Wybacz, ale nie będę twoim bohaterem
- Boli? - spytał tylko, aby przerwać milczenie. Przecież widział grymas na jej twarzy.
- Tylko troszkę - skłamała, ocierając łzę z policzka.
Znów zapadła cisza. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. Spojrzał na jej buty. Nie sięgała nimi do podłogi. Dyndała nogami, podczas gdy on mógł zaprzeć się piętami. Przypominała dziecko; małe bezbronne dziecko, siedzące w poczekalni u dentysty. A on jak ojciec. A ojciec powinien bronić swojego dziecka, powiedzieć, że wizyta może się okazać nieprzyjemna, ale w perspektywie czasu borowanie teraz jest lepszym wyjściem. Ojciec chwyciłby ją za rękę i kupił nagrodę za ból.
Ale on nie był jej ojcem. Miała swojego, który nie traktował jej jak małej córeczki. Skazywał ją na życie w bólu, nawet go dokładał, zamykał na niego oczy. A ona się nim dławiła, gdy spływał pod postacią łez; dusiła się, kiedy jak lasso zaciskał się na jej żebrach; kuliła się, gdy dźgał ją w boki. Dźgały ją swoimi widłami dwa diabły: strach i ból. Czy miał być dla niej wodą święconą?
Jego ramiona byłby ścianami kościoła, ciepłym, suchym i bezpiecznym miejscem. Jego słowa miałyby zmyć jej grzechy. Swoją obecnością miałby odpędzać jej demony.
Wiedział, że ona tego pragnie; liczy na to, że zachowa się jak bohater. Ojciec. Jezus. Altruista. Ale on nie chciał, za wiele by go to kosztowało. Wywołałoby wiele zmian. A on ich nie chciał. Bez niej w jego życiu było mu wygodnie. To jak zamiana łóżka z idealnie miękkim materacem na podłogę obok łóżka. Cały czas wiesz, że ono jest za Twoimi plecami, marzysz o nim, wspominasz, ale nie możesz do niego wrócić. Nie, jeśli chcesz trzymać ją cały czas za rękę. Jeśli puścisz, możesz wrócić do cieplutkiej i wygodnej pościeli. Ale mogą Cię dręczyć koszmary. Będą powracać i powracać. Będziesz budzić się zlany potem i posiniaczony - tak bardzo miotasz się w nocy. Wiercisz się, kopiesz, wierzgasz. Czekasz na poranek, który nie nadchodzi, a już o niego błagasz. I jeszcze raz (chyba dziesięciotysięczny) przewracasz się na drugi bok. Jednak nie masz oparcia. Lądujesz na podłodze. Zmęczony, zły, wypełniony żalem i poczuciem winy. Upadasz równie nisko, co ona. Ale jej już tu nie ma. Nadszedł jej ranek.
Jeśli nie zejdziesz z łóżka teraz, nie wyciągniesz ręki, zapewne będziesz bezpieczny. Spokojny. Szczęśliwy. Niewinny.
Zapewne niewinny.
Komentarze (4)
Poruszasz trudny temat, dawać przyjemność innym za cenę swego bólu. Ja też nie chcę być takim bohaterem. Altruizm to chyba już przeszedł do lamusa. Współczesny bohater to wyzwolony i wykształcony. Pozdrawiam serdecznie
Są ludzie, którzy są gotowi cierpieć dla drugiej osoby.
Również pozdrawiam i życzę miłego dnia :)
Cudowne i głębokie :) Zostawiam 5
Dziękuję :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania