xxx
Najgłośniejsze rzeczy między nami zawsze działy się bez słów. W mojej głowie wciąż trwa cisza. Tylko “przepraszam” rzucone w przestrzeń, z nadzieją na odpowiedź. Ta jednak nie przychodzi.
Stoisz przy oknie, światło pada na twoją twarz tak, że nie widzę oczu. Może to lepiej. Twoje palce wystukują o parapet, równo, spokojnie. Jakby nic się nie działo. Próbuję dopasować oddech, ale gubię rytm. Wpatruję się w twoje dłonie, jakby miały powiedzieć więcej niż ty. Chciałam się odezwać — ale głos ugrzązł mi w gardle.
Mój wzrok wędruje na podłogę, nie umiem go oderwać. Brudna szarość posadzki staje się moim krajobrazem. Drżę. Czuję, że wbijasz we mnie spojrzenie. Stoję jak winna, a ty tylko patrzysz. Podnoszę głowę i nagle nie ma już dokąd uciec. Waham się. Próbuję coś powiedzieć, ale nic nie wychodzi tak, jak powinno.
- Wiem, że to ja.
Nie odpowiadasz. Patrzysz na mnie tak, jak wcześniej. Twoje palce na chwilę przestają stukać, jakby coś się zacięło. Cisza zmienia kształt. Czuję, jak wchodzi mi pod skórę. Nie umiem już powiedzieć tego, co powinnam wtedy.
Mija chwila. Albo dłużej. Przesuwasz po parapecie, jakbyś sprawdzała, czy coś wciąż tam jest. Podnosisz dłoń i przykładasz do policzka. Myślę, że coś powiesz. Nie mówisz.
- Co się dzieje? - pytam.
Otwierasz usta, mówisz, jak wszystko urwało się w połowie. Jak nagle przestało mieć drugą stronę. W twoich słowach znikam. Tak po prostu, bez wyjaśnienia. Trafiają we mnie spokojniej, niż powinny. Właśnie dlatego nie umiem się obronić.
Milkniesz, jakby to wystarczyło. Patrzysz na mnie, a ja stoję jak sarna w świetle samochodu. Cisza nie ustępuje. Wypowiedziane słowa nie opadają.
- Przepraszam - to wychodzi ze mnie ciszej, niż powinno. Jakby już nie należało do mnie.
Otwierasz usta, wahasz się.
- Wybaczam - fraza zawisa między nami. Kręcę głową.
- Ja nie… Nie chciałam…
Z moich ust wydobywa się bełkot. Język mi się plącze. Nie umiem już dobrze ułożyć słów. Patrzysz na mnie chwilę, jakbyś czekała, aż skończę.
Nie kończę. Nie umiem. Mam wrażenie, że coś się we mnie rozluźnia. Rozpada. Pustka.
- Wybaczam ci.
Stoisz jeszcze chwilę. Jakby to musiało gdzieś opaść. Nie czuję ulgi. Nie czuję niczego, co powinno być następstwem tych słów. Tylko to samo powietrze, jeszcze cięższe. Opuszczasz wzrok. Albo tylko tak mi się wydaje.
Odwracasz się. I odchodzisz. Stoję oparta o ścianę i patrzę. Kiedy znikasz za rogiem, podążam za tobą. Idę szybciej niż ty. Korytarz jest jasny, pełen innych ludzi. Mój obraz się rozmazuje. Tylko ty jedna wyraźna jak na celowniku. Idziesz prosto, nie zwalniasz. Zatrzymuję się. Ty nie. Widzę, jak znikasz w tłumie. Nie ma już nic do zatrzymania.
Mam wrażenie, że jeśli się odwrócę, coś jeszcze tam będzie. Coś, co mogłabym odzyskać. Albo stracić raz jeszcze. Nie sprawdzam. Stoję tak długo, aż przestaje być jasne, czy ktoś jeszcze tu był.
I też odchodzę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania