Wykluczeni cz. 1
,,Przybycie”
Hej profesorku! Zbliżamy się do celu, czy na pewno wiesz, w co się pakujesz?- Rzekł przewoźnik kierując łódź w stronę pomostu oddalonego o około kilometr. Jankos powoli podniósł wzrok i skierował go na swojego towarzysza podróży Przez ostatnie trzy godziny jedyne, co widział to ciemność Dniepru.
-Wiem, a przynajmniej tak mi się wydaje. – Rzucił niepewnie Jankos
-Czyli idziesz na ślepo, no cóż twoja sprawa, chociaż dalej nie mam bladego pojęcia, czego tutaj szukasz. Wydaje mi się, że nie jesteś tutejszy…- Skąd ty w zasadzie jesteś?. – Zapytał zaciekawiony przewoźnik
-Moje pochodzenie nie jest tutaj sprawą najważniejszą.
-Może i nie najważniejszą, ale przynajmniej będę wiedział, gdzie mam wysłać twoje ciało. Nie przeżyjesz w strefie nawet dnia, a z tymi barbarzyńcami to i godziny- mówił, lecz odpowiedziała mu cisza
Przewoźnik widząc bezcelowość ostrzeżeń zamilkł a pustkę wypełniły dźwięki silnika łódki pracującego na pełnych obrotach. Z przybliżającego się błyskawicznie pomostu dało się już usłyszeć ludzkie głosy, o których położeniu świadczyły światła bardzo mocnych latarek ręcznych rozświetlających ciemność nocy. Jankos zwróciwszy uwagę na liczbę strumieni światła stwierdził, że na pomoście znajduję się, co najmniej trójka ludzi, którzy definitywnie wyglądali na tych, których szukał. Po przybiciu do pomostu, zobaczył, iż byli oni ubrani w wojskowe mundury z przewieszonymi automatami kałasznikowa przez ramię. Z zewnątrz wyglądali na specjalistów, a świadczyły o tym elementy ich wyposażenia, jakim były zwisające z pasów maski przeciwgazowe oraz urządzenia przypominające coś na kształt dozymetrów radiacyjnych. Jednakże najbardziej rzucały się w oczy emblematy na ramionach w postaci Czaszki widniejącej nad dwiema skrzyżowanymi ze sobą kosami, a nad całym logiem złoto błyszczał tajemniczo brzmiący skrót SMU. Gdy Jankos wyszedł z łodzi na pomost, łysy mężczyzna z czarnym wąsem zgasił palonego papierosa i powolnym krokiem podszedł do niego. Dwójka jego towarzyszy chwyciwszy broń do rąk ruszyli za nim.
-hasło! – Powiedział pewnym i mocnym głosem żołnierz do mężczyzny
-Brzytwa- odparł Jankos, pochylony próbujący wydostać z łodzi walizkę, z którą tutaj przybył. Żołnierz usłyszawszy rzucone słowo popatrzył z pod byka na przybysza, a pozostali dwaj podnieśli lekko swoje karabiny, pozostając w gotowości, na wypadek niewłaściwego rozwoju wypadków. Fakt ten wywołał lekkie przerażenie u przybysza, który odzyskawszy swoją walizkę, stał twarzą w twarz z tymi właśnie ludźmi, którzy definitywnie nie są skłonni do pomyłek.
-Zgadza się hahaha - krzyną Dany- krztusząc się śmiechem-żałuj, że nie widziałeś swojej przerażonej miny kurczaku, widok bezcenny- ciągnął poklepując, Jankosa po ramieniu.
- Bardzo zabawne- odparł mężczyzna- przyciskając swoją dosyć ciężką walizkę do klatki piersiowej. Widać było po nim ulgę przemieszaną z niepewnością, czego móc się spodziewać po napotkanych ludziach, zwłaszcza, że byli uzbrojeni, a zgodnie ze słowami przewoźnika nie byli to ludzie o dobrych nawykach.
- Ciekawe tu macie poczucie humoru- wymamrotał Jankos poprawiając kurtkę
- A i owszem, u nas zawsze jest wesoło, to trzeba przyznać- ciągnął Dany-, ale spokojnie, jestem pewny, że wkrótce się do tego przyzwyczaisz. Ale dość już tego gadania, musimy dotrzeć do obozu, jeśli chcemy zdążyć przedostać się do strefy wykluczenia jeszcze jutro. Za mną towarzyszu!- Krzyknął do Jankosa obracając się i wskazując na wojskową ciężarówkę zaparkowaną nieopodal pomostu na drodze. Zabrawszy rzeczy wszyscy ruszyli w stronę samochodu. Gdy do niej dotarli, z kabiny wyszedł nieznany mężczyzna. Ręce miał całe umorusane w smarze jakby dopiero, co skończył grzebać przy silniku.
-To musi być mechanik- pomyślał Jankos i zbliżył się razem z pozostałymi. Ukradkiem przyglądał się ciężarówce. Był to zmodernizowany polski Star 660. Poznał go bez problemu, gdyż za dzieciaka widywał podobne modele w Polsce. Cóż za zrządzenie losu, że gdzie nie pojedzie tam spotka coś ,,swojskiego”- pomyślał.
- Anton, widzę, że się opierniczasz, mam nadzieję, iż nasza pszczółka dowiezie nas cało na miejsce.- Powiedział jeden z żołnierzy
-Jeżeli nie wysadzisz nas granatem po drodze to nic nam się nie stanie - odburknął ponurym głosem mechanik- Ten sprzęt to porządny kawał stali, nie to, co dzisiaj się produkuje. Więcej elektroniki niż mechaniki, że bez elektryka i egzorcysty nie podchodź- ciągnął pod nosem.
Jankos stojąc z boku przysłuchiwał się ciągnącej się dyskusji.
-Dosyć panowie- przerwał im Dany. Poprawił swojego wąsa i dodał- mamy drogę do pokonania. Nie każmy naszemu gościowi czekać. Jeden z żołnierzy podszedł do Jankosa. Wyciągnął rękę by zabrać mu walizkę, lecz mężczyzna zaoponował. Nie podobała mu się wizja rozstania ze swoją jedyną własnością. Nie zamierzał jednak stwarzać niepotrzebnych problemów już na tym etapie podróży.
-Spokojnie towarzyszu- rzucił nieznany mu żołnierz - Weźmiemy tą walizeczkę na pakę, a ty pojedziesz z dowódcą w kabinie. Tak będzie wygodniej- stwierdził
-Niech będzie odparł niechętnie Jankos- Podał mu walizkę i ruszył za Danym w stronę kabiny ciężarówki. Mocnym ruchem otworzył dość oporne ze względu na swój wiek drzwi i oboje wskoczyli do środka. Miejsca wewnątrz było wystarczająco by czuć się swobodnie. Bez potrzeby podróży w ścisku. Z drugiej strony wsiadł Anton, który pełnił nie tylko rolę mechanika, ale również i kierowcy. Mężczyzna wsadził metalowy kluczyk do stacyjki. Przekręcił go, a leciwy już silnik zabrzęczał i uruchomił maszynę.
-Cała naprzód- oznajmił Dany
Anton wrzucił bieg i wcisnął gaz. Samochód zawył i powoli ruszył do przodu lekko kołysząc się na nierównościach. W myślach Jankos doskonale wiedział, że nie ma już odwrotu. Będzie już miesiąc odkąd stracił w Polsce wszystko, na czym mu zależało. Teraz znajduje się w drodze do miejsca, do którego zawsze chciał pojechać. Aczkolwiek nigdy nie miał okazji. Czarnobylska Strefa wykluczenia. Teren wyłączony z normalnego użytku znajdujący się wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej im. W. I. Lenina. Miejsce potwornej katastrofy jądrowej z roku 1986 i cel wypraw wielu śmiałków, zainteresowanych tematem. W tym Jankosa. To właśnie ta fascynacja spowodowała, że ukończył studia w zakresie Bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej. Kierunek, który zagwarantował mu pracę przy jednym z dwóch działających reaktorów w Polsce- reaktorze Maria. Jednakże do czasu, bowiem to już nic nieznacząca przeszłość, o której wolałby zapomnieć. Spoglądał przez przednią szybę. Auto wjechało do ciemnego lasu, w którym widoczność ograniczała się do reflektorów oświetlających drogę. Jechali po drodze delikatnie podskakując na wybojach. Wewnątrz kabiny panowała niezręczna cisza, której Jankos nie zamierzał przerywać. Wychodził z założenia, że im mniej musi mówić, zwłaszcza o sobie tym lepiej. Ciszę przerwało dźwięczne pogwizdywanie Danego, który przymierzał się do rozpoczęcia dyskusji.
-No dobrze towarzyszu- rzekł powoli- trochę już czasu ze sobą spędziliśmy, więc nie jesteśmy już dla siebie tacy obcy. Co prawda tak jak mówią wódki ze sobą jeszcze nie piliśmy, ale ten etap zdążymy jeszcze nadrobić. Ja jestem Danylo, ale mówią na mnie Dany i jak zdążyłeś już zauważyć jestem dowódcą tego zbiorowiska zwanego oddziałem- mówił spoglądając na Jankosa.
Mężczyzna starał się unikać jego wzroku, lecz bacznie wsłuchiwał się w każde jego słowo.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania