Z Kwirynału do Sykstyny

Grzegorz Brańka

Z Kwirynału do Sykstyny

 

 

 

Wydarzenia i postacie przedstawione w opowiadaniu są autentyczne, aczkolwiek niektóre dialogi stanowią wytwór wyobraźni autora, zostały wprowadzone dla urozmaicenia fabuły.

 

 

Rozdział I

Rzym, rok 1878

Prosty, otwarty powóz powoli zbliżał się do głównego wejścia Pałacu Kwirynalskiego . Dwaj pasażerowie powozu, ubrani w purpurowe sutanny oraz z takimi samymi piuskami na czubkach głów, niechętnie spojrzeli na trójkolorową flagę Królestwa Włoch, przytwierdzoną do dachu pałacu.

- Eminencja uważa , że możemy im ufać?- spytał starszy z kardynałów.

Gioacchino Pecci przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.

- Zdaję sobie sprawę, iż sytuacja Kościoła w Italii po opanowaniu Wiecznego Miasta przez „piemontczyków” nie jest łatwa, jednak jeśli chcemy by Święty Kościół Rzymski przetrwał, musimy nawiązać dialog z państwem włoskim, nawet gdy nie możemy mieć pełnego zaufania do jego przywódców.

Camillo di Pietro zdawał się wciąż mieć wątpliwości. Nie było jednak czasu na rozterki, gdyż purpuraci właśnie doszli do drzwi gabinetu Premiera Włoch. Kamerdyner w długim czarnym fraku, dotąd stojący po lewej stronie wejścia do gabinetu, ucałował złote pierścienie na serdecznych palcach gości, po czym otworzył drzwi.

- Panie premierze, Ich Eminencje: Gioacchino Pecci, Kardynał Kamerling Kościoła oraz Camillo di Pietro, subdziekan Kolegium Kardynałów.

- Prosić!

Dwaj dostojnicy, słysząc przyzwolenie, weszli do pokoju. Agostino Depretis podniósł się zza biurka, po czym powitał kardynałów uściskiem dłoni.

- Co sprowadza do mnie Księży Kardynałów?

- Sprawy bezpieczeństwa Świętego Kościoła - odparł Kardynał Pecci.

- Jak Pan Premier wie, w najbliższych dniach Święte Kolegium Kardynalskie przystąpi do wyboru następcy nieodżałowanego Ojca Świętego, Piusa IX. Chcemy prosić by Rząd Jego Królewskiej Mości zrobił co w jego mocy, aby w trakcie nadchodzącego Konklawe nie doszło do ubolewania godnych incydentów, podobnych tym, z jakimi mieliśmy do czynienia podczas uroczystości pogrzebowych Jego Świątobliwości.

- Mogę udzielić tych gwarancji w imieniu Królestwa Włoch, jeśli Wasze Eminencje zobowiążą się nie wysuwać pod adresem państwa pretensji terytorialnych.

Tym razem odezwał się Subdziekan di Pietro.

- Możemy wyrazić zgodę na te warunki. Do końca Sede Vacante kwestia zwrócenia papieżowi trenów Państwa kościelnego nie będzie podnoszona.

- Rząd przychyli się do prośby Księży Kardynałów. Jeszcze dziś powiadomię o naszych postanowieniach Jego Wysokość Humberta I, natomiast po ustaleniu terminu konklawe wydam Ministrowi Spraw wewnętrznych polecenie zabezpieczenia rzymskich ulic przez odziały policji, co uniemożliwi rozruchy.

- Bardzo panu dziękujemy - obaj „Książęta Krwi” serdecznie uścisnęli dłoń polityka, po czym opuścili gabinet.

Wsiadając do po powozu, di Pietro zadał pytanie, które nie dawało mu spokoju w trakcie całej rozmowy z szefem rządu.

- Co byśmy zrobili nie osiągnąwszy tego porozumienia?

- Musiałbym rozważyć propozycję Kardynała Manninga, dokonania wyboru nowego Papieża poza Rzymem, lub nawet poza granicami Włoch , na szczęście nie będzie to potrzebne i mam nadzieję , że jeszcze na dzisiejszej kongregacji wyznaczymy datę konklawe.

 

 

 

 

Rozdział II

Rzym , Kaplica Sykstyńska, 18 lutego 1878

59 Kardynałów-elektorów weszło do Kaplicy Sykstyńskiej, śpiewając hymn Veni Creator Spiritus.

Gdy wszyscy członkowie Świętego Kolegium zajęli swoje miejsca, Kamerling Pecci stanął za ołtarzem by zapoznać obecnych z procedurami Konklawe. Wśród wymienionych przepisów znalazły się między innymi: konieczność oddania na jednego z kardynałów przynajmniej 2/3 głosów, zachowanie tajemnicy na temat przebiegu kolejnych głosowań czy kierowanie się wyłącznie własnym sumieniem, w trakcie wskazywania kandydatów na Tron Piotrowy.

Podczas wygłaszania przemówienia „Książę Kościoła” był wyraźnie zdenerwowany. Wszyscy obecni domyślali się, co jest przyczyną podniecenia kamerlinga, większość purpuratów, pytana o nazwiska kandydatów do tiary typowali szczególnie dwóch elektorów, byli to: Gioacchino Pecci oraz Wielki Penitencjariusz , Luigi Maria Bilio.

Po objaśnieniu zasad elekcji, purpuraci, powtarzając tekst za Dziekanem Świętego Kolegium, Luigim di san Filippo e Sorso, złożyli przysięgę w myśl której: mieli głosować wyłącznie z inspiracji Ducha Świętego i w zgodzie z własnym sumieniem, respektować przepisy Prawa Kanonicznego, zachować w tajemnicy przebieg wyboru.

Po złożeniu przysięgi Mistrz Papieskich Ceremonii Liturgicznych wypowiedział słowa:

- Extra Omnes - co oznacza: wszyscy na zewnątrz.

Gdy członkowie Kolegium Kardynałów pozostali sami, a drzwi Kaplicy Sykstyńskiej zapieczętowano, rozpoczęło się głosowanie, które przebiegało następująco: każdy kardynał otrzymał prostokątną kartę, na, której miał zapisać nazwisko swojego kandydata na Tron Papieski, następnie przekazać swój głos Komisji Skrutacyjnej, trzem kardynałom, których nazwiska wylosowano wcześniej. Jeśli wybór zostanie dokonany, karty do głosowania zostaną spalone wraz ze słomą, w wyniku, czego z kaplicznego komina uniesie się biały dym. Gdyby żaden elektor nie uzyskał wymaganej większości 2/3 głosów, spalona zostanie mokra słoma, co da czarny dym,

Pierwsze głosowanie dało następujące wyniki:

Pecci - 23;

Bilio - 7;

Alessandro Franchi - 5;

Antonio de Luca - 5;

Raffaele Monaco La Valetta - 4.

15 głosów rozdzielono między 5 innych purpuratów. Wybór zatem nie zapadł. Kardynałowie opuścili kaplicę, rozchodząc się do swoich cel.

Gioacchino Pecci był wyraźnie poruszony. 23 otrzymane głosy czyniły go faworytem do tronu papieskiego. Co powinien zrobić, jeśli zostanie wybrany, zgodzić się?

Całą noc kamerling spędził na modlitwie. Zdenerwowanie nie ustąpiło, jednak nazajutrz, w trakcie porannej mszy. Również kolejne godziny upłynęły dostojnikowi w odosobnieniu.

Gdy elektorzy zebrali się w celu odbycia kolejnego głosowania, do Kaplicy Sykstyńskiej wszedł, dotąd nieobecny kardynał, Francios Auguste Ferdinand Donnet.

Kamerling ponownie wygłosił przemówienie, objaśniające obecnym zasady konklawe. Po czym elektorzy ponownie przysięgli nie ujawniać nic, co jest związane z wyborem Biskupa Rzymskiego. Wreszcie przystąpiono do formalnego głosowania. Drugie Scrutinium, przyniosło następujące efekty:

Pecci – 34;

Bilio – 7;

Anton Maria Panebianco i Monaco - po 4;

Franchi i De Luca - po 2;

Tommaso Martinelli i Giovanni Simoeni - po 2;

Mieczysław Halka-Ledóchowski - 1.

Po raz kolejny Święte kolegium nie podjęło decyzji.

Kardynałowie kolejno wychodzili z kaplicy. Na twarzach wielu z nich widać było zamyślenie, poparcie dla liberalnego kamerlinga ciągle rośnie. Szczególną niespodzianką był jednak głos oddany na Polaka, Mieczysława Halkę-Ledóchowskiego.

Gioacchino Pecci znów spędził wiele godzin na modlitwie. Gdy wieczorem 19 lutego obchodził cele poszczególnych elektorów, wyraźnie słyszał rozmowy.

- Dlaczego tak wielu popiera naszego Kardynała Kamerlinga? Przecież ma tak odmienne od swego poprzednika poglądy.

- To prawda, Jego Eminencja Pecci i jego chęć otwarcia Kościoła na świat mogą budzić niepokój, musimy jednak pamiętać, iż Jego Świątobliwość Pius IX, pełnił swój urząd blisko 32 lata. Dlatego teraz potrzebny jest papież „przejściowy”.

Tego samego wieczora, na Watykan przybył Kardynał Patriarcha Lizbony, Ignacio Cardoso. Wszyscy purpuraci udawali się na spoczynek, prosząc Boga, by nazajutrz natchnął ich do wydania werdyktu.

 

Rzym , Kaplica Sykstyńska, 20 lutego 1878

W trakcie porannego nabożeństwa wszyscy elektorzy modlą się ze szczególną żarliwością.

Po wejściu do kaplicy członkowie Kolegium Kardynałów zajęli wyznaczone miejsca. Po otrzymaniu kart do głosowania, każdy elektor zapisał nazwisko swego kandydata. Następnie kardynałowie kolejno umieszczają złożone karty w, służącym za urnę wyborczą, kielichu mszalnym. Już po raz trzeci, podczas tego konklawe, Skrutatorzy dokonują obliczenia głosów. Tym razem wyniki przedstawiają się następująco:

Pecc i- 44;

Bilio – 5;

Panebianco - 3;

Monaco, Martinelli i Simoeni - po 2;

Friedrich Josef von Schwarzenberg, Innocenzo Ferrei i Luigi di Canossa - po 1.

Najstarszy skrutator ogłasza jeszcze:

- Wymaganą większość uzyskał nasz brat Gioacchino Kardynał Pecci.

Członkowie Świętego Kolegium powstali ze swych krzeseł. Do elekta podszedł Jego Eminencja, dziekan E Sorso by zadać niemal sakramentalne pytanie:

- Czy przyjmujesz kanonicznie dokonany wybór na Najwyższego Kapłana?

- W posłuszeństwie wobec Chrystusa Zbawiciela, przyjmuję.

- Jakie imię obierasz?

- Ze względu na szacunek dla Leona XII, który stanowił dla mnie przykład życia duchowego, chcę zwać się Leonem XIII.

Pozytywna odpowiedź wywołała istną burzę aplauzu. Nowy Ojciec Święty skierował się do pomieszczenia zwanego „Pokojem Łez”, gdzie z pomocą właściciela zakładu krawieckiego Gamarelli, przywdział biały strój liturgiczny. Następnie papież powrócił do Sykstyny by odebrać uroczysty hołd swoich elektorów, zwany Homagium. Siedząc na tronie patrzył jak „Książęta Kościoła” podchodzą, chcąc ucałować pierścień i pantofel następcy św. Piotra. Wielu składało gratulacje lub zapewniało o modlitwach w intencji nowego Pontyfikatu.

Gdy rytuał hołdu został spełniony, procesja Kardynałów wywiodła Wikariusza Chrystusa na zewnątrz kaplicy ku Loggi Błogosławieństw, gdzie miał ukazać się wiernym.

Na balkon loggi pierwszy wyszedł Protodiakon, Prospero Caterini i odczytał uświęconą formułę: Annuntio Vobis gaudium magnum, papam Habemus! Eminentissimum Ac Revrendissimum Dominum, Dominum Joachim, Sancte Romane Eclesiae presbyterium San Crisigono ,Cardinalem Pecci, qui nomen sibi imposuit Leonis Tertius Decimus!

Leon XIII zbliżył się do zamkniętego okna balkonu, patrząc na tłum Rzymian wiwatujących na jego cześć, i szepcząc modlitwę, nakreślił dłonią znak krzyża w geście błogosławieństwa.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Prue 26.02.2015
    Dwa razy to czytałam. Jest poprawność, dobrze dobierane słowa układane w całość dość dobrze. Ale treść ok, za to fabuła beznamiętna. Jednak przyznam, że popracowałeś nad opowiadaniem. Ode mnie 4
  • James Braddock 08.03.2015
    Jak dla mnie fajny klimat kulis Watykanu, słownictwo dobrze dobrane, można by rzec że profesjonalnie odnoszące się do konklawe a i jeszcze te wstawki z łaciny :) .Dla mnie się podobało ;)
  • Dobre - historia magistra vitae.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania