Wtorek

Siedzę.

Udaję, że jest dobrze.

Jestem wczorajszy.

 

Ktoś obiera pomarańcze obok —

duszą mnie zapachem.

 

Uśmiecham się.

A oczy mówią co innego.

 

Palce cisną po prawdzie

na klawiaturze.

 

W budowlanej stołówce

przez okno patrzę na rusztowanie.

 

Hak na dźwigu kołysze się na linie —

jak moja równowaga w środku.

 

Ktoś coś powiedział.

I nic mi to nie mówi.

 

Nie wiem, ile wczoraj wypiłem.

Więcej niż przedwczoraj.

Mniej niż w niedzielę.

Tego nie wiem.

 

Nawet nie mam papierosa.

 

Kładę na chleb kiełbasę —

bez masła.

Na stole stoi zimna woda —

syczy gazem w plastikowej butelce.

 

Łapczywie chcę się napić.

I być już po przerwie.

Niezauważony.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Marzena godzinę temu
    🙂 czyżby ilość wrażeń przerosła twoją moc?
  • Tkors godzinę temu
    Nie ma takiej opcji dla mojego jezyka
    Co wisi na linie jak na haku ;)
  • Marzena godzinę temu
    Przypomniałeś mi czas mojej praktyki na odlewni. Owszem śmierdziało ale mnie takie zapachy jakoś przyciągają. Podobnie jak zapach rozcieńczalnika albo lakieru bezbarwnego. I pamiętam do dziś jak na stołówce dawali nam świeże bułki z masłem i pasztetem i ciepłe mleko. Już chyba nigdy więcej nie jadłam takich dobrych bułeczek. Fajny tekst. Przyciąga mnie twoje pisanie:)
  • Tkors godzinę temu
    Odlewnia żeliwa?
  • Marzena godzinę temu
    Tkors aluminium też
  • Tkors
    Marzena wszystko to kruchość
  • Marzena
    Tkors wiem wiem ale czasem zycie jest jak stal, wszystko zależy od zawartości węgla.
  • Tkors
    Marzena w piecu.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania