Wyniesione
Z domu niewiele wyniosłem. Pewnie dlatego, że co dało się wynieść, ojciec zabrał
na lombard, żeby mieć na chlanie. Cokolwiek mi zostało, jest pod skórą i ma się dobrze.
Czasem pytam, kim bym teraz był, gdybym nie miał tyle gówna za sobą. Ale najczęściej,
jak nie jestem zadowolony z tego, co mam teraz. I nie umiem się z tym rozstać, z
chęcią, by mieć więcej, być lepiej, dojść dalej. I przez to nie umiem się cieszyć, z tego, co jest, a moja duma nie jest niczym materialnym, zdobytym, doświadczonym. To upór człowieka, który pomimo strachu, stanął do walki, chociaż niczym nie różnił się od dziecka, może tylko faktem, że spłacał długi za drobne od babci, chociaż to nie były jego długi, ale strach, że ojca zawiną był już jego, jak jego był widok, gdy ten sam ojciec chował się w praniu i udawał, że go nie ma. W tej scenie nie mogło być przecież miejsca dla dwojga dzieci.
Komentarze (1)
Najbardziej został mi lombard i drobne od babci. „Ojciec chował się w praniu i udawał, że go nie ma” to chyba najlepszy fragment tekstu. W środku trochę za dużo narrator sam siebie tłumaczy. Ale czuć, że to jest prawdziwe i z życia wzięte.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania