Wszechmogący

Wielkie krople deszczu rozbijały się na metalowym okapie. Elian uniosła ciężkie powieki, nawet nie wiedziała, kiedy przysnęła. Zwlokła się z łóżka, przeczesała palcami włosy. Spojrzała w stronę okna „ Ta burza nigdy się nie skończy”. Podeszła bliżej. Odsunęła białą firankę, ręce rozłożyła na parapecie, głowę opierając na zimnej szybie. Ołowiane, ciężkie chmury całkowicie przysłoniły błękit nieba, czasem półmrok rozświetlały błyskawice. Dziewczyna smutnym wzrokiem wpatrywała się w ścianę wody. „Boże, tak wiele bym dała byś tu był, by, choć przez chwilę cię zobaczyć, byś mi powiedział, że to minie i będzie lepiej…”Potężny trzask. Elian skuliła ramiona. Osiedlowe podwórko rozbłysło w świetle kolejnej błyskawicy. Oświetliła drzewa, mały różany ogródek i wydeptane ścieżki, którymi chodziła tysiące razy. Teraz były puste, nie było tam nikogo, Boga też nie. Ciężko złapała oddech, zwiesiła głowę. Długie włosy opadły, przysłaniając twarz, po której potoczyły się łzy. „ Ale jestem naiwna, ale głupia…”Zaśmiała się gorzko, odwracając od okna.

Pokój był skromny, ale przytulny. Jasne kolory grały ze sobą. Sosnowe, zielone meble były na tyle zgrabne, iż nie zastawiały i tak małego pomieszczenia. Nad biurkiem wisiało kilka rysunków, na półkach poza masą książek dziewczyna ustawiła kolorowe figurki, które poza tym, że zbierały kurz, cieszyły oko. Teraz wszystko było ledwie widoczne, schowane w gęstniejących ciemnościach. Dziewczyna podeszła do stolika. Wygładziła pięknie haftowaną serwetę, poprawiła kwiaty w wazonie. Wzięła z blatu białe pudełko, przez chwilę obracając je w dłoniach. „Badziew, który i tak nie pomaga” Pogardliwie rzuciła tabletkami na stół. Kartonik potoczył się i spadł na parkiet. Bezgłośnie. Ulewa zagłuszała wszelkie dźwięki. Elian zgrzytnęła zębami, znów zerknęła w stronę okna. Szybkim krokiem podeszła do szafki z radiem, po drodze kopiąc białe opakowanie pod ścianę. Włączyła odbiornik. Zaświeciła się zielona kontrolka. Cisza pozostała, ani jeden dźwięk nie zagłuszył dudniącego deszczu, świszczącego wiatru, szumu liści. Dziewczyna zniecierpliwiona szukała stacji. Nic. „Barachło” Wycedziła przez mocno zaciśnięte szczeki, waląc w odbiornik. Wyprowadzona z równowagi, załączyła stojący obok komputer. Kolorowe diody, świecąc, informowały o działaniu sprzętu. Włączyła monitor, odczekała chwilę…Elian uśmiechała się z niedowierzaniem, wpatrując w ekran. Czarny. „Jeszcze wczoraj wszystko grało, o co chodzi…” Nie miała siły by się wściekać.

Kap…kap, kap, kap…

Dziewczyna wyrwana z zamyślenia, odwróciła się gwałtownie. Ściągnęła brwi. Powoli zajrzała do kuchni, przeszła do łazienki. Dla pewności dokręciła kurki z kranu. Ale woda nigdzie nie ciekła. Mimo to…kap, kap, kap…Nieprzyjemny odgłos wwiercał się w głowę. Oczami wyobraźni widziała każdą, pojedynczą kroplę, z wolna rozbijającą się na tafli wody. Echo szalejącego wiatru niosło się rurami kanalizacyjnymi. Wybiegła z łazienki. Dopadła drzwi. Szarpnęła za klamkę. Histerycznie przetrząsała szafkę w przedpokoju.” Cyryl, durniu miałeś zostawić klucze”. Krzyknęła kopiąc w stojącą obok komodę. Zrezygnowana osunęła się na podłogę. „Z resztą, dokąd miałabym pójść…” W niebieskich oczach, ponownie zalśniły łzy.

Kap, kap, kap…”Cholerna woda”.

Drobna postać w prostym, czarnym stroju i wysoko sznurowanych butach siedziała na brzegu wanny, wypełnionej wodą. Opadające, ciemne włosy zanurzały się w niebieską toń. Wielkie skrzydła były teraz złożone na plecach. W świetle pochodzącym od małej, stojącej w rogu lampce, nad głową tej dziwnej, ponuro wyglądającej istoty, połyskiwała aureola. Anioł przymknął powieki, uśmiechając się do swoich myśli. Bawiąc się, przesuwał palcami po wodzie, burząc jej lustrzaną powierzchnię. Kap, kap kap…Nie dokręcił kranu, bo i po co. „Idę po ciebie” Wyszeptał.

Elian na stole zgromadziła wszystkie świece, jakie tylko znalazła w kuchennym kredensie. Przyniosła kremowy, porcelanowy talerz i pudełko zapałek. Odpaliła jedną, podgrzała koniec świecy. Wosk rozpryskiwał się na talerzu. „No stój…przynajmniej będzie trochę świtała, bo lampy też nie działają, nagle nic nie działa” Mamrotała sama do siebie, ustawiając świeczki. Wyjęła następną zapałkę. Wypadła z rozedrganych palców. Podniosła ją, spróbowała odpalić ponownie. Mały płomyk zamigotał w ciemnościach. Przysunęła dłoń do świecy. Zamarła. Uniosła wzrok. Nikt nie usłyszał jej krzyku, nikt poza Nim.

Dziewczyna zasłoniła oczy, by nie widzieć wychudłej, bladej twarzy, otoczonej czarnymi włosami. Anioł pochwycił dziewczynę, przyciągając do siebie. Próbowała się wyrwać z mocnego uścisku.

-To na nic. Usłyszała.

-Kim jesteś, zostaw mnie!!! Darła się zdzierając gardło, przerażona z każdą sekunda bardziej.

-Kim ty jesteś, do diabła…!!

-Ach…o tym to zaraz-powiedział ironicznie- Uriel, Anioł Śmierci. Przedstawił się krótko i zwięźle.

Oczy dziewczyny stały się wielkie jak spodki, usta zsiniały.

-Czego chcesz? Jej głos był piskliwy, grzęznący w gardle.

-Czego chcesz TY? Odpowiedział pytaniem, akcentując ostatnie słowo?

Zamglone, błękitne oczy widziały coraz mniej wyraźnie, dziewczyna rozpływała się w ramionach Uriela, słabła…Poczuła szarpnięcie. Ktoś krzyczał.

-Elian…Elian!!!

Ostre światło. Szybko rozwarła powieki. Zakaszlała gwałtownie, wypluwając resztki wody z płuc. Nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się dookoła. Po burzy nie było śladu, mrok ustąpił jasności, zachodzące słońce rzucało jeszcze swe promienie. Elian mokra, leżała na kolanach brata.

-Co…co ty chciałaś zrobić? Pytał łamiącym się głosem.-Jak mogłaś…kiedy zobaczyłem cię w wannie, myślałem…Otarł oczy wilgotne od łez. Mocno przytulił dziewczynę, nie mógł uwierzyć, że chciała tak po prostu odejść.

Elian dysząc, szybko łapała powietrze. Sama jeszcze nie wiedziała, co tak naprawdę się stało. Wyrwała się z uścisku.

-Nic nie rozumiesz…to…świat nie dla mnie. Potrząsnęła głową. Ja nie potrafię, ja…Rozpłakała się jak dziecko. Była bezsilna, bo nie mogła znaleźć słów, by powiedzieć jak podle się czuje. Wybiegła z domu.

-Elian, wracaj, tak nie można! Zaczekaj! Chłopak zerwał się na nogi, wybiegając za siostrą.

Uriel szybkim krokiem przemierzał pałacowe korytarze. Pozostałe anioły ustępowały mu z drogi. Jego mroczny wygląd już na wstępie rodził uprzedzenia. Budził strach. Był dumny i taki poważny. Głowę nosił wysoko, świadom swej rangi zajmowanej w Królestwie Niebieskim i wagi wykonywanej przez siebie pracy.

Pewny siebie, wszedł do Sali tronowej; ale natychmiast przyklęknął, kłaniając się tak nisko, że znów jego twarz schowała się za zasłoną gęstych włosów. Pokornie złożył skrzydła. Na tronie siedział starszy mężczyzna, odziany w białą szatę, jaśniejący przedziwnym, ciepłym blaskiem.

-Panie, wybacz. Ja, nie wiem jak…

-Uriel, od kiedy to ty decydujesz o ludzkim życiu?

Anioł uniósł głowę, z nieskrywanym zdziwieniem wpatrywał się w Boga, nie wiedząc, co powiedzieć. Łagodny ton i uśmiech na Jego obliczu nieco go ośmieliły. Nabrawszy choć trochę przekonania o tym, iż nie zawinił, powstał. Złożył ręce na piersiach. Chyba już wiedział, co Bóg miał na myśli.

-Możesz odejść. Wrócisz, nie sam. Mimo wszystko, nie pozwolę, by siedziała u Lucyfera.

Uriel wyszczerzył zęby w szczerym uśmiechu. Rozciągnął skrzydła. Już go nie było. Szybował między światami.

Elian bez celu biegła ulicami miasta. Mijała ludzi. Rozmawiali, śmiali się, byli szczęśliwi. Tak przynajmniej jej się zdawało. ”Dlaczego tak nie potrafię, dlaczego moje oczy tak często pełne są łez, dlaczego nie umiem się cieszyć, przecież tak bardzo się staram, tak się staram…Boże wybacz mi.” Setki myśli kłębiło się w głowie dziewczyny. Jedna goniła drugą. Skręciła alejką, wbiegła do lasu. Pędziła ile miała sił. Nieuważnie. Zahaczyła noga o wystający korzeń. Czas stanął w miejscu. W jednej sekundzie ujrzała całe swoje życie. Ogarnęło ją uczucie wielkiego żalu…wobec tego, co zrobiła, czego nie zrobiła i czego już nie zrobi. Wobec tych ludzi, których kocha, którym miała jeszcze tyle do powiedzenia i tyle do przeżycia…teraz pozostanie to otwarte, tyle spraw nie będzie miało końca. Zabierze je ze sobą, głęboko pod ziemię. Nagle poczuła ulgę. Jak by to wszystko ktoś inny brał w swoje ręce. Ręce pełne miłości, cierpliwości i zrozumienia…w ręce wszechmogące. On wie, co z tym zrobić. Uśmiechnęła się. Z jej oczu popłynęły łzy. Nie smutku, lecz wzruszenia. Łzy ostatnie.

Koścista, blada dłoń pchnęła ją w przód. Upadła, rozbijając skroń o zimny kamień. Stoczyła się w dół.

-Elian…wychrypiał Cyryl, zbiegając po leśnej skarpie.

-Elian spójrz na mnie…

Ale jej oczy nie widziały już niczego, niczego, poza jednym. Oglądały Boga.

Uriel wyciągnął dłoń. Z młodej twarzy zniknął strach. Była spokojna, może nawet szczęśliwa. Być może nikt jej nie zrozumie, być może stanie się obiektem drwin, że była rozpieszczona, słaba i nieporadna. Ale teraz traciło to na znaczeniu. Ona wiedziała jak było Ona i…On przecież też.

-Chodź. Wolę prowadzić w Górę niż w Dół. Odwzajemniła uśmiech. „Nie jest taki straszny”-pomyślała.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania