Wyczerpana dusza
Źrenice błyszczą jak światło pioruna,
ich moc bez granic przez przestrzeń się mknie,
pokonując Drogę Mleczną we wszechświecie —
dosięgnie duszy, dosięgnie mnie.
Czerń jak narkotyk zaślepia oczy,
serce jak puls wybija swój ton.
Czy uderzę w mur, gdy bliskość opadnie?
Czy pozostanie mi czerpać z kałuży deszcz?
Stygnie już stary płomień ogniska,
piorun rozcina milczenie na dwoje,
a moja siła, choć jeszcze się tli,
z nurtem Wisły odpływa — i klęczę.
Nie spełnia się pragnienie — rozkruszam plon,
wyłaniam z paproci zieleni odłam,
lecz pozostawiona po trudzie — konam,
w ramionach buku odnajduję schron.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania