Wygrzebane z czeluści - najdłuższe jakie kiedykolwiek napisałam ;) CIERPLIWOŚCI W CZYTANIU
Spojrzała na zegarek, dochodziła trzecia. Kolejny raz wstała z łóżka i podeszła do okna, wypatrując jego samochodu - czarnego BMW. Sięgnęła po telefon leżący na parapecie, wybrała jego numer. Po drugiej stronie znów odezwała się automatyczna sekretarka.
„Cześć. Z tej strony Patryk, nie mogę rozmawiać ale jeżeli to coś ważnego zostaw wiadomość. Oddzwonię na pewno”.
To już piąty raz w tym miesiącu, kiedy ją zawiódł. Drżącą z nerwów dłonią sięgnęła po papierosa. Zaciągnęła się nim głęboko. Chodziła w kółko po pokoju, marząc by wszystko było tak jak jeszcze rok temu. Zanim zaczęli mieszkać ze sobą, wszystko szło tak pięknie.
Usłyszała zgrzyt klucza w zamku i skrzypienie otwieranych drzwi.
- Dlaczego nie śpisz? - jego pytanie wytrąciło ją z równowagi.
Stał teraz oparty o framugę drzwi ich sypialni i bawił się kluczykami od auta.
- Czekałam na ciebie.
Wyrzut w jej głosie kazał mu oderwać wzrok od kluczyków i spojrzeć na nią.
- O co ci chodzi?
Albo on udawał, albo naprawdę nie wiedział, o co jej chodzi. Dzisiaj były urodziny jej mamy, na które obiecał przyjść, to była jego ostatnia szansa, jaką dostał od niej i zmarnował ją.
- Dzisiaj były urodziny mojej mamy, wiesz? - wyszeptała ze łzami w oczach.
Zrobił krok w jej stronę, wyciągnął ręce. Chciał ją przytulić. Odsunęła się.
- Patryk, to koniec.
W odpowiedzi spuścił tylko głowę, ale nawet ze spuszczoną głową wyglądał perfekcyjnie, a idealnie skrojony garnitur w kolorze kawowym prezentował się na nim doskonale. Patrzyła teraz na niego w milczeniu, licząc chociażby na słowo „przepraszam”. Jej koszulka nocna, którą kilka miesięcy temu dostała od niego w prezencie urodzinowym, stała się nagle za mała. Dusiła się w niej, piekła ją skóra.
- Pati, to nie tak. Ja chciałem przyjechać - wydusił w końcu z siebie.
Łza spłynęła po jej policzku. Tak bardzo go kochała.
- To dlaczego? Wiedziałeś, że to twoja ostatnia szansa przecież. I jeżeli ją zmarnujesz, to nie mamy już o czym rozmawiać.
- Proszę cię, wybacz mi.
Po raz ostatni.
Ostatni raz, tak mówił zawsze, i zawsze przychodził kolejny ostatni raz. Miała już dość „ostatnich razów”.
- Dajmy sobie czas, Patryk. Muszę to wszystko przemyśleć, poukładać.
Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Pati, ja cię kocham.
Chciała mu odpowiedzieć, że ona jego też, ale nie mogła. Musiała być twarda.
Podeszła do szafy, wyjęła spakowaną podróżną torbę zawierającą wszystkie jej rzeczy. Nie patrząc na niego, postawiła ją przy drzwiach.
- Wyprowadzę się z samego rana.
- A więc to koniec? - nie czekając na jej odpowiedź, przyciągnął ją do siebie, pochylił głowę i pocałował. Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele, zatrzymały się na pośladkach. Podsunął jej koszulkę nocną do góry, zdjął jej majtki.
Nie protestowała, podobało jej się to. Zapomniała już, jak to jest być w jego ramionach. Od dobrych dwóch miesięcy nie dotykał jej nawet palcem. Całując się, podeszli do łóżka, lekko pchnęła go na nie. Usiadła okrakiem na nim, jego ręce pieściły jej pośladki, zadrżała kiedy jednym sprawnym ruchem obrócił się z nią tak, że był na górze. Rozbierał się w pośpiechu, podziwiając przy okazji jej ciało. Była piękna. Serce mocniej mu biło. Kochał ją bardziej, niż mógł przypuszczać, a mimo to zdradzał ją ze swoją sekretarką. Jednak ilekroć chciał się przyznać, coś odbierało mu mowę. Całował ją teraz po szyi, schodząc ustami niżej, jej ręce wplotły się w jego włosy. Całował jej piersi, uwielbiał je. Były dokładnie takie, jakie kobieta jego zdaniem powinna mieć. Nie za duże i nie za małe, mieszczące się w męskiej dłoni.
- Patryk - wyszeptała.
Podniósł na chwilę głowę.
- Mhm - wymruczał.
- Kochaj się ze mną.
W odpowiedzi uśmiechnął się tylko. Chciał, by była to najpiękniejsza i zarazem niezapomniana noc dla nich obojga. Całował teraz jej brzuch, rękami wodził po wewnętrznej stronie ud. Językiem przejechał po jej podbrzuszu, dobrze wiedział co robić, by rozpalić ją do czerwoności. Zszedł ustami niżej, starannie omijając jej idealnie ogoloną cipke. Była cała jego. Całował jej uda, czuł jak zaczyna się wiercić, jak czekanie na to co niedługo nastąpi staje się uciążliwe. Dotknął ustami jej łechtaczki, jęknęła. Wsunął język do środka. Palcami wszedł w nią. Była mokra i gotowa na niego. Podniósł się, pocałował ją i jednym płynnym ruchem wszedł w nią. Jej dłonie zacisnęły się na jego plecach, delikatnie zaczęła wodzić nimi po jego plecach. Kochali się z pasją i namiętnością. Doszli w tym samym czasie.
- Patryk? - wyszeptała wtulona w niego.
- Mhmm - wymruczał.
- Co się z nami stało? Byliśmy kiedyś szczęśliwi.
Odsunął ją delikatnie od siebie, spojrzał jej w oczy.
- Widzisz, Pati, to wszystko moja wina. Zawiodłem cię już tyle razy. Nawet i dzisiaj, ale nie chcę, byś odchodziła. Zostań, proszę.
Pokręciła smutno głową.
- I znów będzie to samo?
Na powrót przytulił ją mocno do siebie.
- Nie będzie tak, przysięgam. Będzie tak jak dawniej.
Obiecał sobie w duchu, że jeżeli ona z nim zostanie, zakończy romans z sekretarką.
Pamiętał dokładnie, kiedy on się zaczął. Jego sekretarka była osobą kobietą od niego o sześć lat, od Patrycji tylko o trzy. Zwróciła jego uwagę strojem, nie nosiła przykrótkich spódniczek jak większość kobiet w jego firmie, unikała wydekoltowanych bluzek, nie malowała się. Była cicha, spokojna i opanowana. Przeciwieństwo jego Patrycji.
Bliżej poznali się na imprezie firmowej, do tej pory łączyły ich stosunki typowo służbowe bez spoufalania się. On był po kilku głębszych, Angelika również nie była najtrzeźwiejszą osobą w towarzystwie. Zaczęli rozmawiać o jej rozpadającym się związku, o Patrycji, o pracy i od słowa do słowa znaleźli się w jego pokoju. Poszli do łóżka, kochali się przełamując wszelkie bariery. Na drugi dzień, po przebudzeniu, chciał, by to był tylko sen, głupi żart ze strony jego sekretarki leżącej nago obok niego.
Nie bardzo wiedział, jak ma się zachować w tej sytuacji i czy przyznać się Patrycji. Po dłuższym zastanowieniu postanowił milczeć. Przez kilka dni po całym zajściu starał się unikać Angeliki, chciał zapomnieć. Jednak po kłótni z Patrycją uciekł w ramiona Angeliki, przestał się już bronić, pochłonął go ten romans. Do domu wracał bardziej z obowiązku niż z chęci. Oddalał się od Patrycji coraz bardziej, zostawał w pracy po godzinach, nie raz nie wracał w ogóle do domu, tłumacząc się nawałem pracy. Często wybierał spanie na niewygodnej kanapie niż spanie obok Patrycji w ich wspólnym, wygodnym łóżku, w którym spędzali kiedyś tyle czasu. Jednak mimo wszystko kochał Patrycję. Najgorsza była świadomość, że łamie jej serce i ona kiedyś odejdzie. A on zostanie sam.
- Będziesz wracał do domu po pracy i przestaniesz mnie zawodzić? - wyszeptała z nadzieją w głosie.
- Obiecuję ci, kochanie, tak właśnie będzie.
Usnęli wtuleni w siebie.
Patryka obudziło brzęczenie jego telefonu w kieszeni marynarki. Wstał z łóżka, starając się nie obudzić Patrycji. Wysunął się delikatnie z jej objęć. Sięgnął po telefon. Dzwoniła Angelika.
- Wiesz, która jest godzina? - jej telefon wyprowadził go z równowagi.
- Wiem, ale nie odpisywałeś mi na sms-y więc postanowiłam zadzwonić. Martwiłam się. - Była smutna, wyczuł to po głosie.
- Byłem z Patrycją.
Cisza po drugiej stronie zdawała się być cięższa od ołowiu.
- Pogodziliście się?
- Tak, pogodziliśmy.
- Co z nami będzie? - wyszeptała.
- Porozmawiamy jutro w pracy.
Nim zdążyła mu coś odpowiedzieć, rozłączył się. Nie chciał z nią teraz rozmawiać. Spojrzał na Patrycję, wyglądała tak słodko, gdy spała. Wrócił do łóżka, wsunął się pod kołdrę. Śpiąca obok niego kobieta przeciągnęła się. Otworzyła oczy.
- Która godzina? - wymruczała sennie.
- Kilka minut po szóstej - odpowiedział, przyciągając ją do siebie.
Poczuł, jak jej ręka przesuwa się w kierunku jego członka, który w ułamku sekundy stał się twardy i gotowy do działania.
- Brakowało mi was - powiedziała ze śmiałością w głosie i nie czekając na jego reakcję, ściągnęła kołdrę, odrzucając ją na podłogę.
Usiadła na nim, nasuwając się na członka. Jej wargi sromowe oplatały go, pasowali do siebie idealnie. Zaczęła się poruszać w dół i w górę. Jego ręce dotykały jej piersi, następnie zaczęły pieścić jej pośladki. Podniósł ją do góry, teraz to on w nią wchodził, poruszał się w niej coraz szybciej i mocniej. Poczuł, jak jej cipka zaczyna pulsować na jego członku i zaciskać się. Szczytowała. Po raz pierwszy, odkąd poszli ze sobą do łóżka, ona doszła pierwsza.
- Jesteś cudowny - wyszeptała.
Wbił się w nią jeszcze kilka razy i doszedł w niej.
- Kocham cię - wymruczał.
- Ja ciebie też.
Położyła się obok niego, mocno wtulając w jego ramiona. Od dawna nie była taka szczęśliwa. Czuła, że teraz jego obietnice nie są już tylko pustymi słowami.
***
- Angela, przykro mi, ale to koniec - powiedział, zanim ona otworzyła buzię.
- Jesteś pewny? - jej zimny ton głosu dawał mu jasno do zrozumienia, że to co powiedział przed chwilą nie ucieszyło jej.
- Tak, jestem pewny - odpowiedział.
- Kochasz ją? - zadała mu pytanie, na które doskonale znała odpowiedź.
- Kocham ją całym sercem.
- Ją kochasz, a ze mną sypiasz - ironia w jej głosie i sarkastyczny ton, nie wiedzieć czemu, rozbawiły go.
Podszedł do niej, położył jej dłonie na ramionach. Potrząsnął delikatnie.
- Proszę, nie miej do mnie pretensji o to. Wiedziałaś przecież, jak jest.
Zachowywał się jak dupek, wiedział o tym, ale nie będzie przepraszał jej za coś, czego chcieli oboje tak samo mocno.
- Nie mam pretensji, ale myślałam, że coś dla ciebie znaczę.
Znaczyła, była dla niego kimś więcej niż tylko osobistą sekretarką i kochanką po godzinach pracy. Była jego przyjaciółką, powierniczką. I w końcu była osobą, którą darzył zaufaniem.
- Jesteś moją przyjaciółką.
Uśmiechnęła się smutno.
- Ty również jesteś moim przyjacielem.
Przytulił ją.
- Angi, z nikim nie rozmawia mi się tak dobrze jak z tobą.
Kobieta odwzajemniła jego uścisk.
- A więc, przyjacielu, czy pójdziesz ze mną dziś na obiad?
- Pójdę.
Na jego biurku zadzwonił telefon. Dzwoniła Patrycja. Uśmiechnął się do ekranu TELEFONU.
- Co tam, kochanie?
- Chciałam zapytać, co chciałbyś zjeść na kolację bo obiad zjesz pewnie w pracy.
Zapomniał już, jak smakuje kuchnia Patrycji, gotowała doskonale. To była jej pasja.
- Może zapiekankę? Będę o osiemnastej.
Usłyszał, jak Patrycja zaciąga się papierosem. Skrzywił się. Sam był osobą niepalącą i nie lubił, gdy ktoś palił. Wczoraj kiedy przyszedł do domu i wyczuł w powietrzu zapach nikotyny, miał ochotę zrobić jej awanturę o palenie w domu, a już na pewno o nieotworzone okno. Zrezygnował jednak z tego, widząc wyraz jej twarzy. Była wściekła, a on nijak nie mógł sobie przypomnieć, co znów zrobił nie tak. Olśniło go w momencie, w którym wspomniała o urodzinach jej mamy. Jak mógł być tak głupi, by o nich zapomnieć? Wiedział, jak bardzo ten dzień był dla niej ważny. W następnej chwili zwrócił uwagę na to, w co była ubrana. Miała na sobie koszulkę nocną, prezent od niego. Dając go jej, nie był pewien czy spodoba jej się tak bardzo jak jemu.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - powiedział, wręczając jej prezent.
Otwierając prezent, miała minę małego dziecka, które po raz pierwszy samodzielnie bez pomocy dorosłych rozpakowuje prezenty spod choinki. Wyglądała uroczo.
- Dziękuję, jest śliczna - powiedziała, zarzucając mu ramiona na szyję.
Trzask odkładanej słuchawki oderwał go od wspomnień. W dalszym ciągu uśmiechał się. Po jej telefonie zdał sobie sprawę, jak bardzo zdążył się już stęsknić. Kiedy wychodził z ich mieszkania, ona spała. Oboje zgodnie stwierdzili, że jego dochody są wystarczające na tyle, by nie musiała iść do pracy. Był prezesem w firmie swojego ojca. Mogli więc sobie też pozwolić na luksusowy dwupoziomowy apartament na przedmieściach miasta. Urządzili go tak jak chciała Patrycja, wszystko było w stonowanych barwach i pasowało do siebie doskonale.
Kątem oka dostrzegł grymas na twarzy Angeliki, zignorował go.
Cóż mógł poradzić jej na to, że całym sercem kochał Patrycję? Włożył dłoń do kieszeni, natknął się na małe pudełeczko. Wyciągnął je. Kompletnie o tym zapomniał, niemożliwe by był aż takim idiotą. Złośliwy uśmiech zagościł na twarzy Angeliki.
- Zapomniałeś się oświadczyć?
Spojrzał na nią groźnie. Nigdy wcześniej nie była tak bardzo złośliwa.
- Spostrzegawcza jesteś - odgryzł się - a teraz proszę, zostaw mnie samego. Mam kila spraw do załatwienia.
Kobieta wyszła z jego gabinetu, trzaskając drzwiami. Podszedł do skórzanego fotela i opadł na niego, przymknął oczy. Palcami masował sobie skronie. Poczuł się zmęczony, bardziej niż zwykle. Otworzył jedno oko, spojrzał na zegarek. Dochodziła dopiero dwunasta. Jeszcze dwie godziny do obiadu, a sześć do powrotu do domu. Do głowy przyszła mu pewna myśl. Sięgnął po swój telefon.
„Kochanie, dzisiaj czeka cię noc pełna fajerwerków. Mam zamiar wynagrodzić ci te miesiące, kiedy byłem obojętny. Włóż coś seksownego, coś co będę mógł zdjąć z ciebie bez najmniejszego problemu”.
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
„Co powiesz, na seks w twoim biurze? Mogę być za pięć minut.”
Uśmiechnął się do siebie. I odpisał:
„Chcę cię tu mieć za dwie minuty.”
Znów przymknął oczy. I czekał. W momencie, w którym ponownie otworzył oczy, ktoś delikatnie zapukał do drzwi. Wiedział, kto to jest.
- Wejdź, Pati.
Obserwował, jak wchodzi. Była ubrana w klasyczną małą czarną, różowy pasek opinał jej biodra, a szpilki w tym samym kolorze na niebotycznie wysokich obcasach uzupełniały jej strój. Wyglądała tak, jak kobieta powinna wyglądać.
Stanęła kilka centymetrów od jego biurka, patrząc mu w oczy. Odrzuciła pasek na bok, rozpięła sukienkę, która spadła miękko na podłogę. Ku jego miłemu zaskoczeniu, nie miała nic pod spodem.
- Buty też zdejmij - powiedział z uśmiechem.
Była dużo niższa od niego, bez szpilek przy nim czuła się jak mała dziewczynka. Na jej policzkach zagościł rumieniec.
- Chcę kochać się w szpilkach - wymruczała.
Szybkim ruchem podniósł się z fotela, podszedł do drzwi, przekręcił klucz. Następnie wziął ją na ręce i posadził na biurku. Jej ręce rozpięły jego pasek. Wziął jej twarz w dłonie, pochylił się i pocałował zachłannie. Zdjął spodnie razem z bokserkami i wszedł w nią. Kochali się szybko, mocno i namiętnie. Obojgu brakowało bliskości ich ciał. Pamiętali, jak było pięknie, nim wszystko się popsuło.
Kiedy skończyli się kochać, przytulił ją mocno.
- Kocham cię, łobuzie - powiedział głośno.
- Ja ciebie też kocham.
- Masz ochotę iść ze mną na obiad? Miałem iść z Angeliką, ale w tych okolicznościach zrozumie chyba, że wolę zjeść obiad z n a r z e c z o n ą.
Czekał na wrażenie, jakie zrobi na niej to ostatnie słowo.
- Narzeczona?
W odpowiedzi wyjął pudełeczko z kieszeni spodni, otworzył je i uklęknął przed nią. Chciał zrobić to wczoraj, ale zapomniał. Teraz jednak cieszył się z takiego obrotu sprawy. Wczoraj mogła by powiedzieć „nie” zamiast „tak”.
- Wyjdziesz za mnie?
- Tak - wyszeptała przez łzy.
Była wzruszona, nie spodziewała się tego. Przytuliła się do niego mocno.
Usłyszeli pukanie do drzwi. Wypuścił ją z objęć, poszedł otworzyć. W drzwiach stała Angelika. Miała minę wojowniczki. Gdyby wzrok mógł zabijać, z pewnością zabiłby Patrycję, która niczego nie świadoma podeszła do niej się przywitać. W głowie Patryka zaświeciła się czerwona lampka. Bał się tego, co może powiedzieć Angelika.
- Zobacz, piękny, prawda? - wesoło powiedziała Patrycja.
Angelika nie musiała oglądać pierścionka, sama pomagała go wybierać.
- Tak, piękny. Kto by pomyślał, że będziecie tacy szczęśliwi.
Patryk rzucił jej niebezpieczne spojrzenie.
- Co chciałaś? - postanowił przejść od razu do konkretów, chciał, by jak najszybciej stąd poszła.
W odpowiedzi Angelika podała mu jakieś dokumenty, dotykając przy tym jego dłoni. Dopiero teraz zwrócił uwagę, w co była ubrana. Miała na sobie krótką plisowaną spódniczkę, białą bluzkę z głębokim dekoltem i szpilki. Rozpuściła również włosy i umalowała się. Nie pasował do niej ten strój ani makijaż. Angelika, którą znał, wyglądała jak szara myszka, a nie jak kobieta, za którą obejrzałby się na pewno, gdyby nie Patrycja.
- Ładnie dziś wyglądasz - komplement z ust Patrycji skierowany do Angielki zdenerwował go.
Cała ta sytuacja wydawała się być komiczna. Jego narzeczona, eks kochanka i on w jednym pomieszczeniu. Musiał jak najszybciej znaleźć jakieś dobre rozwiązanie.
- Angela, jeżeli to wszystko, to zostaw nas samych.
Bez słowa wyszła z jego gabinetu. Nie podobało jej się to, w jaki sposób ją potraktował. To ona powinna być na miejscu Patrycji, to ona powinna dostać ten cholerny pierścionek.
***
Siedziała przy swoim biurku i kartkowała jakąś gazetę, zastanawiając się w czym jest gorsza od Patrycji. Kochała Patryka, a on ją wykorzystywał. Od kiedy zaczęli ze sobą sypiać, z każdym, nawet najmniejszym, problemem szedł do niej, licząc na to, że rozwiąże go za niego. Sama nie wie, kiedy zakochała się w nim. Dla niego odeszła od faceta, z którym była od siedmiu lat. Był dobrym człowiekiem, ale brakowało jej w nim czegoś. Wieczne problemy z pieniędzmi, zaległe rachunki były na jej głowie. Kamil był dużym dwudziestotrzyletnim dzieckiem, którym musiała się zajmować. Męczyło ją matkowanie, uważała że każdy powinien sam troszczyć się o siebie. Tak zresztą była wychowana. Była pewna, że przy Patryku nie musiałaby myśleć o pieniądzach czy zaległych rachunkach. Sam często powtarzał, że kobieta nie jest od tego, by zarabiała pieniądze na dom, od tego jest mężczyzna. Kobieta może pójść do pracy, ale tylko po to, by mieć pieniądze na własne potrzeby. Z każdym jego pocałunkiem zazdrościła Patrycji coraz bardziej. Nienawidziła jej z całego serca.
Zastanawiała się też, co mogą teraz robić. Pewnie byli zajęci sobą. Pocieszała ją wizja wspólnego obiadu z Patrykiem. Nie zrezygnowałby z obiadu z nią dla Patrycji. Przekonywała samą siebie, coraz mniej w to wierząc.
Na jej biurku zadzwonił telefon. Spojrzała na wyświetlacz. Dzwonił Kamil.
- Nie mogę teraz, jestem w pracy.
Chciała odłożyć już słuchawkę, ale jego jęk powstrzymał ją.
- Przyjedź do mnie, potrzebuję cię.
Nie wiedziała, co ma myśleć. Nie chciała go widzieć. Nie chciała wracać tam gdzie przez dwa lata mieszkała. Nie chciała wracać do tego, co zostawiła, do wspomnień.
- Nie obiecuję.
Rozłączyła się, zanim coś powiedział. W tym samym momencie otworzyły się drzwi gabinetu Patryka.
Widok Patrycji wtulonej w jego ramię popsuł Angelice humor do końca.
- My idziemy na obiad - powiedział, nie patrząc na nią, i nim zdążyła coś odpowiedzieć, już ich nie było.
Zabolało ją to co zrobił, przecież to ona miała iść z nim na obiad. Nie namyślając się długo, sięgnęła po swoją torebkę. Nie miała nic innego do roboty, jak jechać do Kamila i sprawdzić czego chciał.
W przeciągu dwudziestu minut była na miejscu. Na widok odrapanej i obskurnej kamienicy przeszły ją ciarki. Nie cierpiała tego miejsca. Źle jej się kojarzyło. Wiele razy idąc wieczorem na spacer słyszała krzyki i odgłosy bicia. Potem następował przeciągły szloch i cisza. Nigdy nie zapomni, jak półnaga kobieta błagała ją o pomoc. Była tak bardzo wstrząśnięta tym zajściem, że przez tydzień wciąż miała ją przed oczami. Krew płynęła po jej policzku, miała podbite oko i była w samej bieliźnie. Szczęściem w nieszczęściu była pora roku. Dzięki Bogu było to lato. Zadzwoniła po pogotowie, opatrzyli jej ranę na policzku i zabrali do szpitala. Tego kto to zrobił złapali dwa dni później. Ukrywał się przed policją, jednak potrzeba napicia się była silniejsza od niego. Dostał dwa lata. Kobiety od tamtego czasu więcej nie widziała. Z tego co słyszała to wyprowadziła się do rodziny. Zaskakujący był dla Angeliki jej wiek. Dwadzieścia lat, była dwa lata młodsza od niej.
Weszła po schodach do mieszkania, zapukała. Nie czekała długo. Widok Kamila przeraził ją. Był pobity, miał rozcięty łuk brwiowy, zapuchniętą wargę. Dziwiła się, jak mógł mówić w takim stanie.
- Kto ci to zrobił? - zapytała bez wstępów.
- Wchodziłem do kamienicy, kiedy dwóch mnie złapało. Nie miałem szansy się bronić.
Domyśliła się tego. Kamil nie był postawnej postury, był chudy. Mogła mu policzyć wszystkie żebra. Czasami zazdrościła mu jego metabolizmu. Mógł jeść wszystko w dużych ilościach, a i tak nie tył. Ona, by wyglądać tak jak wyglądała, musiała wyrzekać się wielu rzeczy, na które nie raz miała ochotę.
- Ślicznie wyglądasz - pochwalił ją.
Zarumieniła się lekko. Wolałaby to usłyszeć z ust Patryka.
- Dziękuję - powiedziała i przejechała ręką po włosach.
Kamil chciał ją przytulić, ale nie pozwoliła. Nie uważała, by był to dobry pomysł. Wyminęła go i poszła do kuchni. Jęknęła w duchu. W zlewie stała sterta nieumytych naczyń. Mogła się tego domyślić. On nigdy nie dbał o porządek.
- Gdybyś zaczął sprzątać, byłoby ci o wiele łatwiej.
Usłyszała, jak się śmieje. Dobrze wiedziała, co oznacza jego śmiech. Kpił z niej i jej zamiłowania do porządku. Wychodził z założenia, że nie warto robić czegoś, co i tak za dzień lub dwa trzeba będzie powtórzyć. Dlatego kiedy zaczęła pracować dla Patryka, szczególną uwagę zwróciła na stan jego gabinetu. Wszędzie panował porządek. Wszystko było poukładane alfabetycznie. A jedyną rzeczą jaka nie pasowała do jego gabinetu było zdjęcie w ramce przedstawiające jego i jakąś kobietę. Wtedy nie wiedziała kim jest kobieta ze zdjęcia ani też nie wiedziała tego, że za jakiś czas ona i jej szef zbliżą się znacząco do siebie.
- Angela, dobrze wiesz co myślę o sprzątaniu.
W odpowiedzi westchnęła tylko.
***
Poszli na obiad do drogiej i luksusowej restauracji. Zachowywali się tak jak wcześniej, cały czas trzymali się za ręce.
Dystans między nimi prysł jak bańka mydlana. Żałowała, że wczoraj była gotowa odejść od niego. Kochała go z całego serca. Był całym jej światem.
Z rana po przebudzeniu myślała, że był to tylko piękny sen, jednak kiedy na poduszce obok znalazła różę i karteczkę, wiedziała już, że to zdarzyło się naprawdę. Wybaczyła mu jego nieobecność na urodzinach swojej mamy, wybaczyłaby mu wszystko. Oprócz zdrady, ale zdrada w jego wykonaniu wydawała się być śmieszna. Nie miał potrzeby, by uciekać do innej kobiety.
- Kochanie, pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? - odezwał się pierwszy.
Uśmiechnęła się do niego. Czy pamiętała? Oczywiście, że tak. Nie mogłaby tego zapomnieć. Wtedy była związana z mężczyzną o nieciekawej przeszłości, chciała odejść od niego, ale bała się bycia samą. Usiadła w parku na ławce, schowała twarz w dłonie i rozpłakała się jak mała dziewczynka. On usiadł obok niej i podając chusteczkę, powiedział coś co dało jej nadzieję.
- Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być lepiej.
Spojrzała na niego zaczerwienionymi od płaczu oczami. Miał na sobie kosztowny, dobrze skrojony garnitur. Pachniał drogimi perfumami. Była przekonana, że zaraz pewnie podejdzie do nich jakaś kobieta wprost wyjęta z okładki czasopisma dla kobiet i odejdą razem, a ona znów zostanie sama na ławce.
- Czy miałabyś ochotę zjeść lody? Słyszałem, że są dobre na smutki.
Uśmiechnęła się smutno. Ale przynajmniej, był sam.
- Z chęcią.
I tak zaczął się ich związek. Ona odeszła od faceta, z którym nie była szczęśliwa, on zrezygnował z życia wiecznego kawalera. To już cztery lata, jak byli ze sobą.
Jedli obiad, wspominając cały ten czas swoją wspólną przeszłość.
- Kochanie, a co sądzisz o dziecku? - zapytała w pewnej chwili.
- Myślę, że to już najwyższy czas - odpowiedział pomiędzy jednym kęsem a drugim.
Dziecko dopełniłoby ich związek, byłoby owocem ich miłości. Był jej pierwszym facetem, z nim pierwszym się kochała, był jej pierwszą wielką miłością. Gdy patrzyła w jego oczy, przepełniało ją szczęście.
- O czym myślisz, kochanie? - wyszeptał, całując jej dłoń.
- O nas. Kocham cię.
- Ja ciebie też, zawsze.
Patrycja nie pochodziła z zamożnej rodziny, wychowywała ją tylko mama. Ojciec zostawił je zaraz po jej urodzeniu. Jej mama nigdy nie związała się już z innym facetem. Kiedy po raz pierwszy przyprowadziła Patryka do domu, bała się jego reakcji. Nie wstydziła się domu, była dumna z niego, ale facet taki jak on był przyzwyczajony do luksusów. Był mężczyzną nienależącym do jej świata. Spędzał noce w najdroższych klubach i nie martwił o jutro, podczas gdy ona liczyła grosz do grosza i oszczędzała na wszystkim.
- Musisz wracać do biura? - zapytała, patrząc mu w oczy.
W odpowiedzi uśmiechnął się, pokręcił głową. Wyciągnął telefon, wybrał numer.
- Angela, mnie już dziś nie będzie.
Wyciągnęła rękę i dotknęła jego policzka. Uwielbiała jego dwudniowy zarost, wyglądał tak cholernie pociągająco i nieprzyzwoicie. Miała na niego ochotę.
- Jedźmy już do domu.
Po około pół godzinie byli już w domu. Rozbierali się w pośpiechu.
- Jesteś piękna - wymruczał pomiędzy pocałunkami.
Położył ją na podłodze, wszedł w nią bez wstępów. Wiedział co lubi i na co ma ochotę. Znał ją na wylot. Kochali się bez pośpiechu, delektowali każdą chwilą. Liczył się tylko on. Miała wrażenie, że jest to najdłuższy seks w jej życiu.
Leżąc wtulona w niego, przypomniała sobie jego pierwszą rozmowę z jej mamą. Był spięty, pociły mu się dłonie, wyglądał jak nastolatek przed ważnym sprawdzianem, a nie jak biznesmen odnoszący sukcesy. Miał problemy ze złożeniem sensownego zdania, jąkał się i nawet raz się nie uśmiechnął. Splotła jego palce ze swoimi.
- Moja mama nie gryzie. Uwierz mi - powiedziała z uśmiechem na ustach.
Spojrzał na nią sarnim wzrokiem.
- Czuję się jak uczniak - przyznał z zażenowaniem.
Delikatnie pocałowała go w usta, dodając mu otuchy.
Ona spotkania z jego rodzicami też się bała. Nie wiedziała, jak zareagują na jej widok. Nie pochodziła z ich świata pełnego luksusów i przepychu. Stopniowo się do niego przyzwyczajała, ale zasady wpojone jej przez mamę pamiętała cały czas. Chciała też, by jej mama przeprowadziła się do nich.
- Córeczko, młodzi powinni mieszkać sami.
Nie starała się przekonywać mamy, za to odwiedzała ją tak często, jak tylko mogła. To była jedyna sensowna osoba w jej życiu. Zawdzięczała jej wszystko.
Spojrzała na śpiącego Patryka. Ostrożnie wysunęła się z jego objęć. Na palcach poszła do salonu, otworzyła balkon i stanęła w drzwiach. Wsunęła dłoń do kieszeni szlafroka, wyjmując z niej paczkę papierosów. Wyciągnęła jednego. Tak bardzo chciało się jej palić. Zaciągnęła się głęboko, w momencie w którym wypuszczała dym usłyszała jego kroki.
- Znowu palisz?
Wiedziała, jak bardzo Patryk nie lubi jej nałogu, nigdy mu nie obiecywała, że rzuci, ale była przekonana, że tego właśnie by chciał. Sam nigdy nawet nie spróbował, odrzucał go sam zapach.
- Cały dzień nie paliłam.
Skrzywił się nieznacznie.
- Jeśli wytrzymałaś dzień bez tego gówna, to wytrzymałabyś dłużej. To kwestia chęci.
Chciała coś powiedzieć, ale widząc jego minę, zrezygnowała. Był zły. Nie chciała zaogniać konfliktu z nim, przecież dopiero od niecałych dwudziestu czterech godzin było tak jak na początku. Bez słowa zgasiła papierosa. Chciała się przytulić. Odsunął się.
- Wiesz dobrze, jak nie lubię zapachu papierosów.
***
Budząc się, poszukał jej ręką. Nie było jej przy nim. Otworzył oczy. Pierwszy raz od dłuższego czasu był naprawdę szczęśliwy. Kochał ją całym sobą. Żałował zdrady, do której się posunął. Cały czas zastanawiał się, czy przyznać się jej do tego, wiedział, że byłby to definitywny koniec bez możliwości zaczęcia od nowa.
Postawił nogi na podgrzewanej podłodze i poszedł w kierunku salonu. Wyczuł zapach nikotyny w powietrzu. Paliła, to było więcej niż pewne. Poczuł, jak wzbiera się w nim złość, a tlący się papieros w jej ręce podziałał na niego jak czerwona płachta na byka. Nie chciał stawiać jej ultimatum, to było poniżej jego poziomu. Ultimatum stawiają ludzie niedojrzali, niepotrafiący znaleźć solidnych argumentów, a on przecież nie należał do takich ludzi. Tylko jej nałogu nie potrafił zaakceptować. Jego matka przez całe życie była miłośniczką palenia, lubowała się w wyszukanych markach papierosów. Zmarła niecały rok temu na raka płuc. Przyczyna dla niego była oczywista. Nie chciał, by i Patrycja podzieliła jej los.
Gdy teraz patrzył na nią, przepełniała go duma. Była brunetką o ślicznych orzechowych oczach, uroczym uśmiechu, a długie kręcone włosy dodawały jej uroku. Wychodząc gdzieś razem, zawsze słyszeli mnóstwo komplementów na temat ich dopasowania. Nigdy wcześniej z żadną kobietą nie było mu tak dobrze i żadnej nie kochał tak jak Patrycji. Nawet kobieta, z którą był, zanim pojawiła się Patrycja, nie budziła w nim takich uczuć. Nie kochał jej, nie wiązał z nią jakichkolwiek planów. Życie z nią przypominało szybką jazdę samochodem.
Pewnego dnia spotkał Patrycję. Siedziała na ławce, miała twarz schowaną w dłoniach, cała się trzęsła. To że płakała potwierdzały jej zaczerwienione oczy. Zaproponował pójście na lody, nie do końca będąc pewnym, czy powinien ją zaprosić, nie znał jej przecież. Zgodziła się jednak i gdy patrzył na nią i jej minę gdy je lody, zrozumiał, że właśnie stracił głowę i miłość od pierwszego wejrzenia jednak istnieje.
Czas spędzany z nią mógł porównać z dotknięciem nieba, każdą chwilę przeżywał podwójnie, słuchając jej opowiadań na temat jej życia, miał wrażenie, jakby to on, a nie ona, przez to przechodził. Kiedyś chciała być modelką, jednak bycie modelką nie było czymś, z czego mogłaby się później utrzymać i co dałoby jej stabilizację, dlatego wybrała public relations. Był z niej dumny, kierunek studiów nie należał do najłatwiejszych, a mimo to była najlepsza na roku. On sam z kolei był bankierem z wykształcenia, ale wybrał posadę w dobrze prosperującej firmie swojego ojca. Kiedy ktoś go pytał czy nie żałuje swoich wyborów, zawsze odpowiadał, że nie.
Miał wszystko, czego chciał. Czuł się spełniony nie tylko zawodowo, ale również prywatnie. Do szczęścia brakowało mu już tylko sakramentalnego „tak” i dziecka. Dziecka będącego owocem miłości jego i Patrycji. O dziecku myślał od dawna, ale kiedy rozpoczął romans z Angeliką, powiększenie rodziny nie wchodziło w grę. Nie potrafił wyjść od jednej i pójść do drugiej. Źle się z tym czuł. Kiedy Patrycja starała się zbliżyć do niego, odsuwał się, wyszukiwał różne zajęcia, by być z dala od niej. Gdyby mógł cofnąć czas, nigdy nie doprowadziłby do sytuacji, kiedy musiał wybierać: kochanka albo ukochana kobieta.
- Gniewasz się? - głos Patrycji wyrwał go z zamyśleń.
Chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Nie, nie gniewam się.
Oparł się swobodnie o framugę drzwi. Zdawał sobie sprawę, że jedno słowo i Patrycja rzuci się na niego. Działali na siebie jak magnes.
- Kocham cię - powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
- Ja ciebie też - odrzekł.
***
Przekręcała się z boku na bok, zastanawiając się co może robić Patryk. Powoli stawał się jej obsesją. Żyła tylko tymi dniami, w których mogła go zobaczyć. Przypominała sobie, jak to było w jego ramionach, jaki był w łóżku. Jeden jego dotyk rozpalał ją do czerwoności, oddawała mu się, nie zastanawiając się co będzie później. Jak idiotka łudziła się, że on odejdzie od Patrycji, zostawi ją dla niej.
Zakochała się we własnym szefie, nie była z tego dumna. Przecież gdyby tylko chciała, znalazłaby kogoś kto byłby z nią, kto obdarzyłby ją uczuciem i z kim względnie mogłaby być szczęśliwa.
Sięgnęła po leżący na szafce nocnej telefon, wybrała jego numer. Chciała zadzwonić, ale postanowiła napisać mu jednak sms-a.
„Nie potrafię zapomnieć o tym, czego razem doświadczaliśmy w twoim gabinecie.”
Patrzyła na tlący się na niebiesko ekranik TELEFONU. Wiadomość została wysłana. Była ciekawa jego reakcji.
***
Patrycja leżała na łóżku, czekając aż Patryk wyjdzie z toalety, by znów się z nim kochać, kiedy jego telefon zabrzęczał cichutko. Przez chwilę rozważała, czy zerknąć kto mu wysyła sms-y o tak późnej porze, by w końcu sięgnąć po jego telefon.
To był sms od Angeliki. Lubiła tę dziewczynę, darzyła ją szczerą sympatią, ani przez chwilę nie podejrzewając ani jej, ani Patryka o biurowy romans, dlatego treść sms wstrząsnęła nią.
Poczuła się tak cholernie zraniona i oszukana.
- Przyszedł ci sms - powiedziała przez ściśnięte gardło, gdy Patryk wrócił do sypialni.
Mężczyzna wyciągnął rękę po telefon.
- Kto to? - zapytał, kompletnie nieświadomy powagi sytuacji.
- Angelika. - powiedziała, spuszczając wzrok.
- Co napisała? - zapytał, wycierając mokre ciało ręcznikiem.
- Jeszcze pytasz? Jak w ogóle mogłeś mi to zrobić?
W jednej chwili zrozumiał. Patrycja wie o romansie jego i Angeli.
W momencie kiedy łza spłynęła po jej policzku, poczuł się jak śmieć. Stracił ją na dobre.
- Pati, ja przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć.
- Nie tłumacz się.
Nie chciał się tłumaczyć. Nic co by powiedział nie złagodziłoby jej bólu. Miał ogromny żal do Angeliki, że ośmieliła się wysyłać mu sms-y przypominające o tym, co było między nimi. To było, to się zdarzyło, ale na tym koniec.
W duchu modlił się, by Patrycja nie wyprowadzała się. Jeżeli zostałanie, widział szansę odratowania tego co sam spieprzył. Kochali się, spełniali, byli szczęśliwi.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie - wyszeptała.
Chciał spojrzeć jej w oczy, ale nie potrafił. Jej łzy łamały mu serce.
- Dlaczego to zrobiłeś? Jeżeli było ci źle, mogłeś odejść. Nie trzymałam cię na siłę.
Szukał sensownej odpowiedzi, ale zrozumiał, że takiej nie ma, nic tego nie usprawiedliwi. Gdyby zrzucił winę na nią, zachowałby się nie uczciwie, dawała z siebie wszystko. Nie raz kątem oka widział, jak się miota, walczy sama ze sobą, by nie rozpłakać się, kiedy ją odtrącał.
- To była ta impreza firmowa, na którą nie poszłaś razem ze mną, bo musiałaś pojechać do mamy. Byłem po kilku głębszych, ona też nie była trzeźwa, nawiązaliśmy rozmowę i od słowa do słowa znaleźliśmy się u mnie w pokoju.
- Wykorzystałeś mnie, robiłeś ze mnie idiotkę. Chciałeś ukrywać to przede mną, jak długo jeszcze? Ty i ona mieliście ze mnie niezły ubaw. Zakochana kretynka, ufająca bez granic, wierząca w każde słowo.
Patrycja w jednej chwili ściągnęła pierścionek zaręczynowy z palca i nie wahając się nawet przez sekundę, położyła go na jego poduszce.
- To nie mnie powinieneś go dawać.
- Pati, kocham cię. Uwierz mi.
Przecząco pokręciła głową.
***
Dwa miesiące później.
Patryk nie zwolnił Angeliki, ale odsunął ją od siebie, dając przeniesienie do placówki w innym mieście. Na jej miejsce zatrudnił kobietę z piętnastoletnim stażem, wykonującą bez zarzutu swoją pracę i nie potrzebującą przyuczenia. Z jednej strony kamień spadł mu z serca, jednak z drugiej, od dwóch miesięcy nie widział Patrycji. Nie odbierała telefonów i nie wyrażała chęci na jakikolwiek kontakt z nim. Codziennie za nią tęsknił, brakowało mu zapachu świeżo parzonej kawy o poranku, śniadania które od czasu do czasu podawała mu do łóżka, zapachu tytoniu unoszącego się w powietrzu i tej walki o pilota. Za każdym razem, oglądając zdjęcia, coś ściskało go za serce, coś co docenił w momencie, w którym stracił.
Zastanawiał się, czy ona myśli o nim, czy też tęskni. Smutnym wzrokiem zerknął na telefon - o tej porze pytała zazwyczaj, co chciałby na obiad. A teraz czekało go chińskie jedzenie lub zamówiona pizza. Kolejne spojrzenie na telefon i przez chwilę miał wrażenie, że śni na jawie. Dzwoniła Patrycja. Odebrał niemal od razu, bojąc się, że telefon zaraz przestanie dzwonić.
- Patryk, jestem w ciąży.
To jedno zdanie przyprawiło go o szybsze bicie serca. Tę wiadomość potraktował jak drugą szansę od samego Boga. Miał ochotę skakać z radości.
- Spotkajmy się.
Usłyszał, jak zaciąga się papierosem. Nie wiedział, który to już z kolei. Piąty... siódmy... ale o ile ją znał, to wiedział, że nie jest to jej pierwszy papieros dzisiaj. Zawsze paliła na potęgę, gdy była zdenerwowana, a teraz na pewno była.
- Patryk, nie sądzę by był to dobry pomysł. Jak ty to sobie wyobrażasz? Nie jestem w stanie po tym wszystkim patrzeć na ciebie.
To jedno zdanie zabolało bardziej niż tysiąc razy wypowiedziane „nienawidzę”.
Z własnej głupoty stracił jedyną osobę, którą kochał, jedyną kobietę, z którą wyobrażał sobie dalsze życie. Była chłodna i tak cholernie obca. Oddałby wszystko co ma za jej jeden uśmiech, ciepłe spojrzenie, przyjazny ton głosu. Codziennie rano budził się z przykrą świadomością, że jej nie ma i już raczej nigdy nie będzie. Słona łza spłynęła po jego policzku. Pierwszy raz od śmierci matki zapłakał. Wolną ręką złapał pustą szklankę i cisnął ją o ścianę, po czym obserwował, jak rozbija się na miliony kawałeczków. Tak właśnie w tym momencie pękało jego serce.
- Pati, kocham cię.
W odpowiedzi usłyszał, jak znów zaciąga się papierosem. Chciał jej zrobić wykład na temat palenia i jak bardzo jest to szkodliwe dla niej i dla dziecka. Ich dziecka.
- Skoro mnie kochasz, tak jak twierdzisz, to dlaczego musiałam odejść, byś wreszcie mnie docenił? Gdy byłam blisko, na wyciągnięcie ręki, nie doceniałeś, poszedłeś do innej po to co miałeś na co dzień.
Szukał odpowiednich słów, szukał i nie mógł znaleźć.
- Przepraszam. Wybacz mi.
- Za późno.
Rozłączyła się, nim zdążył coś odpowiedzieć. Cierpiał. Bolało go serce. Oczami wyobraźni przypominał sobie, jak wygląda, jak się uśmiecha. Kochał jej uśmiech i te wesołe iskierki w jej oczach. Gdyby znał miejsce jej pobytu, pojechałby do niej. I w tej samej chwili przypomniał sobie, gdzie mieszkała wcześniej. Było to obskurne miejsce, pełne podejrzanych ludzi. Wiele razy przekonywał ją, by poszukała mieszkania w innej dzielnicy. Jednak zawsze powtarzała, że kocha to mieszkanie, które było jedyną pamiątką po babci, i nigdy go nie odda.
Sięgnął po kluczyki leżące na biurku.
***
Chodziła po mieszkaniu, nie bardzo wiedząc co ma robić dalej, chciała do niego znów zadzwonić, powiedzieć, że go kocha i nie wyobraża sobie dalszego życia bez niego, ale przecież ją zdradził, zakpił z niej. Nie widziała go od dwóch miesięcy, tęskniła za nim, ale nie umiała mu wybaczyć tego co zrobił. Delikatnie dotknęła swojego brzucha. Uśmiechnęła się sama do siebie. Ta mała fasolka była owocem ich miłości. Usłyszała pukanie do drzwi. Bez zastanowienia otworzyła je. W drzwiach stał on. Mogła się tego w sumie spodziewać, on nigdy nie odpuszczał, a już na pewno nie teraz. Przyjrzała mu się uważniej. Sińce pod oczami były oznaką kilku nieprzespanych nocy. W tym momencie miała ochotę go przytulić.
- Wpuścisz mnie, czy będziemy tak stali? - jego pytanie przywróciło ją do rzeczywistości.
Odeszła bez słowa od drzwi i poszła do kuchni.
- Czego się napijesz? - zapytała, jak gdyby nigdy nic.
Bez słowa złapał ją za rękę, przytrzymał ją. Delikatnie przyciągnął do siebie. Poczuła, jak serce zaczyna jej mocniej bić. Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Miały smutny wyraz. Bolało ją serce.
- Pati, kocham cię - wyszeptał.
Chciała odpowiedzieć mu tym samym, ale nie mogła, po prostu nie mogła, nie przeszłoby jej to przez gardło. Nie po tym wszystkim, co ona przeżyła. Wierzyła mu, darzyła bezgranicznym zaufaniem.
Kiedy ktoś pytał, czy nie boi się zdrady, odpowiadała: „Pewnie, że Patryk nie jest do tego zdolny i kocha mnie całym sercem”. Dzień, w którym dowiedziała się o wszystkim, był najgorszym w całym jej życiu. W tamtej chwili nienawidziła jego, siebie i kobiety, którą wcześniej darzyła szczerą sympatią. Wyszła z mieszkania, kiedy on jeszcze spał. Obok niego na poduszce zostawiła klucze od domu i była pewna, że nigdy więcej nie będzie miała okazji spojrzeć w jego oczy. Oczy, które pokochała najpierw, a dopiero później całą resztę.
- Po co przyszedłeś? - chłodny ton głosu, na który musiała się zmuszać, ostudził i ją.
- Musimy porozmawiać.
Przecząco pokręciła głową, to było jej i tylko jej dziecko. Nie chciała się nim dzielić.
- Nie mamy o czym.
Zobaczyła niebezpieczny błysk w jego oczach.
- Owszem, mamy. Nosisz moje dziecko.
Była zła sama na siebie, żałowała że powiedziała mu o dziecku. To było bez sensu.
- Tak, masz rację, to twoje dziecko, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Nie po tym wszystkim.
Był zły, wyczuła to i wiedziała, że on nie odpuści.
- Pati, ja naprawdę żałuję tego co było, ale nie cofnę czasu. Pogódźmy się.
Przez chwilę zastanawiała się nad tym, jakich użyć słów.
- Jak ty to sobie wyobrażasz, wrócę do ciebie i co dalej? Mam udawać, że jestem szczęśliwa i wszystko jest dobrze, tak? Będziemy mieszkać znów razem i w dodatku sypiać ze sobą? Nie, Patryk. Nie zamieszkamy ponownie ze sobą, nie wrócimy do siebie.
Mężczyzna puścił ją. Odsunął, wiedziała że go to zabolało.
- To nie tak. Wiem że jest ci ciężko, nawet nie chcesz na mnie patrzeć, ale chcę to wszystko naprawić. Nie wymagam, byś od razu ze mną znów zamieszkała, chcę tylko móc cię widywać, być przy tobie. Chcę odzyskać twoje zaufanie. Nikogo w życiu nie kochałem tak jak ciebie.
Miała łzy pod powiekami. Nie sądziła, że jest zdolny do takich wyznań. Musiała długo czekać, zanim pierwszy raz powiedział jej, że ją kocha, a teraz słyszy to przy każdej nadarzającej się okazji.
-No dobrze - zgodziła się po chwili - możemy spróbować, ale nie obiecuję ci niczego.
***
Zgodziła się spróbować, to było dla niego najważniejsze. Znów czuł, że może ją jeszcze odzyskać, nie był tylko pewny, czy ona go jeszcze kocha. Na jego wyznania odpowiadała milczeniem. Sam wszystko zniszczył, a teraz musi sam to naprawić.
- A co z Angeliką? - wpatrywała się w niego, czekając na odpowiedź.
- Dostała przeniesienie do innego miasta.
Obserwował, jak Patrycja przetwarza tę informację, analizuje.
- I nie macie ze sobą kontaktu? - kolejne pytanie, na które musiał odpowiedzieć.
- Nie mamy żadnego.
I znów cisza. Kolejna analiza.
- A co powiedziała na przeniesienie?
Wiedział, że w końcu zada pytanie, na które nie bardzo chciał odpowiadać. Zresztą na żadne z nich tak naprawdę nie chciał i w innych okolicznościach zbyłby je machnięciem ręki.
- Nie chciała się zgodzić na przeniesienie, więc jej zagroziłem, że zwolnię ją i sprawię, by nie przyjęli jej w żadnej dużej firmie.
Przez chwilę wpatrywała się w niego dużymi oczami.
- A ma chociaż gdzie mieszkać?
Cała Pati - pomyślał - zawsze myśli o innych i martwi się o nich.
- Ma służbowe mieszkanie, w całkiem przyjemnej okolicy. Ja na jej miejscu cieszyłbym się z niego. Trzy duże przestronne pokoje, duża łazienka, ciepła kuchnia. Wszystko nowe, nieużywane. Nie ma źle. Zadbałem o to.
Uśmiechnęła się, chyba po raz pierwszy od momentu kiedy przyszedł do niej. Miał nadzieję, że pozwoli zostać mu na noc, wtedy z rana mógłby zrobić jej takie śniadanie, jakie ona zazwyczaj robiła jemu.
Ostrożnie i niepewnie wyciągnął rękę, dotknął jej brzucha. Fala ciepła rozeszła się po jego ciele. Czuł dumę. To będzie jego dziecko. Chciał, by to była dziewczynka.
- Który tydzień?
Spojrzała mu w oczy.
- Szósty.
Szybko policzył w pamięci. To było wtedy kiedy dowiedziała się o jego romansie. Kilka godzin wcześniej kochali się kilka razy.
Chciał coś powiedzieć, ale nie bardzo wiedział co. Tak bardzo za nią tęsknił, co noc śniła mu się, a teraz jak gdyby nigdy nic siedział obok niej, patrzył na nią, dotykał jej.
- Napijesz się czegoś? - jej pytanie przywróciło go do rzeczywistości.
- Tak, z chęcią. Kawy.
Obserwował jej ruchy i zdał sobie sprawę, że kiedy idzie, w ogóle jej nie słychać.
Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegł? Bo był zbyt zajęty sobą i swoimi sprawami. Kochał ją całym sercem.
Ukradkiem spojrzał na zegarek. Musiała dostrzec to ukradkowe spojrzenie, bo uśmiechnęła się lekko i jak gdyby od niechcenia powiedziała:
- Możesz zostać na noc, jeśli chcesz.
Liczył na to i nie ukrywał tego. Nie chciał wracać do domu. Do miejsca, które przypominało mu o niej. Minęły dwa miesiące, a wciąż czuł woń jej perfum, poduszka wciąż pachniała nią, a popielniczka leżała w tym samym miejscu, w którym ją zostawiła. Nie umiał i nie chciał bez niej żyć.
- Pati - wyszeptał i wziął ją za rękę.
Stała w milczeniu, patrząc na niego.
- Kocham cię całym sercem.
Blady uśmiech pojawił się na jej twarzy.
- Ja ciebie też wciąż kocham. Myślisz że dlaczego pozwoliłam ci wrócić? Każdego dnia chciałam zadzwonić, wrócić do domu, ale jestem tak cholernie uparta, że nie umiałam. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, potraktowałam to jako znak i zadzwoniłam do ciebie.
Słuchał jej z kamiennym wyrazem twarzy, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. Przyszło mu wtedy na myśl, że szczęście uderza z półobrotu.
Komentarze (7)
1) Z tej strony Patryk, nie mogę rozmawiać (przecinek) ale jeżeli to coś ważnego zostaw wiadomość.
2) Chodziła w kółko po pokoju, marząc (przecinek) by wszystko było tak jak jeszcze rok temu.
3) Jego ręce pieściły jej pośladki, zadrżała (przecinek) kiedy jednym [...]
4) Zszedł ustami niżej, starannie omijając jej idealnie ogoloną cipke ~ cipkę. Nie lubię tego słowa, ale to oczywiście subiektywne.
5) „przepraszam” ~ brawo za taki cudzysłów. Niby szczegół, ale pokazuje, że się starałaś.
6) Ostatni raz, tak mówił zawsze, i zawsze przychodził kolejny ostatni raz. ~ Przed „i” nie ma przecinka.
7) - A więc to koniec? - nie czekając na jej odpowiedź, przyciągnął ją do siebie, pochylił głowę i pocałował. Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele, zatrzymały się na pośladkach. Podsunął jej koszulkę nocną do góry, zdjął jej majtki. ~ Więc, daję ostrzeżenie. Nie lubię tego gatunku, ale oczywiście nie mogę Ci zabronić go pisać. Nie za szybko? W sensie, mamy wstęp i to bardzo ładny, ale w jednym zdaniu ją rozebrałaś.
8) Od dobrych dwóch miesięcy nie dotykał jej nawet palcem. ~ Odszczekuję siódemkę.
9) Dotknął ustami jej łechtaczki, jęknęła. ~ O właśnie! Takie nazewnictwo jest lepsze.
10) Kochali się z pasją i namiętnością. Doszli w tym samym czasie. ~Zero opisów szczegółowych aż do bólu. Kiedyś pisałem, że to wielki plus i zdania nie zmieniłem.
11) Jego sekretarka była osobą kobietą od niego o sześć lat, od Patrycji tylko o trzy. ~ Młodsza czy starsza?
12) - Wiem, ale nie odpisywałeś mi na sms-y więc postanowiłam zadzwonić. ~ SMS-y
13) - Ją kochasz, a ze mną sypiasz ~ Zmieniłbym na „Kochasz ją...”, ale to subiektywne.
14) Uśmiechnął się do ekranu TELEFONU. ~ Po co caps lock, bo nie łapię?
15) Wczoraj (przecinek) kiedy przyszedł do domu i wyczuł w powietrzu zapach nikotyny, miał ochotę zrobić jej awanturę o palenie w domu, a już na pewno o nieotworzone okno.
16) W odpowiedzi wyjął pudełeczko z kieszeni spodni, otworzył je i uklęknął przed nią. ~ Mógłby się najpierw ubrać: v Ona zresztą też.
17) Wypuścił ją z objęć, poszedł otworzyć. W drzwiach stała Angelika. ~ Poprawka. TERAZ mogliby się ubrać.
18) Patrzyła na tlący się na niebiesko ekranik TELEFONU. ~ Ponownie się pytam, po co caps lock?
19) o był sms od Angeliki. Lubiła tę dziewczynę, darzyła ją szczerą sympatią, ani przez chwilę nie podejrzewając ani jej, ani Patryka o biurowy romans, dlatego treść sms wstrząsnęła nią.
Poczuła się tak cholernie zraniona i oszukana.
- Przyszedł ci sms ~ SMS. Bardzo dużo razy SMS.
20) Sporo zjedzonych przecinków. Ta strona pomoże:
https://www.languagetool.org/
21) Fabuła była świetna! Skoro to Twój stary poziom, to masz jak w banku, że będę czasem zaglądał: D
Czwóreczka.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania