Wstawienie

Dzień mój wczorajszy zaczął się jak co dzień. Od wstawienia wody na herbatę na gazie bardzo szybkim. Skończył się na wspomnieniach wietrzenia zadymionej chaty, co nastąpiło na skutek wyparowania wody z czajnika i takiego go podgrzania palącym się gazem, że aż zaczął dymić. Dymił jak elektrociepłownia w największe mrozy. Nic, a nic przez ten dym nie widziałem. Źle mi z tym, bo dołączyłem do grona trucicieli planety, do najgorszych emisariuszy spalin. A dobrze mi było, bo jak przymknęło mi się oko, gdy tuż po wstawieniu wody położyłem się na kanapie, to akurat się wyspałem. Brakowało mi tych dwudziestu paru minut snu.

 

Kumpel imieniem Cecyliusz – codzienny degustator browarów o zawartości alkoholu nieschodzącej poniżej dziewięciu procent – kilka miesięcy temu miał podobną przygodę. Też wlał do czajnika wodę, też podpalił gaz, też go na nim postawił. Usiadł i czekał na moment wrzenia życiodajnej cieczy. Czekał, czekał, zasnął – bo po czwartym piwie miał zwyczaj ciąć sobie nieprzewidywalną czasowo drzemkę – czekał i się doczekał straży pożarnej dzielnie gaszącej jego kuchnię. Strażacy z przybyłej ekipy, oprócz odwagi przypisanej chyba wszystkim strażakom, mieli też coś z bezczelnych włamywaczy – szybciutko i sprawnie otworzyli drzwi do mieszkania Cecyliusza łomem.

 

Nie wiem, kto wezwał straż, ale na szczęście zrobił to w porę. Gdy jednostka ratowniczo – gaśnicza numer jedenaście wpadła na chatę Cecyliusza, jego kuchnia zaczynała powoli przypominać powierzchnię Słońca. Ogień ogarniał wszystko, tańczył w rytm jakiejś niesłyszalnej muzyki. Ekipa strażacka powstrzymała na szczęście szalejący ognisty żywioł.

 

Nikt by się, oprócz sąsiadów Cecyliusza i chłopaków z gaśniczej brygady, nie dowiedział o całej tej historii, gdyby na swoich łamach nie umieściła jej gazeta o nazwie „Fakt bardzo autentyczny”. Nagłówek artykułu brzmiał:

 

„Gotował wodę na gazie w plastikowym czajniku elektrycznym.”

 

Jakby o mnie takie coś napisali, to nawet jakbym przeżył pożar, to i tak bym spłonął… ze wstydu.

 

Myśląc o wczorajszym poranku, o mej zadymionej chacie, nasuwa mi się konkluzja, że jednak nie jestem takim trucicielem powietrza, że ja w przeciwieństwie do Cecyliusza nie paliłem plastikiem. Sumienie jakby mniej mnie kąsa z tego powodu. No i że miałem więcej szczęścia od Cecyliusza nasuwa mi się wniosek. Nie zjarałem kuchni i siebie prawie przy okazji.

 

***

Dziś Cecyliusz już nie pije. Właściwie to nic nie robi, bo którejś nocy wpadł pod tira idąc wstawiony po zmroku poboczem drogi często uczęszczanej przez szybko jadące auta. Wpadł i tyle go widzieli… żywego. A jego historia podobno krąży po kołach anonimowych alkoholików. Krąży tak o, ku przestrodze…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • JamCi miesiąc temu
    Dobre. Niby oczywiste a jednak nie bardzo.
  • Szpilka miesiąc temu
    Zabawne, wypiłeś? Na tym poprzestań, żadnych herbatek z wody gotowanej na gazie 😉 Hmmm, myślałam, że jak się człek piwka opije, to nie ma już pragnienia, a tu takie buty.

    Piątak 👍
  • Justyska miesiąc temu
    Dobre, podoba mi się jak zapętlasz zdania. Super pierwszy akapit:). I jakoś rozumiem, bo za młodu byłam na imprezie gdzie czajnik elektryczny nabył kilku dziur na gazie... na szczęście byli tam i trzeźwi:)))
    Pozdrawiam z uśmiechem!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania