Wywracanie sobotnich marzeń
Masz to co chciałaś: rodzina, wnuczek, odskocznia ode mnie.
Nie wiem, czy jesteś szczęśliwa, nie tęsknisz, i… zapomniałaś.
Kto to wie? Prawdę mówiąc nie rozumiem ucieczki w próżnię.
Zawsze można było pogodzić życie ze szczęściem, dać sobie
chwile radości, jedyne takie.
Idzie burza, nad lasem stalowe chmury zwiastują nawałnicę.
Pijemy, a w dole, znad rzeczki uciekają wędkarze. Toast za nas.
Sama powiedz: warto było zbudować ten dom? Nareszcie sami,
bo leje. Błyskawica rozrywa niebo, a whisky smakuje coraz lepiej.
Upiję się dziś.
A seks? Jutro.
Zamykamy okna, w kuchni dojrzewa pieczona gęś. Kurwa,
jaki ja jestem głodny. Kochanie, ile to lat zdradzamy się tak pięknie?
Od zawsze? Nieprawda.
Krynicy nie licz, tam leczę kompleksy.
Komentarze (4)
ona chciała mieć rodzinę
a trafiła na padlinę?
nie kochałeś tej kobiety
w głowie były Ci balety
więc zostaje Ci się uchlać
lub na sznurze się rozchuśtać
za jej łzy i smutne oczy
niechaj rak twe wnętrze toczy
Bardzo ciekawy wiersz.
Sposób narracji ociera się o prozę, ale nie przeszkadza mi to.
Puenta super.
Smutne to życie w tzw. związku z duchem w tle, ale wiersz dobrze napisany. Niejeden, niejedna tak właśnie żyje.
Gęś nie "dojrzewa", gęś pieczona "dochodzi" podają stare książki kucharskie :)
Serdecznie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania