Yismir - Historia Wybranej

Rozdział pierwszy „Jeden krok wstecz” AKT I „początek”.

Zima była zawsze jedną z najważniejszych pór roku dla miasta, ilość festiwali i świąt dla jednych była szansą na pokaźne dochody natomiast dla innych chwilą wytchnienia od całorocznej pracy. Gdy pierwszy śnieg dotknął wybrukowanych ulic miasteczka wszyscy mieszkańcy odliczali siedem dni do pierwszego z festiwali, festiwalu zimy. Ulice pięknie udekorowane w śnieżne kwiaty i proporce. Świąteczny klimat udzielał się nawet w domach, w których przez większość roku mieszkańcy żyli z dnia na dzień licząc każdą kromkę chleba. W jednym z tych domów dziewiętnaście lat temu urodziła się jedyna córka Państwa Tähtii, jedyna która dożyła dorosłości. Ojciec pracował jako rybak, a matka usługiwała w posiadłości mistrza akademii Loitsuja. Żyli skromnie, ale z godnością. Córka pary małżonków to kobieta o bladej cerze, długich jasnych włosach i nietypowych błękitno-ametystowych oczach. Gdy była młodsza uczyła się w domu, z ksiąg, które jej matka potajemnie wynosiła z willi dyrektora, więc mimo statusu majątkowego była dobrze wykształcona w wielu dziedzinach i nie odstawała intelektem od wysoko postawionych dziedziców szlacheckich. Jednak była jedna rzecz, która ją wyróżniała i była nią jej nietypowa w tamtych stronach uroda. Większość społeczeństwa miała ciemniejszą karnacje i mocno odstawała od dziewczyny, wyróżniała się tak bardzo, że gdy rozjaśniły jej się włosy to jej ojciec podejrzewał, że żona go zdradziła, wraz z tym przyszło wiele kłótni jednak matka zaprzeczała przysięgając na wszystkie wiatry, iż nie dopuściła się czynu zdrady na ukochanym. Po wielu tygodniach podejrzeń mąż jej odpuścił i postanowił nie porzucać rodziny tylko zaopiekować się nią.

– Skarbie możesz udać się na targ i kupić trochę mięsa z kury? Przyda nam się zjeść wreszcie coś innego niż ryby, przynajmniej w czas festiwalu.

– Z chęcią bym poszła, ale jesteś pewna, że możemy sobie na to pozwolić? Połowy ryb nie idą po myśli ojca, a ty nie pracujesz w czas świąt, a co do mnie to cóż, nigdzie nie chcą przyjąć odmieńca.

– Idź mówię! Na święta należy nam się zjeść coś pożywnego, a co do funduszy to mam odłożone specjalnie na takie okazję, więc idź i weź najlepszego koguta jakiego znajdziesz.

– Dobrze mamo, skoro taka jest twoja wola.

– Tylko Iris uważaj na ludzi nie chcę być znowu znalazła się w tej samej sytuacji co tydzień temu, wiesz, że nie dam rady przetrwać kolejnej próby pobicia cię. Dlatego błagam uważaj.

– Mamo tamte typki już pewnie odsiadują swój wyrok, może ludzie nie zioną do mnie optymizmem, ale teraz czuję, że będzie dobrze.

Iris założyła swój długi lekko wcięty płaszcz oraz jej ulubione buty z mankietami i wyszła.

AKT II „targ”.

Targ znajdował się w centrum miasta, od którego odbiegały główne drogi, które z kolei rozdzielały się na mniejsze dróżki, ludzie którzy widzieli miasto z góry „jättiläinen” która samotnie strzeże miasta od południa mówili, że przypomina to pajęczynę, po której z nieświadomością poruszają się wiecznie śpieszące się istoty. Od północy miasta rozpościerało się morze „sininen” dające miastu możliwość handlu z innymi miastami dzięki czemu było często odwiedzane przez kupców z innych prowincji. W międzyczasie Iris podążała główną drogą w stronę targu, w kieszeni ściskając te kilka złotych monet, które mogą zapewnić jej rodzinie dobre święta. Myślała o sytuacji majątkowej jej rodziny oraz o przyszłości i co może zrobić, by odciążyć rodzinę. Słońce odbijało się od świeżego, puchatego śniegu, rozświetlając ulice jeszcze bardziej, niż zwykle. We włosach miała niebieską spinkę, która kształtem przypominała płatek śniegu. Pamiętała, że dostała ją od ojca na szesnaste urodziny. Do dziś nie wie skąd wziął na nią pieniądze. Światło odbijając się od niej pozostawiając wrażenie, jakby nad jej głową unosiła się błękitna poświata. Szła zamyślona do czasu gdy z kłębu myśli nie wyciągnął jej znajomy głos.

– Iris! Iris! Tutaj jestem!

Rozejrzała się dookoła jednak nie potrafiła ustalić skąd dobiega głos.

– Na górze ciamajdo!

Dziewczyna uniosła głowę. Na dachu budynku starej stajni siedziała młoda dziewczyna o krótkich włosach ubrana w starą skórzaną kurtkę z wytartymi łokciami. Nogi okrywały luźne spodnie wykonane z czegoś co przypominało luźno skręcone wełniane nici. Na stopach wysokie buty przypominające obuwie piechoty, które nijak nie pasowały do całościowego ubioru.

-Mefrii! Co robisz na tym dachu jeszcze spadniesz i znowu będę musiała cię zbierać z bruku.

– To się nazywa ciepłe powitanie.

Powiedziała Mefrii, która z gracją równą kota zeskoczyła z dachu.

– No to gdzie się wybierasz Iris, bo jakoś nie chcę wierzyć, że ci się na spacer zebrało.

– Idę na targ, mama poprosiła mnie o drobne zakupy.

Mefrii podeszła do jasnowłosej i stanęła naprzeciw dziewczyny. Oczy akrobatki były ciemne, ale przy świetle mieniły się na bursztynowy kolor niemal wpadający w odcień płonącego ogniska. Była cała wysmarowana czymś co przypominało mieszaninę tłuszczu i węgla.

– No to pozwól, że ci dotrzymam towarzystwa, akurat skończyłam naprawiać dach, a z moim towarzystwem jest mniejsza szansa na to, że przyczepią się do ciebie jakieś zakute bandziory.

– Jasne od kąd byłyśmy małe trzymamy się razem dlatego teraz też się ucieszę z twojego towarzystwa.

Mefrii była córką miejscowego stajennego, jej rodzice, jak i rodzice Iris byli w bardzo przyjacielskich stosunkach od momentu gdy ojciec Iris uratował tonącego ojca Mefrii gdy ten pod wpływem alkoholu spadł z pomostu do wody. Od tamtego wydarzenia nie dotyka alkoholu w pobliżu wody, oraz znalazł nowego przyjaciela.

Przyjaciółki rozmawiały i śmiały się razem całą drogę na targ, mijając po drodze ratusz, warownie oraz wychwalając uroki tej zimy. Na samym targu więcej ludzi niż kiedykolwiek handel kwitł bardziej, niż zeszłego roku to było pewne.

– To co Iris szukamy koguta czyż nie?

– Tak mama powiedziała, że ma być najładniejszy jakiego zobaczę.

– HUH? Aż tak wam się powodzi, że możecie sobie na to pozwolić?

– Ja też tego nie rozumiem, myślałam, że ten rok był raczej dla nas pechowy, ale wygląda na to, że matka coś odłożyła na później.

– To dobrze, a teraz chodź znam takiego kupca, który hoduje najlepszy drób w mieście. Tam na pewno coś znajdziemy.

Po krótkim spacerze stanęły przed straganem, nad którym powiewały kolorowe szmatki, na blacie straganu było rozłożone mięso, a w klatkach za nim żywy drób. Różnego rodzaju kury, gęsi a nawet indyk i kaczka.

– Hej Pelo jesteś tam mam zakupy do zrobienia. Krzyknęła Mefrii.

– Już chwila, idę.

Zza zaułku wyłonił się potężny lekko otyły mężczyzna w średnim wieku.

– Witaj Pelo, potrzebujemy koguta takiego fajnego, dużego.

– Już się robi.

Nagle sprzedawca przystanął i wtopił wzrok w Iris. Dziewczyna poczuła się zmieszana.

– Chyba jesteś z daleka, nigdy nie widziałem człowieka podobnego do ciebie.

– To prawda jestem inna, ale mogę zapewnić, że pochodzę stąd.

– Bzdura w Van nigdy nie było podobnych do ciebie.

– Hej Pelo zostaw moją przyjaciółkę, odpowiedziała Mefrii, oraz dawaj tego koguta śpieszy nam się, festiwal nam się zaczyna za niedługo.

– Dobra nie chciałem być niemiły, zwyczajnie jestem zaciekawiony. Nigdy nie byłem rasistą czy jak to tam się zwie.

– Dobrze więc, ten kogut jest naprawdę dorodny. Przygotuje go dla ciebie jasnowłosa.

– Dziękuje Panu.

Kogut za chwilę był przerobiony na samo mięso, Iris zapłaciła i razem z Mefrii udały się w drogę powrotną do domu całą drogę rozmawiając o planach na festiwal.

AKT III "mgła" C.D.N...

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Vespera miesiąc temu
    Językowo do doszlifowania, bo pewne sformułowania nie są zbyt fortunne i dałoby się je nieco wygładzić, że tak powiem. Ale są inni na tym portalu, którzy widzą więcej niedociągnięć i mogą pomóc je naprawić, ja się tym nie zajmuję. Interesuje mnie głównie historia, a ta zaczyna się obiecująco i będę czytać dalej, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie.
  • Eurok miesiąc temu
    Zdaję sobie sprawę z tego, że są jakieś niedociągnięcia i postaram się je poprawić w przyszłości. Dziękuje też za miłe słowo bo nie będę kłamał to pierwszy raz gdy zabieram się za cokolwiek związanego z pisaniem opowiadań.
  • Vespera miesiąc temu
    Eurok O, to jeszcze jeśli to jest pierwszy raz, to już w ogóle jest dobrze. Pewne rzeczy przychodzą z czasem, no i z pisaniem jest jak z każdą inną umiejętnością, im dłużej się to robi, tym wychodzi lepiej. Znalazłam ostatnio swoje opowiadanka sprzed około 10 lat, może nie były straszne, ale widziałam mnóstwo miejsc, które bym teraz od razu przerobiła, więc jest postęp - a od tamtego czasu nie pisałam jakoś szczególnie dużo.
  • Zaciekawiony miesiąc temu
    Dużo pogubionych przecinków. Numerację rozdziałów dobrze jest umieścić w tytule wrzucanej części.

    " ilość festiwali i świąt dla jednych była szansą na pokaźne dochody[,] natomiast dla innych chwilą wytchnienia od całorocznej pracy. Gdy pierwszy śnieg dotknął wybrukowanych ulic miasteczka[,] wszyscy mieszkańcy odliczali"

    "jedyna córka Państwa Tähtii, jedyna która dożyła dorosłości." - skoro była jedyną, która dożyła dorosłości, to ściśle mówiąc nie była jedyną ich córką. Bo skoro mowo o takim warunku, to znaczy, że były jeszcze jakieś inne, które nie dożyły. W związku z czym ta córka była którąś z kolei. Robi ci się tutaj bardzo niepotrzebne powtórzenie pojęć. Wystarczy zamiast tego: " córka Państwa Tähtii, jedyna która dożyła dorosłości." - i nie ma powtórzenia, wszystko jest logiczne a przekazana zostaje ta sama informacja.

    " Córka pary małżonków" - ich córka. Nie musisz wymyślać nowego synonimu dla jej rodziców, bo byli już przedstawieni jako "państwo" po czym opisani osobno, więc wystarczy zwykły zaimek aby wiedzieć, że chodzi o wspomnianą córkę już tu opisanych.

    Z czytania ksiąg mogła być najwyżej oczytana i zorientowana w dziedzinach, ale to nie to samo co bycie wykształconą na równi z osobami wysokiego stanu, bo edukacja nie polega tylko na czytaniu ksiąg. Tworzysz w charakterystyce bohaterki cechę, która nie jest zbyt wiarygodna. Domyślam się, że ma ona to na celu, że w przyszłości będzie się spotykać z ludźmi z wyższych sfer i nie będzie między nimi różnicy. I to właśnie będzie ten brak wiarygodności, bo osoby wychowane w bardzo różnych środowiskach i na różnej stopie życiowej różnią się i tak.

    "Większość społeczeństwa miała ciemniejszą karnacje i mocno odstawała od dziewczyny" - jeśli dziewczyna wyglądała inaczej niż wszyscy dookoła, to oznacza, że to dziewczyna odstawała od społeczeństwa, a nie społeczeństwo od niej. Drobna różnica, ale dużo mówi o tym co narracja uznaje za punkt centralny. Obawiam się, że jest spore ryzyko, że twoja bohaterka będzie Mary Sue.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania