Wyprawa na Enceladus
Cisza między ziemią a księżycem
Jeszcze spuścić mgłę na zmierzch
I można wejść świadomie w sen...
Poczuć jak szklane kamyki lapilli
Drzemiąc kołyszą duszę
A niebezpieczny blask spełnienia
Zbliża się na palcach by oślepić
Wolno spływającą lawa myśli
Napina lekko umysł i ciało
Otulając bezszelestnie
Zabiera w podróż ukojenia
Jak śpiący wulkanolog zmysłów
Powyginany rozkoszą w przypływie
Wracać obudzony jasnością świtu
Żeby czekać na kolejny taki sen...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania