Wywracanie sobotnich marzeń

Masz to co chciałaś: rodzina, wnuczek, odskocznia ode mnie.

Nie wiem, czy jesteś szczęśliwa, nie tęsknisz, i… zapomniałaś.

Kto to wie? Prawdę mówiąc nie rozumiem ucieczki w próżnię.

Zawsze można było pogodzić życie ze szczęściem, dać sobie

chwile radości, jedyne takie.

 

Idzie burza, nad lasem stalowe chmury zwiastują nawałnicę.

Pijemy, a w dole, znad rzeczki uciekają wędkarze. Toast za nas.

Sama powiedz: warto było zbudować ten dom? Nareszcie sami,

bo leje. Błyskawica rozrywa niebo, a whisky smakuje coraz lepiej.

Upiję się dziś.

 

A seks? Jutro.

 

Zamykamy okna, w kuchni dojrzewa pieczona gęś. Kurwa,

jaki ja jestem głodny. Kochanie, ile to lat zdradzamy się tak pięknie?

Od zawsze? Nieprawda.

 

Krynicy nie licz, tam leczę kompleksy.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • poco 22.05.2021

    ona chciała mieć rodzinę
    a trafiła na padlinę?
    nie kochałeś tej kobiety
    w głowie były Ci balety

    więc zostaje Ci się uchlać
    lub na sznurze się rozchuśtać
    za jej łzy i smutne oczy
    niechaj rak twe wnętrze toczy

  • pansowa 22.05.2021

    Bardzo ciekawy wiersz.
    Sposób narracji ociera się o prozę, ale nie przeszkadza mi to.
    Puenta super.

  • laura123 22.05.2021

    Smutne to życie w tzw. związku z duchem w tle, ale wiersz dobrze napisany. Niejeden, niejedna tak właśnie żyje.

  • befana_di_campi 22.05.2021

    Gęś nie "dojrzewa", gęś pieczona "dochodzi" podają stare książki kucharskie :)

    Serdecznie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania