Wszystko
Wiatr lekko rozwiewa moje blond włosy. Słońce świeci zza chmur tworząc między drzewami świetlne kolumny.
Między tymi kolumnami idę ja. Na twarzy wypisanie zmęczenie wywołane ostatnimi wydarzeniami. Oczy nieprzytomnie patrzą w dal. Próbuję zebrać myśli na temat tego co się wydarzyło.
Wszystko zaczęło się kilka dni temu kiedy jeden z moich kumpli, Rafał zaproponował aby zwiedzić bunkry mieszczące się za naszym miastem. Bunkry były zbudowane przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej i krążyło o nich wiele legend.
-Mówię wam będzie super.-powiedział podekscytowany Rafał do mnie i mojego drugiego znajomego, Jarka.
-Tak, na pewno zajebiste będzie oglądanie spróchniałych trupów Hitlerowców.-niezbyt zadowolony odparł Jarek-Strata czasu, mówię ci.
-Niepotrzebnie marudzisz.-zostawał przy swoim Rafał-Nie mów że nie chcesz iść. Przekonaj go Marcin.
-No nie wiem.-odparłem nie będąc do końca pewnym co do tego pomysłu.
-Nie mów że ty też się cykasz.
-Pierdol się Rafał-burknąłem wkurzony uwagą kumpla.
-Cykasz się jak nic- powiedział a na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek.
Nie mogłem teraz dać mu wygrać i pozwolić na to by nazywał mnie tchórzem. Przecież co złego może się stać? Pójdziemy tam, trochę się pokręcimy i wrócimy.
-Odpuść już, widzisz że żaden z nas nie chce tam iść.-Próbował zakończyć Jarek.
-Zgoda-powiedziałem.
-Co?-zapytał zdziwiony Jarek, a na twarzy Rafała uśmiech stał się jeszcze większy.
-Pójdziemy tam.-rozwiałem wszelkie wątpliwości
-No i to ja rozumiem.-krzyknął Rafał-Teraz to już musisz się zgodzić Jarek.
-Dobra...Skoro oboje chcecie tam iść-zgodził się ale z widoczną nie chęcią Jarek- Ale mówię wam nic ciekawego tam nie będzie.
Żeby Jarek wiedział jak bardzo się pomylił mówiąc te słowa, pomyślałem kiedy między drzewami wyłonił się cel mojej podróży. Słońce odbija się od przejrzystej tafli jeziora. Patrzę na płaską powierzchnię wody. Muszę skupić myśli, muszę sobie przypomnieć co było potem.
Kilka dni później w końcu się zebraliśmy i poszliśmy za miasto. Jarek mimo że próbował nas jeszcze przekonać do powrotu to gdy już wyruszyliśmy nie narzekał. Mnie też wszelkie obawy opuściły kiedy zobaczyłem że Rafał się naprawdę poważnie przygotował, wziął ze sobą plecak wypchany łomami i innym sprzętem który jak sam określił "były nie zbędne do takiej wyprawy".
Kiedy już znaleźliśmy obiecane bunkry okazało się że sprzęt który taszczył ze sobą Rafał nie był zbyt potrzebny. Wejście było tylko prowizorycznie zamknięte i udało nam się bez problemu usunąć przeszkodę. Rafał nie był z tego faktu zadowolony ale szybko o tym zapomniał kiedy weszliśmy głębiej.
Początek korytarza wraz z kilkoma pierwszymi pomieszczeniami był ozdobiony kilkoma graffiti, a ziemi walało się mnóstwo śmieci po okolicznych menelach.
-Dobra chłopaki, przyszliśmy, zobaczyliśmy. Możemy wracać?-zapytał się Jarek
-Słuchaj ziom, nie bądź pizda-Rafał odpowiedział nie przeszukując kolejne pomieszczenia- jeszcze nie zobaczyliśmy wszystkiego.
-Zgadzam się z Jarkiem, można było by już iść- powiedziałem niecierpliwiąc się już. Spojrzałem na Rafała grzebiącego w rozpadającym się biurku. On podniósł wzrok na mnie.
Ehh... Niech wam będzie-odpowiedział z rezygnacją w głosie.-Czekajcie a to co ?
Wyciągnął z jednej z szafek klucz, zwykły średnich rozmiarów klucz.
-Teraz to już musimy się dowiedzieć od czego to-od razu Rafałowi poprawił się humor.
-No chyba sobie żartujesz-powiedział Jarek ale Rafał już znikł za ścianą.
-Zbieramy go i wychodzimy-krótko odparł do mnie i ruszył za nim.
Ja skoczyłem za nim, minęliśmy kilka pomieszczeń które Rafał zdążył wcześniej przejrzeć.
Jarek zatrzymał się przed pomieszczeniem dość pokaźnych rozmiarów.
-Tutaj jesteś-krzyknął Jarek i nagle ucichł.
Chciałem się zapytać o co chodzi ale spojrzałem do środka. Na ziemi leżał szkielet człowieka ubrany w poniszczony nazistowski mundur. Jarek powoli przekroczył próg, dopiero wtedy zobaczyłem że na ziemi po drugiej stronie leży jeszcze jeden podobnie ubrany szkielet.
-Patrzcie co ten ma w rękach-powiedział Rafał schylając się w stronę trupa
-Nie ruszaj!-wrzasnął nagle Jarek.
-Bo co się stanie ? -uśmiechnął się Rafał wstając i pokazując stary niemiecki pistolet-Myślicie że szwab się zastrzelił?
-Myślę że musimy już stąd iść-powiedziałem oglądając całe pomieszczenie.
Pod ścianą na środku stała wielka szafa, jeszcze w miarę się trzymała, czego nie można było powiedzieć o krzesłach porozrzucanych po pomieszczeniu. Pod lewą ścianą obok szkieletu z bronią stało biurko z ciemnego drewna nad którym wisiała podarta mapa którą ledwo dało się rozczytać.
Prawdziwe biuro mieli w tym bunkrze, pomyślałem, ale moje rozmyślenia przerwał Jarek.
-Ludzie chodźmy już stąd, a ty Rafał odłóż ten pistolet.
-Stary nie myśl że go teraz tak tu zostawię-odpowiedział Rafał-A nie pójdziemy dopóki się nie dowiem do czego jest ten klucz.
-Kurwa mać, nie będziesz teraz szukał jakiejś pieprzonej dziurki od klucza-nie ustępował Jarek.
Ignorując ich poszedłem w głąb sali. Przeszedłem przez środek pomieszczenia jeszcze raz wszystkiemu się uważnie przyglądając, mój wzrok zatrzymał się na uchylonej szafce biurka.
A to co? Przeszło mi przez głowę kiedy dostrzegłem jakiś sześcienny przedmiot.
Podszedłem i wziąłem i podniosłem go. Stara szkatułka, przetarłem grubą warstwę ciemnoszarego kurzu. Poczułem w nozdrzach drażniący zapach i zacząłem kichać.
Wtedy uwagę na mnie zwrócił Jarek.
-Stary co tam masz ?- powiedział kiedy zobaczył co przedmiot w moich rękach.
-Chyba mamy już naszą dziurkę od klucza- odparłem kiedy już przestałem kichać.
-Zajebioza, daj to.- przyskoczył do mnie Rafał.
-Ej, spokojnie-powiedziałem chowając pudełko za plecami- mieliśmy znaleźć dziurkę od klucza i ją mamy, teraz możemy się stąd wreszcie wynosić. I odłóż wreszcie ten pistolet.
-No dobra ale nawet nie wiemy czy kluczyk jest od tego pudełka- powiedział chowając broń do plecaka.
-Pojebało cię Rafał ? Nie weźmiesz ze sobą broni-znów zaczął kłócić się Jarek.
-A czemu by nie ? Im już się raczej nie przyda- powiedział pokazując na szkielety leżące na ziemi.
-Idziemy-skończyłem rozpoczynającą się kłótnie pakując szkatułkę do plecaka
-Ale nie sprawdziliśmy czy...-
-Zrobimy to na zewnątrz-przerwałem Rafałowi przechodząc przez próg.
Wyszliśmy z tego holernego bunkru i Rafał od razu upomniał się o szkatułkę.
-Niech ci już będzie-powiedziałem jakbym ulegał jego woli, mimo że sam byłem bardzo ciekawy co znajduje się w szkatułce i czy klucz w ogóle pasuje.
Odpiąłem zamek plecaka, wyciągnąłem szkatułkę. Teraz kiedy światło było lepsze mogłem się dokładnie przyjrzeć dziwnemu pudełeczku. Widać że było stare, zdobione dziwnymi wzorami w coś jakby kwiaty. Wykonane z ciemnego drewna, dużo ciemniejszego niż to z którego było zrobione biurko w bunkrze.
-Co się tak przyglądasz? Dawaj to.- przerwał mi oględziny Rafał, po czym zabrał szkatułkę z moich rąk.
Włożył kluczyk do otworu i przekręcił, stare części nie dały na początku pewien opór lecz szybko oparły się wieczko został odchylone.
Wtedy Rafała oświetliła słaba poświata w kolorze między błękitem, a zielenią, w tym samym momencie na jego oblicze wystąpił grymas zaskoczenia który po chwili przerodził się w coś na kształt ulgi.
Chciałem wraz z Jarkiem zobaczyć co wywołało jego reakcję ale on zamknął błyskawicznie szkatułkę.
-Ej, Rafał co ty odwalasz?-spytał oburzony Jarek-Też chcemy zobaczyć po co schodziliśmy tak głęboko.
-Nie jesteście jeszcze godni lecz już niedługo także staniecie się częścią wszystkiego.-ostatnie słowo powiedział takim głosem że przyszły mnie ciarki.
-Co ty pierdolisz?- powiedziałem z lekko załamanym głosem.
-Po prostu daj to pudełko- powiedział Jarek i złapał aby zabrać je z rąk Rafała.
Rafał wyrwał szkatułkę z zasięgu Jarka, drugą ręką sprzedając mu sierpowego w twarz.
-Kurwa, czy cię do reszty pojebało!?-wrzasnął Jarek wypluwając krew.
-Nie możesz go teraz poznać ale nie martw się to jest nieuniknione.
-Rafał uspokój się proszę cię-powiedziałem podchodząc do niego z podniesionymi pokojowo rękoma.-Słuchaj oddaj to pudełko i chodźmy do domu, nie ma sensu tu...
Wyskoczył na mnie i uderzył z całym impetem czołem o mój nos. Padłem na ziemie, a przed moimi oczami pojawiły się mroczki.
Następne wydarzenia widziałem pół przytomny. Krew zalewała mi twarz, a nade mną Rafał wyciągnął z plecaka łom i próbował nim tafić Jarka, cały czas trzymając szkatułkę pod pachą.
Chwilę później doszło do mnie co się dzieje. Szybko skoczyłem do dwóch kumpli którzy próbowali się teraz pozabijać. Złapałem Rafała i odciągnąłem go od Jarka który łapczywie łapał powietrze. Wyrzuciłem łom z jego ręki, jednak zaraz potem uderzył mnie łokciem w brzuch tym samym cały dech wyleciał mi z płuc.
Znowu padłem na ziemię.
Zobaczyłem jak Jarek wyrwał z plecaka pistolet znaleziony w bunkrze. Wycelował w Rafała.
-Odłóż ten pierdolony łom!-krzyknął Jarek
-Wiem że chcesz poznać co znaczy być częścią wszystkiego ale to jeszcze nie twoja pora.
-Jak się zaraz nie uspokoisz to obiecuję ci że ty przestaniesz być częścią tego świata!-krzyknął jeszcze głośniej.
Rafał podszedł bliżej, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Rzucił się na Jarka i w następnej chwili wszystko przyćmił ogłuszający dźwięk.
W pierwszej chwili nie doszło do mnie co się właśnie stało. Próbowałem poskładać myślisz i w tedy zrozumiałem że muszę coś zrobić.
-Rafał!-krzyknąłem, ale następne słowa uwięzły mi w gardle kiedy zobaczyłem że on stoi nad Jarkiem i uderza łomem w jego głowę, a raczej w to co z niej zostało. Bok Rafała był cały czerwony od wypływającej jeszcze z rany krwi.
-Niestety on widocznie nie mógł stać się jednością, lecz skoro tak sprawa stoi to powinieneś mimo twojego braku gotowości dołączyć do nas.- powiedział Rafał
Podszedł do mnie ze szkatułką w rękach. Chciałem się podnieść ale padłem jeszcze raz i zacząłem się czołgać po ziemi, próbując uciec od niego.
On szedł jeszcze bliżej i odchylał po woli wieczko. Widziałem poświatę wydobywającą się ze środka, poczułem że jak cała moja wola nagle staje się krucha i ulega temu co kryła tajemnicze pudełeczko.
Wtem moja ręka nadziała się na coś zimnego i twardego, chwilowy impuls pozwolił chwycić to i rzucić przed siebie.
Kamień uderzył w głowę Rafała powalając go na ziemię. Szybko wstałem i chwyciłem za łom. Uderzałem w jego głowę w szale, ogarnięty tylko chęcią zemsty za Jarka. Nie zauważyłem jak roztrzaskałem mu czaszkę i uderzałem dalej. Uderzałem aż nie odczułem dziwnej tęsknoty, chciałem jeszcze raz poczuć to co kryło się w szkatułce.
Wyciągnąłem po nią rękę zapominając o całym świecie. Walczyłem ze sobą chwilę ale udało mi się opamiętać kiedy zobaczyłem ile w okół jest krwi, zobaczyłem że przez tą pieprzoną szkatułę zginęli dwaj moi kumple.
To ciągle próbowało mnie do siebie przywołać myśli przewijały mi się przez głowę jak szalone. Od szaleństwa byłem bardzo niedaleko. Spojrzałem na słońce, lekko powiał wiatr, zbliżały się chmury.
Muszę stać się częścią wszystkiego, mimo że nie zobaczyłem całego wnętrza szkatułki to i tak czuję że bez tego nie będę już w stanie żyć.
Nie mogę pozwolić temu wygrać pomyślałem trzymając szkatułkę w rękach. Jeszcze raz mierzę wzrokiem jezioro. Plecak ciąży, chmury zakryły już całe niebo. To nie może wygrać.
Podnoszę wieczko, robiąc jednocześnie krok do przodu. Kamienie w plecaku przychylają mnie do przodu. Patrzę do środka szkatułki. Teraz już nic innego nie jest ważne, tylko abym zjednoczył się ze wszystkim przechodzi prze moją głowę i czuję wodę otaczającą całe moje ciało, a mój umysł otaczało już tylko wszystko.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania