyprostowane włosy. Wepchnęłam je za uchu, a następnie na powrót zasłoniłam włosami sobie twarz, nie byłam pewna, czy wolę pozostać za kurtyną, czy dla lepszego wrażenia lepiej pokazać twarz i swoją dostępność. Jednak to by było kłamstwo. Zdecydowałam się tylko trochę odgarnąć włosy z twarzy, aby moje niebieskie oczy były widoczne. Spojrzałam krytycznym wzrokiem na swoje oblicze i wygładziłam czarną koszulę. Na tą wyjątkową okazję, ubrałam się na czarno, czarna koszula, czarna spódniczka, czarne glany. Moje czarne włosy stanowiły idealne dopełnienie, w sumie, nie wiem czy nie przesadziłam. Usłyszawszy głosy zza drzwi odsunęłam się od lustra i usiadłam na łóżku, nie musiałam wyostrzać słuchu by dotarły do mnie słowa dwójki osób rozmawiających na korytarzu, jakiś chłopak podawał hasło do wifi Ariadnie, ona mu podziękowała i zapytała o której trzeba iść na apel, chłopak odpowiedział, że o 9, usłyszałam kolejne podziękowanie i otwarły się drzwi.
-Sugeruję żebyśmy już wyszły, jest za 5, tak w ogóle to mam hasło do wifi, chcesz?- dziewczyna ubrała się podobnie do mnie, tylko zastąpiła czarną koszulę białą, a na stopach miała różowe szpilki.
-Przez te drzwi wszystko słychać, już je znam, złożyłam już duchowe podziękowanie temu chłopakowi- błysnęłam uśmiechem- droga do szkoły nie jest zalana betonem, nie będzie ci trudno iść w tych butach śmierci po polnej dróżce?- dyskretnie zasugerowałam Ariadnie zmianę obuwia.
-I tu masz rację- dziewczyna pstryknęła palcami i otwarła szafę-wezmę sandały, myślisz, że piasek będzie wpadał mi do butów?-zapytała z głową w szafie.
-Zawsze możesz iść poboczem, po trawie-podsunęłam pomysł.
-Bingo! Masz racje, tak w ogóle, chłopak z którym rozmawiałam miał skarpety i japonki...-wychyliła głowę z szafy i zamknęła ją, obserwując moją reakcję.
-W końcu to szkoła rolnicza, musiała przyciągnąć rolników, a oni zazwyczaj są takimi typowymi polaczkami- stwierdziłam.
-Wyglądasz mi na mądrą dziewczynę, co ty tu robisz w takim razie?- zapytała poprawiając paseczki od sandałów.
-Sugerujesz, że ta szkoła jest dla osób niemądrych? Jest duże zapotrzebowanie na rynku pracy na architektów, a po studiach, mogę zarabiać niezłe pieniądze. Ponadto szkoły rolnicze są dofinansowane od Unii, więc myślę, że będziemy się tu mieli całkiem dobrze- zrelacjonowałam jej mój mały "biznes plan".
-Wow, widzę, że wszystko przemyślałaś-zmarszczyła brwi- jednak dlaczego wybrałaś akurat tą szkołę?Tu jest bardzo niski poziom, sama jestem drugoklasistką na tym samym kierunku co ty, bo także wyczułam gotówkę, ale ja wiem, że po tej szkole matury nie zdam. Chodziłam do dobrej szkoły, podczas wypisywania dyrektorka uświadomiła mi o tym jak tu uczą. A wygląda to tak, że nauczyciele nie dość, że traktują tu wszystkich uczniów za idiotów, którzy chcą tylko papierek zaświadczający o ich średnim wykształceniu, to i potrafią pozbawić motywacji do nauki tych nielicznych, którzy takową posiadają.
-Tak nie opisywali się podczas reklamowania w moim gimnazjum- otworzyłam szeroko oczy, czyżbym tak bardzo pragnąc życia internackiego i wyrwania się z domu, zatraciła swoje ideały? Jak mogłam tego nie sprawdzić! Przecież głównym priorytetem miała być nauka, a żeby dostać się na dobre studia, muszę mieć maturę z wysoką punktacją...Ależ ja jestem głupia!
-Dziecinko, ależ to oczywiste, przecież nie powiedzą ci wprost, że -tu zmieniła intonację-"nasza szkoła to jak cztero-letnie wakacje, nie musisz się uczyć, żeby ją ukończyć!"
-A ty, co ty tu robisz?- zapytałam blada, dotarło do mnie, jak wieli błąd popełniłam, jeśli to prawda. Jednak dlaczego nigdy w ogóle nie rozważyłam takiej możliwości?
-Miałam problemy z...-spuściła wzrok-z moją wychowawczynią, szykanowała mnie, nie mogłam tego wytrzymać, a że z natury jestem uparta, jak postanowiłam sobie, że odchodzę, tak też zrobiłam. Nie liczyło się dla mnie wtedy nawet to, jak niski jest tu poziom. Internat za darmo, posiłki tanie, nie ma tu tej starej suki-więc jestem.- uśmiechnęła się lekko.
-Do tego stypendium od 4.00, a taką średnią zdobywałam bez najmniejszego trudno.-dodawałam argument, który mnie przekonał, nie dopytywałam o to szykanowanie, myślę, że to nie jest jeszcze na to czas.
-Dokładnie, to nawet ja dam radę-uśmiechnęła się-Greta, my musimy iść!- otworzyła szeroko oczy przypominając sobie o czasie, chwyciła mnie za rękę i pobiegłyśmy do wyjścia, nie protestowałam, a nawet poczułam się przyjemnie.Droga do szkoły nie była skomplikowana, więc szybko dotarłyśmy na miejsce. Całkiem duża lecz szara, bez charakteru szkoła stanęła przed nami, nie miałam czasu się oglądać, ale zauważyłam, że zarówno, jak internat, tak i szkoła jest otoczona przez taki mały park, mnóstwo roślinności otaczało nas z każdej szkoły.Rzuciłyśmy się do drzwi, przekroczyłyśmy pierwszy korytarz, weszłyśmy po schodach i znalazłyśmy się w holu, gdzie stało 6 podłużnych ławek, które były do połowy zajęte. Ariadna stanęła wryta na ten widok i pociągnęła mnie za sobą, więc w odruchu także stanęłam.
-Ja pierdole!-skwitowała- tu jest może 80 osób! to jakieś jaja!- szeptała rozgorączkowana.
-Spójrz na nich-wskazałam podbródkiem chłopców podpierających parapet, wyglądali jak z serialu "chłopaki do wzięcia" ich niechlujny wygląd, dodawał im lat i stanowił naprawdę nieciekawy widok.
-To hołota jakaś!Ja wychodzę- chwyciła się za czoło i zrobiła zamaszysty odwrót.
-Nie zostawiaj mnie!- spanikowałam i chwyciłam ją pod ramię.
-Matko boska, robię to tylko dla ciebie, bo nie chcę mieć za wroga współlokatorki, mam na uwadze, że będziemy razem spać, a nie chcę obudzić się pewnego dnia bez nerek czy coś w ten deseń!- Ariadna dostała słowotoku.
-Heej! Zwolnij! Nikt nie pozbawi cię nerki podczas snu, nie wytoczę z ciebie krwi, ani nie wykorzystam cię seksualnie, obiecuję! Czujesz się bezpieczna?- zapytałam z ironią.
Dziewczyna roześmiała się, otoczyła mnie ramieniem i ruszyłyśmy w stronę ławek, wciąż bacznie obserwując z kim przyszło nam się zmierzyć. Akademia się zaczęła, mała dziewczyna, bez znaków charakterystycznych poza wzrostem, stanęła przed mikrofonem i zaczęła nawijkę o powrocie do szkoły. Wkrótce dołączyli do nie niej jacyś bezosobowi chłopacy dukając jakieś wierszyki. To była katastrofa. Wreszcie wielmożny dyrektor ze swoim wielkim brzuchem wtoczył się obok przedstawiających swoją własną sztukę uczniów i przeczytał list od Ewy Kopacz, chyba. Nie słuchałam. Byłam zajęta wymianą esemesową z moją przyjaciółką, która w tym samym czasie zaczynała swój rok szkolny w budynku 70 km ode mnie. Życzyłyśmy sobie powodzenia oraz w paru słowach sprawozdawałam jej jak moje wrażenia. Swoje przemówienie starszy mężczyzna zakończył wręczaniem pucharu jakiejś roztrzepanej dziewczynie, która wleciała szybko na scenę powiedziała coś, przez co wzięłam ją za egoistkę, ale już nie pamiętam co, bynajmniej innych to rozśmieszyło. Na końcu jeszcze jakiś koleś podszedł do mikrofonu i mówił, mówił, a swoją wypowiedź zakończył słowami uznania dla dyrektora i wręczył mu jakiś zegarek za tys. zł! Prychnęłam widząc jak inni biją brawo, złapałam wtedy kontakt wzrokowy z jakimś gościem, chwilę się popatrzał i odwrócił wzrok. Po tym jakże emocjonującym apelu życzyłyśmy sobie powodzenia i rozeszłyśmy się do klas. Dostałam zastrzyku odwagi. Nie czułam strachu idąc do klasy, nie czułam go, gdy pytałam się starszych chłopaków, którzy przechodzili, gdzie ma się zjawić pierwszoklasistka, bo nie słuchałam, nie czułam strachu, gdy mówiłam" aha, nawet mi nie odpowiecie, pieprzcie się" wykazując się brakiem inteligencji. W końcu weszłam do klasy, rzuciłam przeciągłe "czeeeść" powitało mnie parę mocno zdziwionych spojrzeń i chichotów, a nawet ktoś odpowiedział. Usiadłam nadal w transie, zmierzyłam wszystkich uczestników tego konkursu...Znaczy, czułam się jak na konkursie, każdy siedział cicho, wręcz przerażająco cicho, a taka cisza kojarzy mi się z olimpiadami, konkursami itp. Do klasy wszedł koleś od karcącego spojrzenia na apelu, przedstawił się i powiedział, że nie jest naszą rzeczoną na apelu wychowawczynią tylko nauczycielem wf ,wos'u i kultury, a nasza wychowanka jest chora. Zrobił inwentarz naszej klasy, kazał się każdemu przedstawić i powiedzieć skąd jest. Byłam jedyna z mojego regionu. Nie zdziwiło mnie to.
XXX
Ariadna wspomniała mi wcześniej, ze będziemy mieć trzecią współlokatorkę, więc słuchałam uważnie kto się zgłosił do grona tych zamieszkujących w internacie. Nieśmiało wyglądająca dziewczyna o czerwonej czuprynie podniosła rękę, wybadałam, ze podczas przedstawiania wymówiła swoją miejscowość z dziwnym akcentem, pomyślałam, że pewnie jest Ślązaczką jak przerażające, ale większość tej klasy.Nie wiele rozumiałam z ich przedstawień, do tego odczuwałam to tak, jakby specjalnie mówili nie zrozumiale, by była większa granica pomiędzy nami. Gdy pozwolił nam już łaskawie wyjść złapałam Eleonorę.
-Hej- stanęłam na przeciwko niej i zagadnęłam, Eleonora przez chwilę chciała mi zwiać, chyba myślała, że mówię do kogoś innego, ale ostatecznie odpowiedziała tym sam.
-Będziesz naszą współlokatorką- wyparowałam-chodź ze mną poznasz Ariadne, ja jestem Greta, jeśli nie pamiętasz- rzuciłam i już szłam w kierunku Ariadny, która mi zamigotała przez oczyma.
XXX
Poza rozmową na temat szkoły, uczniów i podstawowych rzeczy o sobie, więcej nie rozmawiałyśmy tego dnia. Siedziałyśmy w telefonach albo w książce, w książce siedziałam ja.
XXX
Wieczorem Ariadna oznajmiła, że idzie się myć, jako, że łazienki były z podwójne postanowiłyśmy, że ja pójdę z Eleonorą. Całkiem miło nam się gadało podczas kąpieli. Rozmawiałyśmy o chłopaku, który od samego początku zaczął denerwować Ariadne, doszłam do wniosku, że musi być coś na rzeczy. Inni nas ignorowali.
Komentarze (3)
KREDYT tak szybko, jak to możliwe w ciągu 2 dni. KREDYT tak szybko, jak to możliwe w ciągu 2 dni. Szukasz kredytu biznesu, pożyczki osobiste, kredyt,
itp? Jesteśmy obecnie oferuje pożyczki osobiste i biznesowe do wszelkich
zainteresowana osoba w 3% stopy procentowej od 1 roku do 30 lat.
Imię: ... Data urodzenia: .. Płeć: .... Stan cywilny: .... Adres: .. Miasto: ..
Kraj: ... Telefon: ... Kwota kredytu: Czas trwania .... wypożyczalnia ...
Miesięczny dochód netto: ... Kontakt z powrotem z tej informacji na naszej Email: hendersonelizabethloan@gmail.com
teraz
dzięki
Boże błogosław
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania