Wtorek
Siedzę.
Udaję, że jest dobrze.
Jestem wczorajszy.
Ktoś obiera pomarańcze obok —
duszą mnie zapachem.
Uśmiecham się.
A oczy mówią co innego.
Palce cisną po prawdzie
na klawiaturze.
W budowlanej stołówce
przez okno patrzę na rusztowanie.
Hak na dźwigu kołysze się na linie —
jak moja równowaga w środku.
Ktoś coś powiedział.
I nic mi to nie mówi.
Nie wiem, ile wczoraj wypiłem.
Więcej niż przedwczoraj.
Mniej niż w niedzielę.
Tego nie wiem.
Nawet nie mam papierosa.
Kładę na chleb kiełbasę —
bez masła.
Na stole stoi zimna woda —
syczy gazem w plastikowej butelce.
Łapczywie chcę się napić.
I być już po przerwie.
Niezauważony.
Komentarze (10)
🙂 czyżby ilość wrażeń przerosła twoją moc?
Nie ma takiej opcji dla mojego jezyka
Co wisi na linie jak na haku ;)
Przypomniałeś mi czas mojej praktyki na odlewni. Owszem śmierdziało ale mnie takie zapachy jakoś przyciągają. Podobnie jak zapach rozcieńczalnika albo lakieru bezbarwnego. I pamiętam do dziś jak na stołówce dawali nam świeże bułki z masłem i pasztetem i ciepłe mleko. Już chyba nigdy więcej nie jadłam takich dobrych bułeczek. Fajny tekst. Przyciąga mnie twoje pisanie:)
Odlewnia żeliwa?
Tkors aluminium też
Marzena wszystko to kruchość
Tkors wiem wiem ale czasem zycie jest jak stal, wszystko zależy od zawartości węgla.
Marzena w piecu.
Podoba mi się. Jest w tym i prostota i zgrabna poetyka.
Dzięki Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania