Wyimaginowani
-Błagam nie, nie odchodź nie teraz ! - krzyczał, jednak ona stawała się coraz dalsza. Jakiś mężczyzna próbował ją reanimować, wykonywał resuscytacje, ale ta nie przynosiła spodziewanych skutków. Zbliżył swoje usta, aby dostarczyć życiodajnego tlenu. Nie było to jednak zwykłe usta-usta, był w nim zawarty ładunek emocjonalny, powiedziałbyś pocałunek miłosny. Ale tym razem to najpiękniejsze uczucie nie pomogło, jej oczy coraz bardziej gasły, aż w końcu stały się puste.
-Ej, EJ !, obudź się - powiedział popychając kolegę z ławki, przystojny blondyn o brązowych oczach.
- Co ? Co się stało ? - odpowiedziała osoba brutalnie wyrwana ze snu.
- Zasnąłeś stary, jak się zorientuje to będziesz miał przerąbane, że nie słuchasz-
Mariusz, bo to o nim jest ta opowieść, przetarł oczy. Zapomniał przez chwilę gdzie jest, ach no tak wykład. W sumie nie rozumiał po co tu jest, w końcu na studiach wykłady zazwyczaj są nieobowiązkowe, ale jednak przyszedł. Może samotność go tu przyciągnęła ? Totalna bzdura, nic nie jest w stanie kierować jego życiem. Samotność ? To zwyczajny stan unikania krzywd wyrządzanych przez innych.
- Możesz stąd wyjść nie obchodzi mnie to - odpowiedział mężczyzna w wieku około 50 lat.
- Masz mnie gdzieś, nigdy Cię nie obchodziłem, gdyby mama żyła...-
- To co ? Myślisz że mi jest łatwo ? -
- Masz problem, nie rozumiesz tego,nie możesz tyle pić -
- Posłuchaj gnoju, nie interesuj się, ciężko pracuję na dwie zmiany, mam chyba do cholery prawo napić się piwka od czasu do czasu -
- Tak, piwka, jednego, nie sześć-
Mężczyzna, mocno zdenerwowany wstał, podszedł do swojego syna i uderzył go w twarz.
- Nie będziesz mi nic wypominał, nie ty.-
Dwoje bardzo zakochanych studentów właśnie rzucało w siebie małymi stosami liści. Piękna październikowa pogoda, ostatnie podrygi przed zimą.
- Mariusz, ale tu jest pięknie- powiedziała piękna szatynka o brązowych oczach.
- Ty jesteś piękna- odpowiedział.
Tak, miał racje, była przepiękna. Długie włosy do połowy pleców, zgrabna figura, mały nosek i figlarne spojrzenie.
- No pewnie że jestem, brzydkiej byś nie brał-
- Jak zwykle, skromna Justysia-
- Nie mów tak do mnie ! Justyna nie Justysia !-
- Kocham jak się tak denerwujesz.-
Był w ciemnym i wilgotnym miejscu. Spróbował się ruszyć, ale coś krępowało jego ruchy. Szarpnął mocniej, niestety ponownie nie udało przemieścić. Nagle jego próbę uwolnienia się, przerwał głośny krzyk dziewczyny, nagle coś nim wstrząsnęło, to był głos Justyny, jego dziewczyny. Drzwi do pomieszczenia otworzyły się, a w nich ujrzał swoją ukochaną, ręce miała związane , twarz zakrwawioną.
-Kochanie! Kochanie ! Nic Ci nie jest ? - wykrzyknął.
-Uspokój się - odpowiedział ze spokojem wysoki blondyn.
- Ty sku....... jak mogłeś, ufałem Ci -.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania