Wyczerpana dusza

Źrenice błyszczą jak światło pioruna,

ich moc bez granic przez przestrzeń się mknie,

pokonując Drogę Mleczną we wszechświecie —

dosięgnie duszy, dosięgnie mnie.

 

Czerń jak narkotyk zaślepia oczy,

serce jak puls wybija swój ton.

Czy uderzę w mur, gdy bliskość opadnie?

Czy pozostanie mi czerpać z kałuży deszcz?

 

Stygnie już stary płomień ogniska,

piorun rozcina milczenie na dwoje,

a moja siła, choć jeszcze się tli,

z nurtem Wisły odpływa — i klęczę.

 

Nie spełnia się pragnienie — rozkruszam plon,

wyłaniam z paproci zieleni odłam,

lecz pozostawiona po trudzie — konam,

w ramionach buku odnajduję schron.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania