Wyprawa na Enceladus

Cisza między ziemią a księżycem

Jeszcze spuścić mgłę na zmierzch

I można wejść świadomie w sen...

 

Poczuć jak szklane kamyki lapilli

Drzemiąc kołyszą duszę

A niebezpieczny blask spełnienia

Zbliża się na palcach by oślepić

 

Wolno spływającą lawa myśli

Napina lekko umysł i ciało

Otulając bezszelestnie

Zabiera w podróż ukojenia

 

Śpiący wulkanolog zmysłów

Powyginany rozkoszą w przypływie

Wraca obudzony jasnością świtu

Żeby czekać na kolejny taki sen...

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania