Wytrawnie
Karzesz mnie ciszą
Pustym salonem
Zapachem świecy
Nie rozpalonej
Krzyczysz milczeniem
Skinieniem głowy
Zdaniem urwanym
Nagle w pół słowa
Gwałcisz brutalnie
Dwiema kołdrami
Zimną przestrzenią
Pomiędzy nami
Zaciskam dłonie
Wszystko wytrzymam
Wytrawnie tonę
Dolewam wina
Komentarze (1)
Pewnie się któraś znów odwinie
Furkocząc głośno złapią wiatr
Mi zwisające twe opinie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania